Skocz do zawartości

#lepiejwkasku - dla przeciwników kasków - ku przestrodze!!!


Gość

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

To może ja dodam coś od siebie

21 stycznia tj. W niedziele tego roku miałem w planach 50 km, niestety z kolegą zgubiliśmy się w Rezerwacie Przemkowskim i wyszło dokładne 77 km, zmordowany wyjeżdżając z lasu na oponkach 35 c wraz z lemondką jadąc droga już nie miałem sił, mimo to wyjeżdżając z Buczyny ostatni zakręt trafiłem na tafle lodu o szerokości 24 cm.. taki fart że był kask i że ważyłem ponad 125 kg.. większość uderzenie przejęła lewa strona ciała i głowa, Pęknięty kask na kawałki.... Dokładnie nie pamiętam co się stało, wiem jedynie że straciłem przytomność na jakiś czas i słyszałem jak auto za mną hamuje i trąbi.. Podejrzewam że leżałem na jezdni jak manekin, pozbierałem się wsiadłem na rower oszołomiony i dojeżdżając do kolejnej wioski miałem zawroty głowy,nudności i zaburzenia widzenia.. Ale że twardziele niczego się nie boją to zadzwoniłem po ojca by po mnie przyjechał bo miałem glebę, były gadania że tak że po co mi ten rower..Położyłem się spać bo było mi strasznie zimno, wstałem poszedłem do pracy na nockę i wszystko było okey. Najlepsze miało nastąpić dni następnego, wstałem gdzieś około godziny 11.00 cały blady, nie mogłem ustać na nogach, miałem światłowstręt,nie pamiętałem nawet jak się nazywam. Wiedziałem jedynie że mam żonkę i synka i to wszystko.

Erką na sygnale do Lubina, prześwietlenie 
Diagnoza Wstrząśnienie mózgu i stłuczenie całej lewej strony. Przeleżałem w szpitalu na obserwacji i było okey..Wyszedłem po kilku dniach i wtedy moje życie się całkiem zawaliło.

Nie rozpoznawałem rodziców,kumpli zupełnie niczego,nie wiedziałem gdzie pracuje, straciłem całkowitą pamieć, może jedynie po za tym że mam rodzinę i że pracuje pod ziemią ale nie w tej kopalni co obecnie..Czułem się jak warzywo, czułem i widziałem wszystko, odwiedzali mnie znajomi, rodzina a ja nic nie wiedziałem.Jeździłem do specjalistów neurologów i do szpitala na badania, 2 tomografy i 1 rezonans magnetyczny i nic nie wykazało. Minęło już trochę czasu cierpię na bolesne bóle głowy i tak się zastanawiam że jak bym jechał bez kasku to już bym nie pisał tego tekstu. Zwykła skorupa z firmy Meteor a jak wiele zdziałała, ja jeżdżę i każdego kogo znam namawiam by jeździł w kasku.  Poniżej zdjęcie kasku co się stało z nim. (Gdzieś na forum jest to samo zdjęcie, ale może to dotrze do kilku osób)

PS. Od tamtej pory jak ognia unikam dróg, już wole się  w terenie 100 razy wywalić w SPD niż raz na jezdni.
Pozdrawiam.

DSC_0269.JPG
Opublikowano (edytowane)

Kolega ma tendencje do wywrotek, więc wcale się nie dziwię. I nie ma tu, za krzty złośliwości. W tym wypadku kask... "zdał egzamin".

Całkiem osobna kwestia , to analiza , w jakich okolicznościach doszło do wypadku. Nadrzędnym celem powinno być, zminimalizowanie takich sytuacji (czasami nie zależnych od nas). To samo ocena ryzyka, pod kątem swoich umiejętności. Przykładowo kolega chciał mnie wyciągnąć na zjazd enduro. Sam dobrze jeździć nie potrafi , ale "znajomi mówili, że jest fajnie". Odmówiłem z racji braku umiejętności oraz odpowiedniego sprzętu (w tym kasku).

Edytowane przez piotr.solek
Opublikowano

Wiesz podejrzewam że nawet ze świetnymi umiejętnościami i tak bym zaliczył glebę, co ciekawe kolega wcześniej leciał tą trasą i nic na drodze nie było. No bywa , życie. Teraz to droga z przymusu a las cały czas ;)

Opublikowano

nie ma co się oszukiwać, fizyki nie da się oszukać, a jak ma się pecha to i cegła spadnie na głowę w drewnianym kościele😁 Niestety nasze gleby są sumą jednego i drugiego, zaklinanie rzeczywistości, że unikam, nie jeżdżę niczego nie zmieni. Wypadki chodzą po ludziach, a nie po drabinie.

  • 2 tygodnie później...
  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

Gdyby nie kask podstawa czaszki złamana. Przypadek mówiąc delikatnie beznadziejny.

  • 2 miesiące temu...
Opublikowano

Ja tam bez kasku to z domu się nie ruszam.. 

  • Lubię to! 1
Opublikowano

Te wasze wpisy dają do myślenia, muszę kumplowi pokazać co twierdzi że to niepotrzebne...

Opublikowano (edytowane)
4 godziny temu, dwakolkaija napisał:

Te wasze wpisy dają do myślenia, muszę kumplowi pokazać co twierdzi że to niepotrzebne...

Zakutego łba (bez urazy dla kumpla) nie przekonasz, mówię z własnego expa :D

Edytowane przez Eddek
Opublikowano
W dniu 20.02.2019 o 18:51, Eddek napisał:

Zakutego łba (bez urazy dla kumpla) nie przekonasz, mówię z własnego expa :D

Hehe :D

  • 3 tygodnie później...
Opublikowano

Wypadek w mojej okolicy:

"Do tragicznego zdarzenia doszło w sobotę w Mościszkach w gminie Krzywiń. 15-latek upadł z roweru i uderzył głową w ogrodzenie. Mimo reanimacji nie udało się go uratować. "

:(

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano (edytowane)

Wypadek w mojej okolicy. Duże skrzyżowanie. Dzień wcześniej sam tam przejeżdżałem.

Clipboard02.thumb.jpg.33ebb81ba8cb16877bc4539692b69bb5.jpg

Kierowca ciężarówki nie zobaczył mężczyzny na rowerze , który był w kasku. Śmierć na miejscu. 

Oczywiście sam wypadek jest skutkiem wielu czynników. Jazda w mieście, ronda, skrzyżowania sygnalizacja, kierowcy, warunki pogodowe, nieprzygotowanie kolarza i nie doszacowanie zagrożenia powoduje , że mniejszy na takim zdarzeniu zawsze ucierpi. Puszczacie filmiki idiotów "walących często głowami dla zabawy". Tutaj nie było zabawy, brawury, tylko nieudany powrót do domu..

Edytowane przez piotr.solek
Opublikowano
10 minut temu, piotr.solek napisał:

Kierowca ciężarówki nie zobaczył mężczyzny na rowerze , który był w kasku. Śmierć na miejscu.

Kompletny pancerz też by raczej nie pomógł... W każdym razie szkoda człowieka.

Licho nie śpi.

Opublikowano
2 godziny temu, piotr.solek napisał:

Wypadek w mojej okolicy. Duże skrzyżowanie. Dzień wcześniej sam tam przejeżdżałem.

Clipboard02.thumb.jpg.33ebb81ba8cb16877bc4539692b69bb5.jpg

Kierowca ciężarówki nie zobaczył mężczyzny na rowerze , który był w kasku. Śmierć na miejscu. 

Oczywiście sam wypadek jest skutkiem wielu czynników. Jazda w mieście, ronda, skrzyżowania sygnalizacja, kierowcy, warunki pogodowe, nieprzygotowanie kolarza i nie doszacowanie zagrożenia powoduje , że mniejszy na takim zdarzeniu zawsze ucierpi. Puszczacie filmiki idiotów "walących często głowami dla zabawy". Tutaj nie było zabawy, brawury, tylko nieudany powrót do domu..

Nie bardzo wiem co masz na myśli w pogrubionym stwierdzeniu.

Jak rowerzysta ma oszacować zagrożenie? Z góry powinnismy zakładać, że na drodze mogą nas przejechać?

Współczucie dla rodziny rowerzysty...

Opublikowano
10 godzin temu, cowall napisał:

 Z góry powinnismy zakładać, że na drodze mogą nas przejechać?

Potraktuj to, jako czynnik na skali zagrożenia. Wszystko, co zrobisz,  by zminimalizować zagrożenie.... zmniejszy ryzyko a zwiększy bezpieczeństwo. Jeśli za mało jeździsz , by to zrozumieć, to już osobna kwestia.

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

Śledzę temat natomiast nie chciałem się w nim wypowiadać. Nie miałem w sumie nic do powiedzenia, jeżdżę w kasku natomiast nigdy nie musiałem przekonać się czy działa, aż do piątku dnia 5 kwietnia roku bieżącego.

Historia jakich wiele zwykła piątkowa przejażdżka na szosach po pracy dla rozrusznia się po 8 godzinach za biurkiem. Wybraliśmy się z żoną na standardowe kółko popołudniowe około 50 km. Jakieś 15 km od domu jedziemy pod silny czołowy wiatr. Żona pierwsza ja za nią moje przednie koło jest równo obok jej tylnego. Sięgam po bidon prawa ręką, lewa ręką na łapie. Dostaje niespodziewany silny podmuch z lewej strony. Wyrywa mi kierownicę z ręki padam na asfalt na prawy bok z całym impetem. Pierwsza uderza głowa skronia jeden raz, prawe ramię potem udo znowu głowa druga raz i trzeci raz się odbija od asfaltu. Reszta to już szlif do zatrzymania. Potem nie wiem jak znalazłem się siedzac na poboczu rower obok. Okazuje się że żoną mnie pozbierala nie widziała mojego upadku. Słyszała tylko jeden wielki huk i widziała jak leżę bez ruchu. Ja lekka dziura w pamieci zamroczenia parę minut. Poobijany poszfifowany z dużo dziura w koszulce na ramieniu docieram domu. Zostawiam wszystko w garażu. W sobotę oglądam sprzęt. Rower calutki bez ryski oprócz obdartej owijki. Koszulka do kosza, skarpeta dziura. Najważniejsze oglądam kask. Czasza kasku pęknięta w 4 miejscach. Uderzenie rozłożył znakomicie od czoła aż na ucho. Dzięki niemu nie wiem może nawet zyje może tylko uniknalem poważnego urazu głowy. Wielki hołd dla Uvex Boss Race jest świetny!!!!! Teraz podsumowanie mimo kasku zawroty głowy całą sobotę i w niedzielę do wieczora. Plus obolala głowa do wtorku. Co by było jakbym jechał bez kasku? Niech każdy sobie sam odpowie...

Ja wiem jedno. Jeździjcie w kaskach wiem co mówię. Mi się przydał pierwszy raz od 4 sezonów ale był na głowie zawsze. Nigdy nie wiadomo kiedy będzie potrzebny i nas uratuje.

PS

Uderzenie miało miejsce przy prędkości 28 km/h więc nie było mego szybko a widać wystarczy żeby narobić szkody.

 

Pozdrower

 

Wysłane z mojego HUAWEI VNS-L21 przy użyciu Tapatalka

 

 

 

 

 

 

  • Lubię to! 4
  • Pomógł 1
Opublikowano

No Szajbajki, wiosna idzie, a piekło zamarzło.

Zakuty łeb skapitulował i teraz będzie śmigać w twardej czapce:

20190414_143600.thumb.jpg.9206e6bc04b92f0861390775a316b931.jpg

  • Lubię to! 6
Opublikowano
W dniu 14.10.2018 o 12:38, Patryś napisał:

trafiłem na tafle lodu o szerokości 24 cm..

Serio mierzyłeś taflę lodu z taką dokładnością ?

Opublikowano

hahaha, uśmiałem się w .... ,rękawki miałem 24 cm więc stąd wiem.

  • 2 miesiące temu...
Opublikowano

Mała reklamę Giant'owi zrobię ale to dopiero na końcu tej opowieści. Znajomego syn ostatnio wpasował się w maskę samochodu. Wyjechał facetowi wprost pod koła. Facet nie miał szans go zauważyć, bo młody dosłownie wyskoczyła z za rogu. Maska pognieciona, szyba w pajęczynkę a małolat trafił do szpitala z pękniętą czaszką, bo... NIE MIAŁ KASKU. Szpital, obserwacja, obolały i posiniaczony ale chłopakowi raczej nic nie będzie. Szczęście facet nie jechał szybko. Wracając do roweru... Giant (dokładnie modelu nie pamiętam) na którym nie ma nawet śladu po kolizji z samochodem. Jedyne uszkodzenie to rozerwana opona, którą zresztą dziś wymieniłem.

Opublikowano

Ostatnio jak jechałem wydzieloną fajną asfaltową ścieżką bez żadnych aut i właściwie ruchu innych uczestników, mógłbym być pewien że jeśli się nie przewroce to nic mnie nie spotka złego.

Z zaskoczenia zaatakowała mnie natura, gałąź spadła z drzewa i prawie mi przywaliła w twarz. Wtedy rzeczywiście poczułem, że kask by uratował moją głowę gdybym jechał szybciej i gałąź by spadła prosto na środek czaszki.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×
×
  • Dodaj nową pozycję...