kaido2 Opublikowano 4 Lutego 2020 Opublikowano 4 Lutego 2020 23 godziny temu, SzpiceR napisał: Pewien krakowski "ultra" stwierdził, że jeśli jesteś w stanie bez dłuższych przerw zrobić 100 to 250-300 w ciągu dnia nie jest duzym problemem. I miał rację. Do 300 km przelicznik jest x3 później spada. Od 600 jest już x2. Od tysiaka x1. 23 godziny temu, tazi_90 napisał: sam jak gdzieś jadę to tego nie ma więcej niż 15kg razem z namiotem i sakwami. Bardzo dużo, w obecnych czasach nie ma co tyle tachać, chyba , że jakaś Afryka , pustynia albo inna dzicz. Choć ja zapewne w takich sytuacjach wykorzystał bym umiejętności survivalowe, bo szałas jestem w stanie spokojnie, zmajstrować, ogień też, jadło się różne rzeczy tak, ze wiele problemów typowych Kowalskich mnie raczej nie dotyczy. Na takiej Wiśle największy bagaż stanowiło picie :) Do Białowieży miałem może jakieś 2 kg ( serwis i drobne pierdoły), ale to tylko 600 km które robi się na raz. 22 godziny temu, leszcz napisał: Wszystko z głową trzeba robić. Do wszystkiego da się przygotować. Np. babka robi kilkanaście dni z rzędu po 300km Jakieś 3 lata temu Jeździła taka pani Amanda Cooker, ciężko było ją zdjąć z leaderboadu, robiła po 300 dziennie przez cały rok. Tylko kilka razy jeżeli chodzi o miesiące udało mi się jej zrobić kuku. Baba też wsiadła i jeb. Godzinę temu, Yarooo napisał: Kto z użytkowników forum robi 40000km rocznie? Nawet @kaido2 tyle nie kręci(a może). No nie , tylko nie mów , ze znowu mam coś wklejać. 4 dychy rzecz jasna przekroczyłem. Miech z największym kilometrażem maj 2017 - 6500 km. Poprzedni rok to był taki lajt, samo wyszło 34 kawałki, ot tak. 1
Gość Opublikowano 4 Lutego 2020 Opublikowano 4 Lutego 2020 @kaido2 o co chodzi z przelicznikiem ? U mnie wraz z przebytym dystansem ograniczeniem nie jest wydolność a ból
kaido2 Opublikowano 4 Lutego 2020 Opublikowano 4 Lutego 2020 (edytowane) 23 godziny temu, mareq napisał: Pytanie, czy kontuzja nie była wynikiem tego, że np. był słabszy a ty mu narzuciłeś swoje tempo Domyślam się , ze chodziło o coś innego. Ludzie po prostu nie umieją jeździć, nie potrafią korzystać z przełożeń. To co obserwuje to nagminne duszenie z kierata. Kawałek hopki i wywala kolana. Godzinę temu, PrzeLuka napisał: Nie szarpanie tylko systematyczne pedałowanie swojego tempa. Dokładnie, to można często zauważyć na UM. Poszli, a za 2 -3 godziny ich dochodzisz swoim żółwim tempem. Generalnie tempo i styl jazdy zależy od tego co się jedzie. Tylko właśnie to doświadczenie i głowa na karku co najwyżej na to pozwala, a doświadczenie, to jest też to wytrenowanie, które pozwoli na to iż przejedziesz to bez żadnych niespodzianek typu ból d..py, pęknieta szprycha itd. Już nie pisze o dętkach, czy ogólnie sprzęcie. Tu zasada jest bardzo prosta, sprzet im prymitywniejszy i rozbieralny bez kluczy, który zreanimuje na kolanie w buszu = najlepszy. Np : 11 minut temu, zibi_j1 napisał: @kaido2 o co chodzi z przelicznikiem ? U mnie wraz z przebytym dystansem ograniczeniem nie jest wydolność a ból Przejedziesz 100 to przejedziesz 300. Przejedziesz 600 to przejedziesz 1200. Przejedziesz tysia to i przejedziesz 3. W pierwszych 2-ch przypadkach mowa o jeździe non stop, w ostatnim jednak trzeba robić kimki. Ale zasada przy tym też jest taka, że żeby to jeździć to trzeba to jeździć i żeby np przejechać tego tysia w pełnym komforcie i dobrym tempem, to tak na strzała trzeba mieć te 6 - 7,5 stówki pyknięte na raz, oczywiście warunkach jakie są na trasie, a nie na trenażerze. Zaznaczam, że mowa jest z mojej strony o efektywnej jeździe, typowe wycieczki gdzie na 1000 km mam 2 tydnie to zupełnie inna para kaloszy. Edytowane 4 Lutego 2020 przez kaido2
Gość Opublikowano 4 Lutego 2020 Opublikowano 4 Lutego 2020 9 minut temu, kaido2 napisał: Domyślam się , ze chodziło o coś innego. Ludzie po prostu nie umieją jeździć, nie potrafią korzystać z przełożeń. To co obserwuje to nagminne duszenie z kierata. Kawałek hopki i wywala kolana. Dokładnie, to można często zauważyć na UM. Poszli, a za 2 -3 godziny ich dochodzisz swoim żółwim tempem. Generalnie tempo i styl jazdy zależy od tego co się jedzie. Tylko właśnie to doświadczenie i głowa na karku co najwyżej na to pozwala, a doświadczenie, to jest też to wytrenowanie, które pozwoli na to iż przejedziesz to bez żadnych niespodzianek typu ból d..py, pęknieta szprycha itd. Przejedziesz 100 to przejedziesz 300. Przejedziesz 600 to przejedziesz 1200. Przejedziesz tysia to i przejedziesz 3. W pierwszych 2-ch przypadkach mowa o jeździe non stop, w ostatnim jednak trzeba robić kimki. Ale zasada przy tym też jest taka, że żeby to jeździć to trzeba to jeździć i żeby np przejechać tego tysia w pełnym komforcie i dobrym tempem, to tak na strzała trzeba mieć te 6 - 7,5 stówki pyknięte na raz, oczywiście warunkach jakie są na trasie, a nie na trenażerze. Setkę w sezonie robiłem regularnie i raczej na miękko. Dwie stanowiły wyzwanie. Trzech raczej bym się jeszcze nie podjął...
nctrns Opublikowano 4 Lutego 2020 Opublikowano 4 Lutego 2020 (edytowane) @zibi_j1 ja też myślałem że trzy setki będzie wyzwanie... (pamiętaj że na brevecie 2 tygodnie wcześniej byłeś w lepszej formie niż ja) EDIT: źle cię zrozumiałem Edytowane 4 Lutego 2020 przez nctrns
kaido2 Opublikowano 4 Lutego 2020 Opublikowano 4 Lutego 2020 (edytowane) 9 minut temu, zibi_j1 napisał: Setkę w sezonie robiłem regularnie i raczej na miękko. Dwie stanowiły wyzwanie. Trzech raczej bym się jeszcze nie podjął... Pierwsze 3 stówy zawsze są lekko trudniejsze, bo to pierwszy raz ( ot psycha kleknąć może, brak wysiedzenia, odpowiedniego doświadczenia), się dojedzie ale nie koniecznie z rezultatem jaki by sie chciało osiągnąć, ale się dojedzie i tego dotyczy przelicznik. Druga sprawa poziom fizyczny, jeżeli pogonisz 100-we solo poniżej 3 h, to 3 stówy pęknie lekko i przyjemnie powiedzmy jadąc te ~ 30 km/h No i 3 - cia sprawa co było wspomniane, żarcie i picie w odpowiednich momentach i to nie bele co, a to co powinno być uzupełnione. Edytowane 4 Lutego 2020 przez kaido2
Gość Opublikowano 4 Lutego 2020 Opublikowano 4 Lutego 2020 11 minut temu, nctrns napisał: @zibi_j1 ja też myślałem że trzy setki będzie wyzwanie... (pamiętaj że na brevecie 2 tygodnie wcześniej byłeś w lepszej formie niż ja) EDIT: źle cię zrozumiałem Na Brevecie to jak byłem w takiej formie, ze sam się sobie dziwie... Chciałbym kiedyś jeszcze wskoczyć na taki poziom...
zenobek Opublikowano 4 Lutego 2020 Opublikowano 4 Lutego 2020 48 minut temu, kaido2 napisał: 4 dychy rzecz jasna przekroczyłem. Miech z największym kilometrażem maj 2017 - 6500 km. A to z powodu przyjemności? Czy nadmiaru wolnego czasu? Może zawodowo? Albo jesteś zawodowcem (sportowcem zawodowym)? 40kkm przy średniej nawet 40km/h to daje 1000 godzin rocznie. CODZIENNIE przez okrąglutki rok co najmniej 3 godziny dziennie na rowerze!!! Dla mnie to jest abstrakcja wyższego rzędu. Tak swoją drogą godne najwyższego podziwu. Gratuluję samozaparcia.
leszcz Opublikowano 4 Lutego 2020 Opublikowano 4 Lutego 2020 (edytowane) 22 minuty temu, zenobek napisał: A to z powodu przyjemności? Czy nadmiaru wolnego czasu? Może zawodowo? Albo jesteś zawodowcem (sportowcem zawodowym)? 40kkm przy średniej nawet 40km/h to daje 1000 godzin rocznie. CODZIENNIE przez okrąglutki rok co najmniej 3 godziny dziennie na rowerze!!! Dla mnie to jest abstrakcja wyższego rzędu. Tak swoją drogą godne najwyższego podziwu. Gratuluję samozaparcia. "Kwiato" w którym wygrał TdP: Strava => https://www.strava.com/pros/1905161 Edytowane 4 Lutego 2020 przez leszcz
tazi_90 Opublikowano 4 Lutego 2020 Autor Opublikowano 4 Lutego 2020 Cytat Bardzo dużo, w obecnych czasach nie ma co tyle tachać, chyba , że jakaś Afryka , pustynia albo inna dzicz. Choć ja zapewne w takich sytuacjach wykorzystał bym umiejętności survivalowe, bo szałas jestem w stanie spokojnie, zmajstrować, ogień też, jadło się różne rzeczy tak, ze wiele problemów typowych Kowalskich mnie raczej nie dotyczy. @kaido2 Nie wydaje mi się, żeby to było dużo, tak jak ktoś wcześniej napisał, ludzie na tydzień zabierają po 60kg, a te 15 to jak jeżdżą wokół komina. Nie jedzie zemną nic co nie ma związku z rowerem i mając do dyspozycji ponad 70 litrów przestrzeni bagażowej, 15 kg to chyba nie dużo. Lubie być samowystarczalny w podróży, jak mi coś potrzebne to mam to pod ręką, nie muszę szukać najbliższego sklepu czy większego miasta.
kaido2 Opublikowano 4 Lutego 2020 Opublikowano 4 Lutego 2020 Godzinę temu, zenobek napisał: A to z powodu przyjemności? Czy nadmiaru wolnego czasu? Może zawodowo? Albo jesteś zawodowcem (sportowcem zawodowym)? 40kkm przy średniej nawet 40km/h to daje 1000 godzin rocznie. CODZIENNIE przez okrąglutki rok co najmniej 3 godziny dziennie na rowerze!!! Dla mnie to jest abstrakcja wyższego rzędu. Tak swoją drogą godne najwyższego podziwu. Gratuluję samozaparcia. A czy to ważne? Grunt , że przynosi fun, a o to przecież w tym wszystkim chodzi. No i jeszcze inna sprawa, tyle wychodzi lekko jak się jeździ Ultra. Jeden kumpel przejechał cały sezon imprez i wyszło 43 kafle, drugi kiedyś tam dobił do 56 koła. 13 minut temu, tazi_90 napisał: 15 kg to chyba nie dużo. No właśnie chyba, ale to wszystko zależne jest od poziomu na którym już się jest. Podobnie, biorę to co jest potrzebne. 6 minut temu, tazi_90 napisał: ludzie na tydzień zabierają po 60kg, Tak samo jak przy 20 stopniach zakładają czapki i szaliki. Ja się spytam po co? Ty się spytasz po co? A ktoś odpowie, no jak to?
Fimala Opublikowano 4 Lutego 2020 Opublikowano 4 Lutego 2020 3 godziny temu, tazi_90 napisał: @kaido2 Nie wydaje mi się, żeby to było dużo, tak jak ktoś wcześniej napisał, ludzie na tydzień zabierają po 60kg, a te 15 to jak jeżdżą wokół komina. Nie jedzie zemną nic co nie ma związku z rowerem i mając do dyspozycji ponad 70 litrów przestrzeni bagażowej, 15 kg to chyba nie dużo. Lubie być samowystarczalny w podróży, jak mi coś potrzebne to mam to pod ręką, nie muszę szukać najbliższego sklepu czy większego miasta. 15kg wokół komina to i tak super dużo. Ale rozumiem, że ludzie mają różne style podróżowania. Liznąłem kawałeczek ultra i po prostu widze, że nie ma sensu targać tyle tego szpeju. Szkoda energii. Jedziesz na 100km to bierzesz 2 bidony dwa batony, zestaw naprawczy i tyle. Nie wyobrażam sobie sytuacji brania 15kg nawet na 200km. Nawet przyzwoite spanie waży maks 2 kilo. Powiedz mi co u ciebie tyle waży?
LuckyLuk Opublikowano 4 Lutego 2020 Opublikowano 4 Lutego 2020 A to coś złego wozić dodatkowe kg nawet 15 wokół komina czyli powiedzmy przynajmiej te 50km?Wysłane z Tapatalka
remigiusz Opublikowano 4 Lutego 2020 Opublikowano 4 Lutego 2020 (edytowane) Im grubszy portfel tym mniejszy bagaż A tak poważnie, to jak byłem 13 dni na swej podróży, no to trochę zabrałem, chyba nawet było więcej jak 15 kg. Sam namiot ważył 5 kg, ale byśmy musieli kupić nowy by zbić wagę. A w sumie to nie było co kupić, bo podróż była szykowana na miesiąc przed. Chętnie poczytam dalej, każdy ma jakieś swoje przemyślenia, gdy coś robi. Edytowane 4 Lutego 2020 przez remigiusz
Fimala Opublikowano 4 Lutego 2020 Opublikowano 4 Lutego 2020 11 minut temu, LuckyLuk napisał: A to coś złego wozić dodatkowe kg nawet 15 wokół komina czyli powiedzmy przynajmiej te 50km? Wysłane z Tapatalka Nie źle, tylko nie efektywnie. Tylko później niech nikt nie narzeka, że o jezu jak ciężko, o jezu nie mam siły, itp...
LuckyLuk Opublikowano 4 Lutego 2020 Opublikowano 4 Lutego 2020 kwestia samozaparcia, co innego jezeli spowoduje problemy kolanamiWysłane z Tapatalka
Gość Opublikowano 4 Lutego 2020 Opublikowano 4 Lutego 2020 kwestia samozaparcia, co innego jezeli spowoduje problemy kolanamiWysłane z TapatalkaUwierz mi, przychodzi taki moment, kiedy siłą woli nie pojedziesz.
LuckyLuk Opublikowano 4 Lutego 2020 Opublikowano 4 Lutego 2020 ja nie mowie o wyprawie, z motyką na słońce mi nie po drodze, bo wiadomo, że człowiek to nie perpetum mobile, ale tak czysto treningowo z jakimś wiekszym bagażem czemużby nieWysłane z Tapatalka
tazi_90 Opublikowano 4 Lutego 2020 Autor Opublikowano 4 Lutego 2020 6 godzin temu, Fimala napisał: 15kg wokół komina to i tak super dużo. Ale rozumiem, że ludzie mają różne style podróżowania. Liznąłem kawałeczek ultra i po prostu widze, że nie ma sensu targać tyle tego szpeju. Szkoda energii. Jedziesz na 100km to bierzesz 2 bidony dwa batony, zestaw naprawczy i tyle. Nie wyobrażam sobie sytuacji brania 15kg nawet na 200km. Nawet przyzwoite spanie waży maks 2 kilo. Powiedz mi co u ciebie tyle waży? Tylko, że ja nie uprawiam ultra ani nie pakuję się w stylu bike packingu, tylko uprawiam turystykę rowerową, jestem 2 tygodnie w trasie, nie jeden dzień czy dwa, wiec tych rzeczy jest cała masa, np. namiot, materac, śpiwór, mini kuchenka gazowa, ciuchy na zmianę, narzędzia, drobna elektronika itp. 1
kaido2 Opublikowano 5 Lutego 2020 Opublikowano 5 Lutego 2020 To też napisał W dniu 4.02.2020 o 16:41, Fimala napisał: Ale rozumiem, że ludzie mają różne style podróżowania. IMO tytuł powinien zostać zmieniony by nie wprowadzać ludzi w błąd, bo powoli robi się kasza. Np: "Jak przygotować się do typowo turystycznej wyprawy rowerowej" i z marszu odpadają ultrasy, survivalovcy, ściganci, hardcorowcy i inne wynalazki których temat nie dotyczy. 1
pchemski Opublikowano 6 Sierpnia 2020 Opublikowano 6 Sierpnia 2020 Ja mam dwa doświadczenia z podróżowania...jedno z bada zakapiorów - wyprawy 2 dniowe z noclegiem, dziennie ok 100 km. I wyprawy kilkudniowe które często są Wyprawami rodzinnymi z moimi 7 letnimi synami. wyprawy 2 dniowe z banda tak zwane #meskiepedalowanie ...dla chętnych do zobaczenia na instagramie...( można tam zobaczyć ułamek tego co się tam wyprawia podczas jednej z wypraw w ...listopadzie...) Na wyprawy jeździ ok +/- 10-15 śmiałków z grupy 80 zainteresowanych. Ważny jest Lider, kierownik wycieczki który wszystko spina , w naszym wypadku Pan K. pomysłodawca meskiegopedalowania, który planuje, wytycza trasę i koordynuje, wie co gdzie jak, on mówi gdzie jedziemy, jak jedziemy, którędy jedziemy, kiedy np .....okazuje się że nie ma mostu na rzece na której powinien być, jego zdania nikt nie podważa, ta zasada ułatwia wszystko. Za zwyczaj planuje wybitnie fajne trasy w stylu: szlakiem tatarow, bitew, Bory tucholskie, Suwalszczyzna itd ...wiec oprócz widoków i samej jazdy, zdala od drogi i cywilizacji, zawsze jest coś do zobaczenia...Refleksja na temat czasów zamierzchłych. Na wyprawy jeżdżą sami faceci wiec bywa ...rozrywkowo .... wszyscy mamy swoje sprawy codzienne a tu restart jest jak pstryk z wiersza Tuwima ... ...jest zasada nienarzekania, niemarudzenia i pozytywnego nastawienia. Ludzie jadą na różnych poziomach i rowerach. Są tacy co nie jeżdżą wcale a dają radę zrobić 200 w dwa dni, są tacy co jechali na rometach 25 kilowych i letnich dla żartu.... ci nie dali rady musieli być holowani na lince przez ostatnie 60 km . Natomiast zawsze Wszyscy dawali radę ....No prawie zawsze raz pan S zrezygnował w połowie i wrócił pociąg ....natomiast na następnej wyprawie po 3 miesiącach, zrobił taka Formę ze wciągną 100 km na luzaku, ....wiec specjalnego przygotowania nie trzeba robić w stylu Rokiego B. i nie ma co tu demonizować mając lat 14 jeździłem bez przygotowania z ziomkami z Tychów do Bielska ok 70km i da się z moimi 7 letnimi synami objechałem Jeziorak w 4 dni 110 km, jak Lubicie jeździć na rowerze da się wszystko ...kwestia nastawienia i średniej prędkości. Co się bierze na wyprawę 2 dniowe w moim świecie?.... namiot, śpiwór, karimatę jak nocujesz na dworze....dobrze mieć odzież techniczna po 2 sztuki: koszulek, spodni, polar kurtka wszystko oddychające żeby się nie zapocić.....ręczniki szybkoschnący, Kurtka i spodnie przeciwdeszczowe. Ważne są buty łatwe do wysuszenia, takie które można w razie czego wysuszyć w nocy suszarką lub przy ognisku. Rękawiczki rowerowe i okulary. Przerabiałem temat w listopadzie przy 10 stopniach, zakładania rano przed zrobieniem kolejnej 100, mokrych zimnych butów i jest to wybitnie niefajne uczucie. Ogólnie jest zasada że w jajka, nogi i ręce musi być w miarę sucho i ciepło. Okulary ....tu hitem są żółte na naszych wypadach bo zieleń, drzewa, trawa wyglada bardziej Pozytywnie i bajkowo, jest to opinia większości ...w miarę trzeźwym stanie okulary chronią przed wiatrem, muchami deszczem...a nie ma nic bardziej wrednego niż zapalenie spojówek po pierwszym dniu jazdy...Wiec okulary ważna rzecz Jedzenie? za zwyczaj jemy smażone na ognisku Jakieś kiełbachy kupione gdzieś, i wieczorem w zajazdach, batony energetyczne, czekolada zawsze ktoś coś ma, ale też zawsze tona tego zostaje.... nikt nie dźwiga palników ...pojawiają się sporadycznie. Głównie termosy z kawa lub herbata na 2 dni jest to najpraktyczniejsza opcja. Jak nocujemy pod namiotami to zdarza się że ma ktoś palnik do zrobienia jajecznicy rano i kawy, jeden palnik na 10...15 i garnek menażkowy na zagotowanie wody dla wszystkich. sprzęt Każdy zaczynał od jazdy z plecakiem i po 1 wyprawie kupuje sakwy... potem błotniki, a potem stopkę ...tak stopkę ....kto jeździ na wyprawy ....wie że stopka ...jest jak złote runo kiedy trzeba coś znaleść w sakwie na szybko, podczas deszczu będąc nigdzie bez ławki, płotka, kamienia Oczywiście rower zaczyna wyglądać jak listonosza ale jak jeździsz na wyprawy to powinieneś sie zastanowić nad wyżej wymienionymi i standardowo, dwoma sakwami gumowanym ok 25l....Gumowanymi bo te materiałowe po jeżdzie w deszczu, wylaniu się czegoś zaczynaja śmierdzieć jak zdechłe zwierze i nie da się tego wyprać ani wypaczyć. inne różności Z doświadczenia warto mieć dwie dętki, spinkę do łańcucha z rozkuwaczem, jak strzela łańcuch to jedno ogniwo trzeba zdjąć. Klucz do szprych i z 3 szprychy zapasowe, jadąc z załadowanym rowerem jak strzeli ci szprycha...np kiedy zapomnisz zapiać gumy bagażnikowej, która się wkręci w koło....po paru kilometrach w lesie ....koło dostaje ostro i strzela następna i następna a potem boisz się jechać i prowadzisz. warto mieć szybkozłączki to zaskakujące jak wiele rzeczy da się naprawić na szybkozłączki ten wynalazek powinien dostać Nobla idąc dalej ....zapasowe śrubki ....najważniejsze to te od mocowania, bagażnika pod sakwy, jak się zgubią to jest dramat, można uratować sytuacje szybkozłączkami wymaga to doktoratu z lego ale da się ... Również pasują te od mocowania bidonów ...warto je mieć wkręcone, jednak jak masz tarczówki to różnie bywa z długością śrub z dystansem ze względu na tarcze lub miejscem na śrubkę z grzybkiem wypukłym. Kolejna rzecz to zapasowa linka, jak masz letni rower i rzadko ktoś na niego spogląda i linka Od przerzutek strzeli ....w lesie ..gdzie są odcinki górzyste i pach I błoto .....nooo to masz przesrane jak zające na gonitwie hartow... Na koniec narzędzia oprócz czegoś standardowego z imbusami warto mieć multitula w stylu letermana, który ma kombinerki, możliwość cięcia linek, i pilnik do metalu... wyjazdy kilkudniowe dochodzi butla z gazem, ja poszedłem w palnik składany z wężykiem i przejściówka na turystyczne butle gazowe w podłużnych pojemnikach bez gwintu ponieważ można je kupić Tanio i na większości stacji 8zl/400ml. Ale rozwiązań jest wiele. Jak jadę z dzieciakami to zabieram małe krzesełka turystyczne te najtańsze i najlżejsze ...i stolik panelowy składany który wazy 1,5 kilo....brzmi to abstrakcyjnie ....ale jedzenie I przygotowywanie śniadania na siedząco jest dla mnie czymś co sobie cenie.... apteczka oprócz plasterków i standardowych ... Warto mieć coś na odtruwanie w stylu smekty, elektrolitów w stylu litorsalu, Oktanisept...coś na oparzenia , sól fizjologiczna do płukania np oczu... wapno przeciwalergiczne. z bardziej abstrakcyjnych rzeczy to Czasem jeżdżę na wyprawy z psem, który miał być haskim....ale się nie udało ....któryś z rodziców czitował jednak pies lubi biegać robi po 35 km/ dziennie, wiec tu jak zamierzacie podróżować z psem warto kupić psu ....buty pies szybko łapie bieganie w butach a niestety miałem epizod że psisko od biegania po szutrze, rozgrzanym asfalcie po 15 km miało zajechane poduszki i pierwszy moja wyprawa z nim skończyła się niesieniem psa na dworzec na plecach jak barana + prowadzenie roweru ....3 km... nie polecam ...to sugestie na temat wypraw na bazie własnych doświadczeń może się komuś przydadzą 1
zenobek Opublikowano 10 Sierpnia 2020 Opublikowano 10 Sierpnia 2020 W dniu 6.08.2020 o 18:21, pchemski napisał: Z doświadczenia warto mieć dwie dętki, spinkę do łańcucha z rozkuwaczem Kolego rozumiem, że dętki, łatki.... Ale spinki i rozkuwacz? Moje doświadczenie tu jest żadne, ale nie wyobrażam sobie, że można na wyprawie zerwać łańcuch. Mam nadzieję, że w takiej kilku(nasto)osobowej ekipie skuwacze biorą co najwyżej dwie osoby....? Czy mylę się?
pchemski Opublikowano 10 Sierpnia 2020 Opublikowano 10 Sierpnia 2020 (edytowane) 43 minuty temu, zenobek napisał: Kolego rozumiem, że dętki, łatki.... Ale spinki i rozkuwacz? Moje doświadczenie tu jest żadne, ale nie wyobrażam sobie, że można na wyprawie zerwać łańcuch. Mam nadzieję, że w takiej kilku(nasto)osobowej ekipie skuwacze biorą co najwyżej dwie osoby....? Czy mylę się? Tak, ja jestem jedną z tych osób ;). Warto mieć spinę za 8 zł bo jak jeździsz z dała od cywilizacji to jak strzeli łańcuch to jest kaplica. Z doświadczenia lepsze dętki niż łatki bo szybciej jedziesz nie czekasz ...oczywiście są łatki naklejane i jest tez patent wypompowywania mleczka uszczelniającego do dętek ale sam tego nie robię...dętkę jak masz to czy pada, czy jest wilgotno czy zimno wymieniasz....łatki w deszczu jak jedziesz po mokrym i wilgotnym hustawkowo się kleją.. Edytowane 10 Sierpnia 2020 przez pchemski
youmound Opublikowano 14 Sierpnia 2020 Opublikowano 14 Sierpnia 2020 Ehh podoba mi się to, że na wyprawę jedziemy cięższym rowerem. No bo wiecie co. Ja to taki kloszard rowerowy jestem, jeżdżę z rozwaloną sakwą, z dobytkiem życia nawet po bułki do sklepu. Miesiącami wożę kurtkę, bluzy, łańcuchy, puste butelki i pełne wody. Więc dla mnie na dłuższej wyprawie te 2-3 KG więcej ładunku to tyle co nic. Jak miałem ostatnio jechać prawie na pusto to tak dziwnie mi się jechało. A bez sakwy sobie nie wyobrażam. W ostatni weekend z klubem rowerowym Gryfus ze Szczecina, kręciliśmy taką trasę: Szlakiem Muru Berlińskiego - 190 km w 2 dni (pierwszego dnia wyszło 105 km, drugiego 86 km). Najgorszy to upał +35^C.. Dla zainteresowanych mogę wysłać filmik z kamerki Właśnie bez kamerki też sobie nie wyobrażam jeżdżenia.. A nadmienię, że miesiąc zacząłem od życiówki - 233 km. Jeżdżę mną stop. Z czym się mogę zgodzić to z tym, że co innego jest zrobić 100 km okazjonalnie robiąc średnio po 30-60 km dziennie, a co innego jest powtarzać dystans codziennie. Ja to sobie zawsze mówię tak: Jeśli w dwa dni mam zrobić 100 + 60 km np. to tak jakbym jednego dnia zrobił 160 km. Jeśli jestem wstanie jednego dnia przejechać 160 km to mogę przejechać tak rozbitą trasę. Większy problem jest jeśli rozbijamy trasę na 3-4 dni lub dłużej. Nie mniej liczę to tak: drugi dzień to suma km ile jestem wstanie przejechać pierwszego dnia. Trzeci i kolejny dzień to połowa sumy jednego dnia. Jeśli nie jestem wstanie przejechać jednego dnia 160 km to nie będę wstanie przejechać 100 + 60 (2 dni) albo 60+100 (2 dni). I od tego trzeba zacząć. Ile jesteśmy wstanie maksymalnie wciągu dnia przejechać. Na dłuższą wyprawę trzeba mieć te lepsze przygotowanie kondycyjne tj. dłuższy jednodniowy wyjazd. A jak jest taka możliwość to z sakwami optymalnie jest jechać 60-80 km dziennie. A na skrajnych dniach tj. pierwszy i ostatni można pokusić się o 100+. W ogóle ostatniego dnia można jechać ile się da... Bo i tak czeka nas po tym odpoczynek. Co ważne a niestety nie każdy o tym pamięta, nie forsować się. Nie ma sensu jechać szybko i to na początku trasy.. Gonić każdego.. Trzeba do tego podejść spokojnie i miarowo. A ponadto trzymać się założeń psychicznych. Mamy inne nastawienie jeśli wiemy, że chcemy przejechać tylko 80 km a inne jeśli wiemy, że trasa ma 200 km, i nie ma tu większego znaczenia czy robimy ją w 2 czy 3 a może 1 dnia.
Miszel Opublikowano 25 Stycznia 2021 Opublikowano 25 Stycznia 2021 Szykuję się do najdłuższej życiowej trasy z Piekar Śląskich wokół Beskidu Małego i powrót - 250 km w jeden dzień. Miałem ją zrobić w zeszłym roku ale stwierdziłem, że forma nie jest odpowiednia i zrezygnowałem. W lato na urlopie strzeliłem sobie Dużą Pętlę Bieszczadzką, wyszło 160 km 1700m przewyższenia w 7 godzin. Tegoroczna trasa ma mieć 100km więcej i zbliżoną ilość podjazdów. Na plus mogę zaliczyć na 150 km trasy możliwość skorzystania z prysznica, obiad, kąpiel w basenie i nocleg Trening trwa na trenażerze. Na wiosnę zacznę pokonywać dłuższe trasy na zewnątrz i część planowanej trasy. Jako rower wybrałem trekking zamiast szosy. Za mało jeżdżę na szosie i nie czułbym się pewnie na tak długiej trasie. Poza tym wygoda zabrania większej ilości części itp do sakwy. Co do planowania trasy - przyjąłem orientacyjne prędkości z pkt A do pkt B i czas na ich pokonanie + zapas. Nie zamierzam nadganiać jeśli gdzieś stracę czas. Po prostu wyjadę wcześniej by wrócić na najpóźniejszą planowaną godzinę. Obawy - najbardziej boję się o mechanikę mojego ciała Tu nigdy nie wiadomo co się wydarzy a naprawić na trasie nie da rady. Cała reszta jest do ogarnięcia. W dniu 10.08.2020 o 17:49, zenobek napisał: Kolego rozumiem, że dętki, łatki.... Ale spinki i rozkuwacz? Moje doświadczenie tu jest żadne, ale nie wyobrażam sobie, że można na wyprawie zerwać łańcuch. Mam nadzieję, że w takiej kilku(nasto)osobowej ekipie skuwacze biorą co najwyżej dwie osoby....? Czy mylę się? Rozkuwacz i spinka waży 100 gram? To nie jest masa, która będzie przeszkadzać w trasie a zerwany łańcuch już tak. W swoim życiu na trasie raz złapałem kapcia. Samochodem przejechałem koło milion kilometrów a koło zmieniałem raz koło domu. Mimo to wolę mieć koło zapasowe. Kiedy szykowałem się do Tour de Pologne nie brałem dętki - przecież jaka szansa złapać kapcia na tak krótkim dystansie. I złapałem. Inny kolarz, z którym piechotą szliśmy do mety złapał 3 kapcie. Miał dwie dętki. A potem na trasie spotkałem kolarza, który zerwał łańcuch.
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się