Skocz do zawartości

Ból i brak siły w łydkach


JakubP

Rekomendowane odpowiedzi

Jest środek lata, sezon w pełni, a ja od około dwóch tygodni mam problem z łydkami. Wszystko zaczęło się około trzech tygodni temu, na każdym treningu odczuwałem  mniej siły w łydkach.  Wszędzie opisywany "ból", jest inny niż zawsze, nie taki po ciężkim treningu, nie taki jak po naderwaniu mięśnia, ciężko mi jest go opisać. Słowem wstępu: mam 18 lat, na rowerze regularnie jeżdżę od dwóch lat. Obecnie ujeżdżam szosówkę i "gravela" (triban 100, stąd te "" :P). Nie stosuję żadnego planu treningowego, wsiadam na rower i jadę. Nic w diecie, treningu nie zmieniłem, wszystko robię tak samo jak cały rok.

Każdy trening od początku problemu:

25.06 - 55 km, 2h 26 min  w wietrze, jednak na spokojnie, po około 1h jazdy moc spadła 

27.06- 52 km, 2 h 28 min luźna jazda bez celu, szału jeśli chodzi o siłę nie ma

28.06- 15 km, sprowadzenie roweru z serwisu, tutaj znów gdzieś ta moc umknęła 

29.06 - 36 km 1h 36 min - tutaj pierwszy trening na innej ramie- wszystkie ustawienia inne, ale wciąż brakowało tego "kopa". Tego samego dnia jeszcze 13 km do miasta, ale w charakterze załatwienia kilku spraw, nie przejażdżka. 

03.07 - 42 km, 1h 51 min - znów luźny trening, miało być 67 km, ale zawróciłem. Za duży wiatr, brak powera no i niedoregulowane przerzutki po przekładce ramy. Jeszcze tego dnia,  naderwałem mięsień w plecach (nic wspólnego z rowerem, prace ogrodowe :P ) - 3 dni kompletnie nic nie robienia i leżenia w łóżku. Tu jest ten moment, gdy zdałem sobie sprawę, że coś jest nie tak. W czasie tych 3 dni,  czułem brak siły w łydkach, uczucie jak by były kompletnie puste.  Wtedy wprowadziłem dużo więcej węglowodanów do posiłków, co napisałem na dole. 

5.07 - 9 km sprawdzić, jak plecy po 3 dniowej przerwie - można jeździć.

6.07 - 49 km znów to samo. Po 1 minutowej jeździe na stojąco po płaskim zadyszka i uczucie pustki w łydkach. Na 8.07 byłem umówiony na min. 100 km ustawkę, na pewno wyższe tempo niż moje. Więc jeszcze bardziej podciągnąłem "dietę" - węglowodany na śniadanie, obiad i kolację :D 

8.07 - no i nadchodzi dzień ustawki. Wstaję rano, lekkie uczucie w łydkach (pustki?). Myślę sobie, że rozruszam nogi wszystko będzie ok. Jem kaszę gryczaną na śniadanie i wyjeżdżam - zanim dojechałem na miejsce zbiórki, stwierdziłem brak sensu dalszej jazdy i odmówiłem się z ustawki (oczywiście z braku siły).  W ten dzień najmocniej odczułem opisywany problem. Do domu wróciłem aby przybity i zdenerwowany. Postanowiłem zrobić sobie 7 dni kompletnie nic nie robienia - regeneracji. Przez pierwsze 3 dni objawy się czasami utrzymywały - opisywane wcześniej bóle łydek i brak siły. Przez te 7 dni, 3 razy zrobiłem sobie sesję rozciągania i rolowania mięśni. 

16.07-  42 km  1h 51 min.Wsiadam  na rower po 8 dniach odpoczynku i wylegiwaniu się na łóżku. Na początku jadę spokojnie, rozgrzewam się (jak zawsze). Cały czas kontroluję sytuację z łydami. Po 10-15 km zaczynam nieco zwiększać tempo, do takiego "normalnego". Czuję 80% swojej mocy. Mam wrażenie, że moc wróciła, ale to nie jest jeszcze "to".  Z treningu wróciłem z myślą: "moc wróciła, ale jeszcze nie do końca. Teraz aby zbyt często nie wsiadać na rower i będzie dobrze". Umówiłem się z kolegą na 19.07 na lekką ustaweczkę, do 80 km.

18.07 -  dzień bez roweru, jednak od godziny 15 czuję wcześniej opisywany "ból", mocniejszy w lewej łydce. Chociaż taki ból pamiętam, z czasów dorastania, gdy takie bóle miałem często, raczej z racji mocnego i szybkiego wzrostu.

19.07 (dzisiaj) wstałem i od razu odmówiłem się z ustawki -  wiedziałem, że nic z tego nie będzie. Po przejechaniu 300 m sprintem pod sklep i z powrotem, pojawia się pustka w łydach i typowe pieczenie. Więc odpuściłem. No po prostu nie czuję mocy w nogach.

 

 

Po każdym treningu banan, owoce, czy wafle ryżowe, rolowanie mięśni  na wałku. Sen tak jak zwykle. Dieta? Żadnych zmian, co prawda żadnej nie stosuję, ale jem cały czas to samo. Nie wprowadziłem żadnych zmian w odżywianiu. Odkąd zauważyłem problem jem dużo kilka bananów, wafle ryżowe, na obiad makaron, a na śniadanie lub kolację płatki gryczane z mlekiem. Do tego dużo owoców, zero syfu jak kebaby, chipsy itd... Jedyną zmianę, jaką zauważyłem jest spadek wagi - za każdym razem, jak się rano ważę, waga pokazuje aby mniejsze wartości. Obecnie ważę 73.5 przy wzroście 183, jeszcze dwa miesiące temu waga wskazywała ok 75.5 kg. Przy czym  w zimie ważyłem rekordowo 81 kg. A, i jeżdżę po płaskim - na 50 km uzyskam max 300m przewyższeń. 

Miał ktoś podobny problem? Ktoś wie co może być nie tak? Bardzo bym był wdzięczny za wszelkie porady, cokolwiek. Jest najlepszy moment na trzaskanie kilometrów, wakacje, najwięcej czasu w roku, a ja siedzę przed komputerem i pisze post rozmyślając co jest nie tak. Z góry dzięki za pomoc :D  Pozdro

 

 

Odnośnik do komentarza

A weryfikowałeś ustawienia siodła, czy czasem nie obniżyło się lub nie przesunęło?

Sprawdź czy bloki w butach Ci się nie przesuneły (jeśłi używasz). Czasem wystarczy niewielkie przesunięcie i noga inaczej pracuje?

Edytowane przez Franz Mauer
Odnośnik do komentarza

Ja proponuję udać się jednak do lekarza. Kilka podstawowych badań krwi może dać odpowiedź czy to nie coś poważniejszego. Może Twój organizm np. zabszybko rozkłada cukry i przez to szybki spadek energii? No i magnez i potas! Co pijesz podczas jazdy? I ile? 

  • Lubię to! 1
Odnośnik do komentarza

po waflach i owocach wnoszę, że praktycznie wyeliminowałeś tłuszcze z jadłospisu. To też będzie się odbijać na organizmie. Smaruj te wafle chociaż masłem orzechowym tylko nie słodzonym syfem jak felix. Jeżeli tej zimy ważyłeś 81 a teraz masz 73 to dość spory zjazd, organizm potrzebuje oddechu a z tego co piszesz dalej utrzymujesz tendencję spadkową

  • Lubię to! 1
Odnośnik do komentarza

@JakubP

dziwnie się zywisz, same węglowodany, węglowodanami mięśni nie zbudujesz. Jeszcze trochę i wszystkie mięśnie znikną. Owszem węglowodany tak jako źródło energii ale to nie jest budulec mięśni. Hasło to białko- jakie wybierzesz-pochodzenia roślinnego czy zwierzęcego to zależy jaką masz filozofię życiową.

Odnośnik do komentarza
W dniu 19.07.2018 o 15:45, Heboket napisał:

Możesz po każdym treningu włożyć nogi na kilka minut do lodowatej wody. 

Od dzisiaj, przy każdym prysznicu będę sobie robił zimne prysznice. Najpierw ok 20 sek, a później co raz dłuższe. Całe ciało, z głównym naciskiem na nogi.

W dniu 19.07.2018 o 19:05, Kajgana napisał:

Ja proponuję udać się jednak do lekarza. Kilka podstawowych badań krwi może dać odpowiedź czy to nie coś poważniejszego. Może Twój organizm np. zabszybko rozkłada cukry i przez to szybki spadek energii? No i magnez i potas! Co pijesz podczas jazdy? I ile? 

Pomyślę nad badaniami. Na trening do 60 km biorę zawsze 600 ml czystej wody ze szczyptą soli himalajskiej. No i banan obowiązkowo.

23 godziny temu, Sziva napisał:

A może się zwyczajnie przetrenowałeś?

Być może, nie mówię nie. Aczkolwiek były bardziej intensywne miesiące. Mam nadzieję, że przerwa od roweru do końca lipca wystarczy. Ewentualnie basen i lekkie pływanie, z naciskiem na górne partie ciała to dobry pomysł? Czy dać sobie całkowicie spokój i następne tygodnie przeleżeć? W sierpniu idę do pracy, mam zamiar dojeżdżać rowerem, 5 km w jedną stronę. Nie dużo. Praca przy biurku, więc spokojnie będzie kiedy odpocząć. 

22 godziny temu, trollu napisał:

po waflach i owocach wnoszę, że praktycznie wyeliminowałeś tłuszcze z jadłospisu. To też będzie się odbijać na organizmie. Smaruj te wafle chociaż masłem orzechowym tylko nie słodzonym syfem jak felix. Jeżeli tej zimy ważyłeś 81 a teraz masz 73 to dość spory zjazd, organizm potrzebuje oddechu a z tego co piszesz dalej utrzymujesz tendencję spadkową

 

21 godzin temu, sender napisał:

@JakubP

dziwnie się zywisz, same węglowodany, węglowodanami mięśni nie zbudujesz. Jeszcze trochę i wszystkie mięśnie znikną. Owszem węglowodany tak jako źródło energii ale to nie jest budulec mięśni. Hasło to białko- jakie wybierzesz-pochodzenia roślinnego czy zwierzęcego to zależy jaką masz filozofię życiową.

Tak jak pisałem wyżej, taką ilość węglowodanów zacząłem ładować krótkotrwale, w momencie gdy zauważyłem przeciągający się problem. Na co dzień się tak nie odżywiam i jem bardziej zróżnicowanie. Obecnie, jak już zauważyłem, iż nie jest to problem natury dietetycznej, powróciłem do nieco zbilansowanej "diety". A co do wagi w zimie - 81 kg ważyłem po kilku leniwych miesiącach - nie oszukujmy się w zimie się nie ruszamy tyle co w lecie :D 

Tak jak piszę, postaram się do końca lipca zrobić przerwę od roweru (nie wiem jak tego dokonam, szczególnie pod względem psychicznym :D ), cały czas stosując stretching, rozciąganie, zimne prysznice, dużo snu ( w końcu są wakacje heheh :) ). Może po 7-9 dniach przejadę się 10-15 km zobaczyć co i jak. Dzięki za odzew, może ktoś się jeszcze wypowie ;) 

PS: Jedyną  zmianą w odżywianiu jest wprowadzenie dużej ilości ogórków - dziennie zjadam ich średnio 800 gram. Kocham te warzywo, tym bardziej, że kilogramy rosną w ogródku :D 

  • Lubię to! 1
Odnośnik do komentarza
W dniu 19.07.2018 o 20:46, trollu napisał:

po waflach i owocach wnoszę, że praktycznie wyeliminowałeś tłuszcze z jadłospisu. To też będzie się odbijać na organizmie. Smaruj te wafle chociaż masłem orzechowym tylko nie słodzonym syfem jak felix. Jeżeli tej zimy ważyłeś 81 a teraz masz 73 to dość spory zjazd, organizm potrzebuje oddechu a z tego co piszesz dalej utrzymujesz tendencję spadkową

Ja też ograniczyłem mocno tłuszcze, zjechałem w ciągu roku z wagi nawet więcej, a nie miałem takich problemów. Sugerowałbym jednak lekarza, bo na forum takiego problemu raczej nie rozwiążemy.

Odnośnik do komentarza

żeby zjeżdżać z wagi wystarczy ograniczyć węgle. Ja tam żadnym dietetykiem nie jestem ale z tego co wyczytałem tu i tam odnośnie odżywiania pod kątem treningu na siłowni (a myślę że ogólnie każdy sport, obciążenie fizyczne można potraktować tak samo) - zbyt mocne ograniczanie tłuszczy to problemy z gospodarką hormonalną a wtedy sypie się dosłownie cały organizm

Badania krwi tak czy inaczej powinno się robić okresowo dla własnego dobra ale wiadomo, jak jest się zdrowym to nikt o badaniach nie myśli 

Odnośnik do komentarza

Po przeczytania wątku nasuwa mi sie kilka pytań i o zarazem odpowiedzi:

Odpowiedzi:
- problem z przetrenowaniem raczej wg mnie odpada, ponieważ z tego co autor opisał wg dat, to bardziej intensywnie trenował średnio co 3 dni, w kazdym razie nie było to moim zdaniem mocne obciazenie
- kolejna sprawa to auto wspomniał że jeździ w płaskim terenie więc o gorzystym terenie nie ma mowy
- z tego co mozna wywnioskować przejazdzki były odbywane raczej umiarkowanym tempem, więc można wyeliminować mocniejsze i bardzo obciążające jednostki treningowe

Pytania:
- pierwszą rzeczą to nie pasuje mi tu objaw łydek- mięśnie łydek są najmniej angażowane podczas jazdy na rowerze, miesnie 4 i 2- glowe i pośladkowe to grupa najbardziej aktywna, no chyba że robiłeś non stop sprinty lub podjazdy na stojąco
- możesz mieć źle ustawioną pozycje na rowerze, czasem ból w innym miejscu jest powodem przeciążenia innych grup mięśni, ponieważ ciało prubuje korygować to, angażując pomocnicze grupy mięśni, odciazajac podstawowe
- dieta - wspominasz o diecie, ktorej nie stosujesz, skad wiesz ile zjadasz potrzebnych mikroelementów, czy zaspokajasz potrzebna ilość kalorii, a w tym bialka, tłuszczy i węglowodanów i minerałów. W twoim wieku za bardzo nie ma co sie ograniczać, ponieważ dodatkowo rosniesz i sie rozwijasz, może to też być problem odżywiania
- sen - czy wystarczająco odsypiasz i czy nie masz za dużo stresu, zwróć na to uwagę

Na koniec, odpowiedz sobie na pytania i trenujac, posluguj sie bardziej czasem, niż przejechanymi km, zrobić 50km w terenie, na szosie, w górach lub pod wiatr l, to zupełnie odmienne sprawy.

Odnośnik do komentarza

Dzięki za odpowiedzi. 

W dniu 21.07.2018 o 00:34, czarusblitz napisał:

Odpowiedzi:
- problem z przetrenowaniem raczej wg mnie odpada, ponieważ z tego co autor opisał wg dat, to bardziej intensywnie trenował średnio co 3 dni, w kazdym razie nie było to moim zdaniem mocne obciazenie
- kolejna sprawa to auto wspomniał że jeździ w płaskim terenie więc o gorzystym terenie nie ma mowy
- z tego co mozna wywnioskować przejazdzki były odbywane raczej umiarkowanym tempem, więc można wyeliminować mocniejsze i bardzo obciążające jednostki treningowe

Dokładnie tak, w pełni się z tym zgadzam. 

W dniu 21.07.2018 o 00:34, czarusblitz napisał:

możesz mieć źle ustawioną pozycje na rowerze, czasem ból w innym miejscu jest powodem przeciążenia innych grup mięśni, ponieważ ciało prubuje korygować to, angażując pomocnicze grupy mięśni, odciazajac podstawowe

Siodełko już sprawdzałem. Korekta góra-dół nic nie daje. A przód-tył nie przesuwam, bo mogę przesunąć tylko do tyłu, a wtedy czuję się za bardzo wyciągnięty. Może pedały SPD? Ale odkąd je mam nic w ustawieniu nie zmieniałem, a mam na nich przejechane 1500 km. Chociaż ostatnio prawy blok zaczął ocierać, głównie przy "ciągnięciu" nogi w górę. 

Tak czy siak jutro idę do lekarza na badania. 

Odnośnik do komentarza

Najbardziej w tym wszystkim ciekawi mnie ten ból łydki. Ja po 100km nie czuję zmęczenia w łydce. W praktyce łydka nie powinna jakoś specjalnie mocno pracować, może problem tkwi w technice pedałowania?

W dniu 22.07.2018 o 14:27, JakubP napisał:

Chociaż ostatnio prawy blok zaczął ocierać, głównie przy "ciągnięciu" nogi w górę. 

Tu coś jest nie tak. Nogę do góry nawet w SPDkach ciągnie się prawie tylko przy silnych zrywach (sprint/mocny podjazd/jazda poza siodełkiem). Może tu jest problem?

Podrzucam filmiki o technice pedałowania

 

 

 

 

Odnośnik do komentarza
W dniu 2.08.2018 o 19:47, Wojtek Z. napisał:

Najbardziej w tym wszystkim ciekawi mnie ten ból łydki. Ja po 100km nie czuję zmęczenia w łydce. W praktyce łydka nie powinna jakoś specjalnie mocno pracować, może problem tkwi w technice pedałowania?

Dokładnie. Ja również zmęczenia dużego w łydkach nie czułem, nie mówię tutaj o okresie  w którym występuje problem.

W dniu 2.08.2018 o 19:47, Wojtek Z. napisał:

Tu coś jest nie tak. Nogę do góry nawet w SPDkach ciągnie się prawie tylko przy silnych zrywach (sprint/mocny podjazd/jazda poza siodełkiem). Może tu jest problem?

To wiem. Nie ciągnę za każdym jednym obrotem pedałów do góry, ocieranie słychać głównie na podjazdach.

Odnośnik do komentarza
W dniu 19.07.2018 o 13:11, JakubP napisał:

Nie stosuję żadnego planu treningowego, wsiadam na rower i jadę. Nic w diecie, treningu nie zmieniłem, wszystko robię tak samo jak cały rok.

Resztę też czytałem, ale zwrócę delikatnie uwagę na kwestię, nie poruszaną. Ból (niemoc w łydkach), to jedno. Ale mówiąc w kategorii, brak mocy, bez twardych danych ,to podchodzenie do tematu od "innej strony".  Dieta czyli po prostu...odżywianie. Mówisz o węglowodanach, jakby to one były najważniejsze. 

Podchodzisz do sprawy, zbyt ambitnie, przeceniając (być może) swoje siły. Wcześniej z tego, co czytałem, jazda była rekreacyjna i od niedawna (przejechane kilometry plus inny rower) zaczynasz cisnąć. A tu piszesz o "ustawkach" , które w zależności od grupy (do której chcesz się porównać) , mogą być ponad twoje możliwości.

Nie jadę dalej bo wiatr :)? Coś o tym wiem i wymaga to cierpliwości i znalezienia swojego tempa.

Chcesz byle jak, to czytaj porady kolegów, sam wykluczając po kolei czynniki za i przeciw. Jest tyle gotowych treningów i porad , które nagrał "Danielski", że można to zrobić dobrze i z głową. Poproś bardziej doświadczonego kolegę, by z tobą pojeździł (nagraj to, przeanalizuj) i być może, da ci równie cenne wskazówki.

Edytowane przez piotr.solek
  • Lubię to! 1
Odnośnik do komentarza
W dniu 20.07.2018 o 19:46, JakubP napisał:

Na trening do 60 km biorę zawsze 600 ml czystej wody ze szczyptą soli himalajskiej. No i banan obowiązkowo.

600 ml płynu na trasę 60 km? to ja się nie dziwię, że mięśnie odmawiają Ci posłuszeństwa. Ja na takiej trasie, teraz latem, wypijam minimum ze 2 litry.

i ciekawostka - u siebie zauważyłem, że jak piję w dłuższych odstępach czasu to po ok 40 km zaczynają się skurcze mięśni nóg, zwłaszcza w bardzo upalne dni, a gdy piję często choćby po dwa łyki (tu bardzo pomaga bukłak) to problem skurczy znikł.

Odnośnik do komentarza

Węglowodory to jedno ale nie można zapominać o białku. Pełni ono bardzo ważną funkcję w regeneracji, polecam poczytać:

https://przemekzawada.com/2018/06/28/oto-wielka-tajemnica-nogi/

Oczywiście nie mówię, żeby ładować się jakimiś suplami ale dla mnie mleko + kakao po treningu to świętość ;)

Nie wiem jakie laboratoria masz w okolicy ale ja ostatnio spotkałam fajny pakiet SPORT: można było w dobrej cenie oznaczyć podstawowe minerały ważne dla sportowców. Uczucie zmęczenia może powodować wypłukanie się  z magnezu, potasu.

Odnośnik do komentarza
W dniu 19.07.2018 o 14:11, JakubP napisał:

19.07 (dzisiaj) wstałem i od razu odmówiłem się z ustawki -  wiedziałem, że nic z tego nie będzie. Po przejechaniu 300 m sprintem pod sklep i z powrotem, pojawia się pustka w łydach i typowe pieczenie. Więc odpuściłem. No po prostu nie czuję mocy w nogach.

Kto zaczyna dzień od sprintu???

Problem może być po prostu we wszystkim. 

  • zła pozycja na rowerze
  • nieodpowiednia kadencja
  • zła technika pedałwania
  • źle ustawiony blok w bucie
  • brak rozgrzewki
  • brak cool downu
  • brak odpowiedniej regeneracji (np niewłaściwy sen, brak rozjazdu)
  • po kilkudniowej przerwie zbyt wysoko ustawiona poprzeczka jeśli chodzi o intensywność itp
  • mała ilość rozciągania
  • zły dobór jedzenia
  • za mała ilość wypijanych w trakcie jazdy płynów
  • brak przekąski (np banan) podczas treningu
  • za mocne szarpanie na treningach
  • niedobór magnezu
  • itp
  • itd
Odnośnik do komentarza
W dniu 4.08.2018 o 15:20, Wojtek Z. napisał:

Wracając do Twojego problemu. Rozciągasz się po każdej jeździe na rowerze?

Tak.

W dniu 4.08.2018 o 17:52, GBike napisał:

@JakubP może zwyczajnie jesteś zmęczony. Zrób sobie przerwę. 

Nie jeżdżę już od 16 lipca. Nie mówię o  dojazdach 5 km czy jakichś drobnych przejażdżek.

 

W dniu 5.08.2018 o 14:22, piotr.solek napisał:

Resztę też czytałem, ale zwrócę delikatnie uwagę na kwestię, nie poruszaną. Ból (niemoc w łydkach), to jedno. Ale mówiąc w kategorii, brak mocy, bez twardych danych ,to podchodzenie do tematu od "innej strony".  Dieta czyli po prostu...odżywianie. Mówisz o węglowodanach, jakby to one były najważniejsze. 

Podchodzisz do sprawy, zbyt ambitnie, przeceniając (być może) swoje siły. Wcześniej z tego, co czytałem, jazda była rekreacyjna i od niedawna (przejechane kilometry plus inny rower) zaczynasz cisnąć. A tu piszesz o "ustawkach" , które w zależności od grupy (do której chcesz się porównać) , mogą być ponad twoje możliwości.

Nie jadę dalej bo wiatr :)? Coś o tym wiem i wymaga to cierpliwości i znalezienia swojego tempa.

Chcesz byle jak, to czytaj porady kolegów, sam wykluczając po kolei czynniki za i przeciw. Jest tyle gotowych treningów i porad , które nagrał "Danielski", że można to zrobić dobrze i z głową. Poproś bardziej doświadczonego kolegę, by z tobą pojeździł (nagraj to, przeanalizuj) i być może, da ci równie cenne wskazówki.

Właśnie, ani razu nie byłem na żadnej ustawce. Z różnych przyczyn, w roku szkol nauka, później inne rzeczy, aż w końcu ten problem. Mam zamiar kupić jakąś literaturę o treningu kolarskim, ktoś coś poleci?

 

4 godziny temu, sajekk napisał:

600 ml płynu na trasę 60 km? to ja się nie dziwię, że mięśnie odmawiają Ci posłuszeństwa. Ja na takiej trasie, teraz latem, wypijam minimum ze 2 litry.

i ciekawostka - u siebie zauważyłem, że jak piję w dłuższych odstępach czasu to po ok 40 km zaczynają się skurcze mięśni nóg, zwłaszcza w bardzo upalne dni, a gdy piję często choćby po dwa łyki (tu bardzo pomaga bukłak) to problem skurczy znikł.

600 ml biorę z  domu, zapomniałem dopowiedzieć, że zazwyczaj dokupuję 500 ml. Ale w największe upały biorę z domu 1200+dokupuję na bieżąco.

 

12 minut temu, Wojtek Z. napisał:

Kto zaczyna dzień od sprintu?? Problem może być po prostu we wszystkim. 

Źle się wysłowiłem, chodzi mi po prostu o to, że po krótkotrwałym mocniejszym dępnięciu objaw się pojawia

Odnośnik do komentarza

@JakubP Nie musisz się bronić przed tym co piszemy, lepiej napisz, czy którykolwiek z wymienionych przez nas negatywnych czynników u Ciebie występuje. 

Jak idziesz do lekarza to nie opowiadasz że wszystko robisz jak trzeba, tylko starasz się mu odpowiadać na pytania i opisywać objawy, żeby mógł wystawić diagnozę.

  • Lubię to! 1
Odnośnik do komentarza

Dobra, mam chwilę czasu to opiszę jak sytuacja w tym momencie wygląda.

 

        Po kilku waszych odpowiedziach 23.07. udałem się do lekarza rodzinnego po badania krwi, ekg, cukru i skierowanie do lekarza sportowego. (Niefortunnie znajomy lekarz sportowy, ze specjalizacją kardiologa ma do września urlop). Lekarz rodzinny, gdy przyszedłem pierwszy raz z tymi objawami po w/w badania i skierowanie, stwierdził że to alergia (?).  Krew w normie, cukier również, aby zmartwiło go badanie EKG. Otóż według niego miałem mieć jakieś szmery na sercu. Osłuchał mnie i dał mi skierowanie do kardiologa i lekarza sportowego. Tak więc nieco przejęty badaniem EKG udałem się do kardiologa, który ponownie wykonał EKG i zlecił badanie echo serca. Pierwszy lekarz kardiolog, po ekg potwierdził delikatne szmery na sercu, lecz uznał że to nie wada, ani żadna dysfunkcja. Po rozmowie stwierdził, że to może być też skutkiem tzw. "efektu białego fartucha", czyli lekki stres podczas badania z mojej strony, co zmienia nieco pracę serca względem pracy w stanie "spoczynku" kiedy jestem zrelaksowany. To by się zgadzało, ponieważ leżąc podczas badania ekg czy podczas słuchania przez lekarza ewidentnie czuję lekki wzrost ciśnienia :)  Następny kardiolog, wykonujący echo serca, potwierdził ten "szmer". Potwierdził również tezę, że ten szmer to bardziej "odkrycie" niż wada i w najmniejszy sposób nie wpływa na działanie serducha. Wizyty u kardiologów były w dniu 1.08. 

        No i tutaj tak właściwie historia z lekarzami się kończy. Po głębszych przemyśleniach postanowiłem się trochę wyluzować, ponieważ doszedłem do wniosku, że jestem zbyt ambitny. Jeżdżę i wymagam od siebie zbyt dużo niż mogę. Dotarło do mnie, że rower to nie wszystko i że da się bez niego żyć dłużej niż miesiąc. Najprawdopodobniej przywykłem do myśli, że te wakacje pod względem rowerowym to kompletna porażka i że sezon (ten outdoorowy) dla mnie już się powoli kończy. To tyle z rozmyśleń.

        Od 01.08 dojeżdżam codziennie 6 km do pracy. Pracuję w biurze, praca siedząca 8h. W sierpniu, oprócz  dojazdów do pracy na rowerze siedziałem dwa razy: 35 km i 30 km. Te 35km  zajęło mi 1h 46 min. Krótko mówiąc: przejażdżką w dzień wolny, przy pięknej pogodzie (15.08). Jechałem bardzo powoli, nie napinałem się. Co do odczuć to ciężko powiedzieć, nie starałem się sprawdzić jak sytuacja z nogami, bo wiedziałem, że nie będzie wielkiej poprawy. Po prostu wsiadłem na rower przewieźć  dupsko i przy okazji wypróbować nowy ciuch od majfriendów. Druga przejażdżka (18.08) miała być jedynie 15 km, ponieważ pojechałem rowerem do serwisu na przegląd po przekładce ramy i myślałem że będę go musiał zostawić na następny dzień w serwisie. A jednak przegląd trwał 15 min i od razu nim wróciłem. No i ta przejażdżka to był dramat. Potworny upał, ja w "cywilnych ciuchach" (bo miałem wrócić busem), do tego pierwszy raz wpiąłem w pedały spd m520 takie plastikowe platformy, żebym nie musiał jechać w butach spd tylko w cywilnych adasiach. No i to był błąd. Nie przemyślałem tego, że ta wpinana platforma to +/- 2.5 cm wysokości. Więc kładąc buta na tej platformie miałem zbyt wysoko oparte pedały i źle się jechało. Z drugiej strony kładąc buta na pedał wpinany też się nie jechało fajnie. Co do odczuć z nogami, sytuacja ma się tak samo jak wyżej. No ale jakoś się doczołgałem.

    Ale widzę już delikatną poprawę. Otóż w zwykłe dni, gdy nic nie robię (generalnie od 15 lipca nic nie robię, w sensie nie poddaję się wysiłkowi fizycznemu) nie czuję tego dziwnego bólu nóg, co raz rzadziej wstaję z ciężkimi i zmęczonymi nogami. Myślę, że na tą poprawę wpłynęło kilka czynników: lepszy sen (ani nie dłuższy, ani nie krótszy). Jest w nocy teraz zdecydowanie chłodniej niż miesiąc temu, praktycznie codzienne zimne prysznice od 19.07. Na początku robiłem tak, że na całe ciało oprócz głowy lałem wodę odkręcając kurek na 1/4 zimnej wody(nie byłem w stanie wylać na siebie zimniejszej wody), a na nogi kurek przekręcałem na maxa na zimno. Teraz robię tak samo, tyle że jak poleję nogi maksymalnie zimą wodą (lodowatą bym powiedział) to polewam już całe ciało, oczywiście bez głowy. Ogólnie zimne prysznice świetna sprawa, ciekawe czy dam radę w zimie, ale to temat na inny post.

   Obecnie mam taki plan. Wybiorę się jeszcze do lekarza sportowego, zobaczę co powie. Przyjdzie wypłata za sierpień to kupuję jakiś zegarek sportowy, najprawdopodobniej będzie to Polar m400. Póki co wątku nie zamykam, zobaczymy co lekarz sportowy powie. 

 

  • Lubię to! 1
Odnośnik do komentarza

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×
×
  • Dodaj nową pozycję...