Skocz do zawartości

Czy można jeździć szosówką po ulicy gdy jest ścieżka rowerowa?


Miloszs

Rekomendowane odpowiedzi

Jak najbardziej zgadzam sie z Aresem. W kierowcach widze bardziej poszkodowanych - mieszkam przy głównej drodze dojazdowej z Wrocławia na Śleżę, co drugi sąsiad trzyma w garażu kolarzówkę a sama droga jest stosunkowo wąska i bez pobocza. O ile jednego rowerzystę da się w miarę łatwo wyprzedzić, to kilku jest już wyzwaniem. A jak ostatnio byłem na ustawce kolarskiej, w której uczestniczyło (!!) 70 kolarzy to taki peleton już jest niewyprzedzalny. I jedź teraz autem 35km/h.

Sam nie ukrywam naginam swoich praw(albo cieszę się bezkarnością je łamiąc). Dojeżdżam do pracy rowerem, w razie potrzeby zostaje pieszym by szybciej przedostać się przez skrzyzowanie czy też po prostu przejezdzam na czerwonym bo dobrze znam cykl świateł by nie przeszkadzać nikomu.

Myśle ze najważniejsze jest jednak by (niezależnie jakim pojazdem się poruszamy) nie doprowadzać do sytuacji gdy utrudnia się płynność ruchu na drodze. I unikać sytuacji gdy potem będę musiał tłumaczyć się że to ja miałem "pierwszeństwo". 

Edytowane przez komandosek
Odnośnik do komentarza
9 godzin temu, Motke napisał:

Art. 27. 1. Kierujący pojazdem, zbliżając się do przejazdu dla rowerzystów, 
jest obowiązany zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa 
rowerowi znajdującemu się na przejeździe.

Pierwszeństwo masz tylko na środku przejazdu/skrzyżowania. Zbliżając się do przejazdu pierwszeństwa nie masz. 

W 27.1a jest opisana sytuacja gdzie kierowca faktycznie musi ustąpić.

Dalej jest napisane

Cytat

3. Kierujący pojazdem, przejeżdżając przez drogę dla rowerów poza jezdnią, jest obowiązany ustąpić pierwszeństwa rowerowi.

Jak dla mnie oznacza to że w każdym wypadku jak masz drogę rowerową to rower ma pierwszeństwo.

Odnośnik do komentarza
3 godziny temu, Yan napisał:

Dalej jest napisane

Jak dla mnie oznacza to że w każdym wypadku jak masz drogę rowerową to rower ma pierwszeństwo.

To tylko oznacza, że jak samochód jedzie po chodniku, przecina ścieżkę to musi ustąpić rowerzyście (parkowanie, dojazd do posesji itp).

Skąd Ty taki wniosek wyciągnąłeś?

Odnośnik do komentarza
15 godzin temu, Motke napisał:

To tylko oznacza, że jak samochód jedzie po chodniku, przecina ścieżkę to musi ustąpić rowerzyście

Skąd taki pochopny wniosek. Samochód musi ustąpić pierwszeństwa jak jedzie pociąg, czołg, TIR, autobus bądź tramwaj. Ale pieszemu albo rowerzyście ? Niezależnie od tego co stanowią przepisy proponuję trzymać się tej zasady. Oszczędzi nam to sporo nerwów, bardzo dużo zdrowia a może nawet życie uratować.

Odnośnik do komentarza
6 godzin temu, Chrismel napisał:

Skąd taki pochopny wniosek. Samochód musi ustąpić pierwszeństwa jak jedzie pociąg, czołg, TIR, autobus bądź tramwaj. Ale pieszemu albo rowerzyście ? Niezależnie od tego co stanowią przepisy proponuję trzymać się tej zasady. Oszczędzi nam to sporo nerwów, bardzo dużo zdrowia a może nawet życie uratować.

Czy Ty naprawdę nie rozumiesz stwierdzenua "POZA JEZDNIĄ"?

Odnośnik do komentarza
W dniu 19.07.2017 o 12:14, gielo napisał:

Rower szosowy to także ... rower, więc nie można jeździć ulicą jak jest ścieżka rowerowa.

Ścieżki rowerowe stały się przekleństwem dla kolarzy jeżdżących na rowerach szosowych. Ich uciążliwość jest ogromna. Zawsze jest na nich pełno drobnych kamyków, nawet na tych gładkich betonowych, nie z kostki brukowej. Praktycznie dla roweru szosowego z oponami typu "szytka" są nieprzejezdne. Po wjechaniu na taką nawierzchnię szybko następuje przebicie dętki. Cena jednej szytki "Tufo 160 g" wynosi 400zł. Możemy więc stracić na drodze rowerowej 800 zł. Można po przebiciu szytki wtrysnąć w nią lepik i jechać dalej do następnego przebicia, ale droga rowerowa nie gwarantuje bezpiecznego przejechania następnych powiedzmy 20 metrów bez kolejnego przebicia. Jeżeli wybrałem się przykładowo w trasę 200 kilometrową i przepisy drogowe zmuszają mnie na setnym kilometrze, albo gdziekolwiek w jakiejś mieścinie na wjechanie na drogę rowerową, to korzystniej jest zapłacić 50 zł mandatu niż tracić 800 na szytki i dodatkowo przychodzi jeszcze kłopot powrotu do domu z niesprawnym rowerem. Uważam że prawo drogowe powinno rozrużniać rowery szosowe do jazdy po szosie od miejskich i innego typu rowerów o grubych oponach, odpornych na przebicia, zdatnych do jazdy po szrucie, a tym samym po drogach rowerowych.

Odnośnik do komentarza
2 godziny temu, de Villars napisał:

Dlatego jak się da, unikam ścieżek, i wcale się specjalnie nie raduję, że powstają nowe, bo jako szosowcowi często przynoszą mi więcej utrudnień i rozterek, niż korzyści.

Ja się nie dziwię choć w ogóle nie popieram a może nawet nie podzielam. W Polsce mamy naprawdę dobre ścieżki rowerowe choć oczywiście mogłyby być lepsze. Napiszę Ci dlaczego. Tu w Niderlandach ścieżki wyglądają nieco inaczej więc każdy kolarz z nich korzysta (pomijam już fal spotkania się z finansowymi konsekwencjami jeśli nie korzystasz). Główną fajną rzeczą jest kompetny brak krawężników. Jednak jakość/nawierzchnia tych ścieżek jest różna. Jest asfalt (malowany na ceglany), są betonowe panele i największa zmora czyli kostka brukowa. Uwaga, po ścieżce rowerowej w Holandii mają prawo poruszać się także skutery (z prędkością do 25km/h) oraz jeśli nie ma wyznaczonego chodnika także piesi z pieskami lub kijkami do nordic walking, biegacze, rolkarze i... wózki widłowe. 

Jeśli nie ma gdzieś ścieżki rowerowej to na jezdni namalowany jest pas dla rowerów koloru ceglanego (a czasami po prostu pas wydzielony linią ciągłą). Uwaga pas dla rowerów na jezdni nie oznacza że samochód nie ma prawa po nim jechać lub parkować. O nie, to jest pas wyznaczony na pasie dla samochodów i tylko pokazuje ci "miejsce w szeregu". 

Edytowane przez Red
Odnośnik do komentarza
4 godziny temu, pinok napisał:

Kolarze w "wielkich turach" jeżdżą po kostkach brukowych, dziurach, leżących policjantach i innych wybojach i jakoś nie marudzą :P

 

Nie marudzą, bo jak złapią gumę albo rozwalą koło to im zaraz mechanik z wozu daje nowe. A ja nie mam wozu technicznego, a za wszystkie defekty płacę z własnej kiesy.

Odnośnik do komentarza

Problem jest inny. Po ścieżce nie da się jechać tak samo szybko jak po ulicy. Co chwilę skrzyżowania i krawężniki, przeganianie pieszych etc. Jak chcesz zrobić trening to na ścieżce rowerowej jest to niemal niemożliwe. Miałem nieprzyjemność już jechać ścieżkami, które są tak dziurawe, że można sobie koła połamać...

Odnośnik do komentarza
48 minut temu, mareq napisał:

Problem jest inny. Po ścieżce nie da się jechać tak samo szybko jak po ulicy. Co chwilę skrzyżowania i krawężniki, przeganianie pieszych etc. Jak chcesz zrobić trening to na ścieżce rowerowej jest to niemal niemożliwe. Miałem nieprzyjemność już jechać ścieżkami, które są tak dziurawe, że można sobie koła połamać...

Już to gdzieś tu pisałem, ale powtórzę się: ścieżka rowerowa/droga dla rowerów nie służy do robienia treningu kolarskiego! Służy ona do przemieszcza się po niej za pomocą roweru! Każdego roweru. Szosówką na oponie 18c też da się przemieszczać po brukowej drodze dla rowerów bezpiecznie i komfortowo. 
Do odbywania treningów kolarskich zostały stworzone welodromy/tory kolarskie. 
Zgodnie z przepisami o ruchu drogowym trening kolarski można również odbywać na drogach publicznych. Ale z poszanowaniem innych zasad ruchu.

Odnośnik do komentarza

żeby nie było: jak jest ścieżka to nią jadę. Najgorsze jest tylko, że jak mam jakiś plan i trafię na kilka kilometrów ścieżki to plan mi się psuje. Nie jestem prosem, żeby trenować na torach. Dla mnie każda przejażdżka jest formą treningu. Na drogach publicznych oczywiście stosuję się do przepisów.

Odnośnik do komentarza
14 godzin temu, Łza Włóczynutka napisał:

Serio taka kolarzówka nie daje rady po kostce brukowej? kapcie pękają na byle szparce w asfalcie? To po grzyba to kupować?

Da radę i da radę nawet po lesie, a nawet do trialu się nada, tylko:

Pomijam komfort psychiczny jak i fizyczny to po pierwsze względy bezpieczeństwa i to niekoniecznie musi dotyczyć kierującego. Druga rzecz finansowe.

A dziś wyjadę sobie bolidem na szosę, a co, auto jak każde inne.

Widzisz problem, bo ja dość duży.

I nie to że nie jeżdżę po DDR-ach, lub innych drogach dedykowanych. Po prostu niektórych z tych ścieżek nie powinno być z uwagi na to, że to buble powstałe w fazie projektu.

 

 

 

 

Edytowane przez kaido2
Odnośnik do komentarza
W dniu 4.04.2020 o 08:32, Jeremiasz napisał:

Ścieżki rowerowe stały się przekleństwem dla kolarzy jeżdżących na rowerach szosowych. Ich uciążliwość jest ogromna. Zawsze jest na nich pełno drobnych kamyków, nawet na tych gładkich betonowych, nie z kostki brukowej. Praktycznie dla roweru szosowego z oponami typu "szytka" są nieprzejezdne. Po wjechaniu na taką nawierzchnię szybko następuje przebicie dętki. Cena jednej szytki "Tufo 160 g" wynosi 400zł. Możemy więc stracić na drodze rowerowej 800 zł. Można po przebiciu szytki wtrysnąć w nią lepik i jechać dalej do następnego przebicia, ale droga rowerowa nie gwarantuje bezpiecznego przejechania następnych powiedzmy 20 metrów bez kolejnego przebicia. Jeżeli wybrałem się przykładowo w trasę 200 kilometrową i przepisy drogowe zmuszają mnie na setnym kilometrze, albo gdziekolwiek w jakiejś mieścinie na wjechanie na drogę rowerową, to korzystniej jest zapłacić 50 zł mandatu niż tracić 800 na szytki i dodatkowo przychodzi jeszcze kłopot powrotu do domu z niesprawnym rowerem. Uważam że prawo drogowe powinno rozrużniać rowery szosowe do jazdy po szosie od miejskich i innego typu rowerów o grubych oponach, odpornych na przebicia, zdatnych do jazdy po szrucie, a tym samym po drogach rowerowych.

Znak drogowy o drodze (ścieżce) rowerowej jest znakiem informującym a nie nakazującym,  więc jeżeli nie wiąże się to z dodatkowym znakiem zakazującym dalszą jazdę szosą,  nie mamy obowiązku z niej zjeżdżać. Nikt nas bowiem nie pozbawił prawa poruszania się po niej a jesteśmy takimi samymi użytkownikami dróg jak pozostali. Interwencja policji w takim przypadku skazana jest na niepowodzenie, poprostu odmawiamy przyjęcia mandatu i tyle.

Odnośnik do komentarza

Nie do końca. Prawo o ruchu drogowym dokładnie mówi:

"Kierujący rowerem jest obowiązany korzystać z drogi dla rowerów lub pasa ruchu dla rowerów, jeśli są one wyznaczone dla kierunku, w którym się porusza lub zamierza skręcić."

 

  • Lubię to! 1
Odnośnik do komentarza

Dzisiaj miałem sytuację, jadąc droga asfaltową zostałem strąbiony przez kierowce, bo obok jest ścieżka rowerowa.
Fakt, była za pasem zieleni, w teorii mogłem na nią wjechać (odcinek 250-300m), z tym że jest w stanie
przypominającym drogę polną. Oczywiście broniąc swoich honorów wypowiedzieliśmy swoje racje w bardzo polski sposób.
Przyglądając się różnym interpretacjom i wyrokom sądów, szprychy same pękają z wrażenia.
W świetle prawa, jeśli na torach postawi się znak - droga dla rowerów, to bez względu na wszystko rowerzysta musi z niej korzystać.
Stan techniczny takiej nawierzchni nie ma najmniejszego znaczenia, a biorąc pod uwagę rowery szosowe i to co już ktoś napisał
o wymianie dętek za nawet paręset złotych albo znacznie niższy mandat, wybór jest oczywisty. 
Ciekawostką jest fakt, że głównym uzasadnieniem przymusu poruszania się po drodze dla rowerów jest bezpieczeństwo rowerzysty.
W sposób bezpośredni - oczywiste, w końcu na drodze dla rowerów żaden samochód nas nie potrąci (raczej).
Tylko pojawia się pytanie, co jeśli jadąc drogą dla rowerów, przez jej stan techniczny jesteśmy znacznie bardziej 
narażeni na wywrotkę, niż poruszając się drogą na której natężenie ruchu jest znikome?
A kierowcy samochodów i rowerzyści, czemu z założenia muszą żyć jak kot z psem?

Odnośnik do komentarza
2 godziny temu, mattszach napisał:

A kierowcy samochodów i rowerzyści, czemu z założenia muszą żyć jak kot z psem?

Chciałbym napisać że wina leży po obu stronach ale z moich doświadczeń "warszawskich" to rowerzyści bardziej rozrabiają. Nagminna jazda po chodniku a potem przejeżdżenie przez pasy, jazda bez oświetlenia, w poprzek jezdni (bo przecież skoro jadę rowerem to przepisy mnie nie obowiązują), nie przepuszczanie pieszych na przejściach przez ścieżkę rowerową (nie wcisnę hamulca bo mi średnia spadnie ?) itd. Potem ten pieszy wsiada w samochód i się "odgryza". Z kolei trąbienie na rowerzystę bo nie jedzie po ścieżce to nie tylko brak kultury ale i wyobraźni. Mógł tej ścieżki nie zauważyć bo często zaczynają się nieoczekiwanie a przecież znaku informacyjnego na drodze nie ma. Może być fatalnej jakości i wjazd szosą na nią nie jest dobrym pomysłem. Żadną ustawą tego się nie załatwi. Ja się staram nie denerwować i zamiast trąbić uśmiechnąć się i przepuścić. Ale wiem że czasami ciężko. I na koniec dodam jedno. Mi podczas jazdy autem prawidłowo jadący rowerzysta po jezdni, nawet jak obok jest ścieżka, w ogóle nie przeszkadza. Dla mnie korzystanie ze ścieżki powinno być nie obowiązkowe. Chyba że na jezdni jest oddzielny znak nakazujący zjazd na nią. Ale taka ścieżka powinna spełniać jakieś normy. Bo niektóre są takie że nie tylko szosą ale i MTB bym nie wjechał.

Odnośnik do komentarza
34 minuty temu, Chrismel napisał:

Chciałbym napisać że wina leży po obu stronach ale z moich doświadczeń "warszawskich" to rowerzyści bardziej rozrabiają. Nagminna jazda po chodniku a potem przejeżdżenie przez pasy, jazda bez oświetlenia, w poprzek jezdni (bo przecież skoro jadę rowerem to przepisy mnie nie obowiązują), nie przepuszczanie pieszych na przejściach przez ścieżkę rowerową (nie wcisnę hamulca bo mi średnia spadnie ?) itd. Potem ten pieszy wsiada w samochód i się "odgryza". Z kolei trąbienie na rowerzystę bo nie jedzie po ścieżce to nie tylko brak kultury ale i wyobraźni. Mógł tej ścieżki nie zauważyć bo często zaczynają się nieoczekiwanie a przecież znaku informacyjnego na drodze nie ma. Może być fatalnej jakości i wjazd szosą na nią nie jest dobrym pomysłem. Żadną ustawą tego się nie załatwi. Ja się staram nie denerwować i zamiast trąbić uśmiechnąć się i przepuścić. Ale wiem że czasami ciężko. I na koniec dodam jedno. Mi podczas jazdy autem prawidłowo jadący rowerzysta po jezdni, nawet jak obok jest ścieżka, w ogóle nie przeszkadza. Dla mnie korzystanie ze ścieżki powinno być nie obowiązkowe. Chyba że na jezdni jest oddzielny znak nakazujący zjazd na nią. Ale taka ścieżka powinna spełniać jakieś normy. Bo niektóre są takie że nie tylko szosą ale i MTB bym nie wjechał.

Nawet zaryzykuję, że 51% "winy" leży po stronie rowerzystów, a wynika to z tego, że kierowca samochodu ma prawo jazdy i musi znać przepisy, a przynajmniej jest do tego zobowiązany. Rowerzyści muszą je znać tylko teoretycznie, jeśli usłyszy gdzieś, że ma pierwszeństwo na drodze rowerowej, to już kaplica, bo przecież ma je wszędzie i zawsze. Niestety tak dzisiaj wygląda rowerzysta w oczach większości społeczeństwa. Temat rzeka, więc ciężko prześwietlić każdy aspekt. Jako kierowca samochodu mam problem z treningami peletonów po kilkunastu lub więcej kolarzy, mimo iż sam szosuję prawie codziennie. Ich obecność na drodze utrudnia ruch wszystkim, od pieszych, przez innych rowerzystów na samochodach kończąc. Zdaję sobie sprawę, że przecież muszą trenować więc moje "ale" jest egoistyczne, jednak jechać za nimi przez parę km, bo technicznie nie da się wyprzedzić to katorga. Poza peletonami nawet grupki kilku kolarzy nie sprawiają problemu na drodze (także jeśli kultura jazdy nie jest wysoka).
Pomijając wszelkie za i przeciw i po czyjej stronie jest większa racja, uważam że w 85% to buble prawne tworzą niepotrzebne spory, a nie faktyczne zachowania na drodze.

Odnośnik do komentarza

Cześć.

Tak, to ja rozpocząłem ten temat 🙄

Myślę że problem leży w KULTURZE.

Gdy ok.30 lat temu, mieszkałem przez jakiś czas u naszych zachodnich sąsiadów, dużo jeździłem samochodem po mieście w którym mieszkałem i jego okolicy. Znajomi Niemcy ostrzegali mnie i uczulali na rowerzystów. Mówili-omijaj ich szerokim łukiem i módl się żeby im się w tym momencie nic nie stało bo z założenia wina będzie po stronie kierowcy auta.

Wziąłem sobie to bardzo do serca i do dzisiaj stosuję tę zasadę także u nas w kraju. To chyba nic złego nawet przesadnie chronić tę słabszą fizycznie część użytkowników naszych dróg.

Natomiast co do ścieżek rowerowych to odkąd jeżdżę tzw.szosówką, są one dla mnie utrapieniem, zwłaszcza gdy obok stoi znak nakazu jazdy (a nie jak mylnie napisałem wcześniej, znak informacyjny).

Staram się więc wybierać takie trasy które tych "ułatwień " nie mają.

Natomiast wracając do stosunków panujących między użytkownikami polskich dróg  - czy nie są one odzwierciedlaniem naszych zachowań na codzień a także w naszej polityce?

Nie wiem co chcemy wszystkim udowodnić ale mam coraz większą pewność dlaczego w naszej historii dochodziło do rozbiorów.

I tym to pesymistycznym akcentem chętnie zamknąłbym ten temat.

Pozdrawiam wszystkich użytkowników dróg bez względu na ilu kółkach się poruszają a także tych pieszych.

Odnośnik do komentarza

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×
×
  • Dodaj nową pozycję...