Skocz do zawartości

Śmierć na trasie wyścigu


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
11 godzin temu, Korposzczur napisał:

Obecnie dla organizatorów liczy się przede wszystkim kasa. Hajs ma się zgadzać, a reszta... jakoś to będzie

Nie tylko organizatorów. Daną edycję finansuje też urząd danej miejscowości i jak się nie zgodzi na przeniesie terminu (bo to wiąże się z stratą finansową), to org ma związane ręce. Ale skrócić zawsze można. 

Opublikowano

Przykra sprawa. Trzeba na siebie uważać, badać się. Jazda rowerem wymaga wysiłku a pogoda też robi swoje. 

Opublikowano

@Red oczywiście, że niektórzy organizatorzy ignoruja pewne rzeczy ale czy zwalnia to uczestnika z myślenia? Podam dwa przyklady. W zeszłym roku brałem udział w rajdzie pieszym po górach. Organizator o polowe ograniczył ilość PK z wodą. Mi już na trzecim zabrakło wody i z własnej glupoty nie uzupełnilem zapasu gdy była dostepna i dwa kolejne PK wlokłem się bez kropli wody. Drugi przykład. Znajoma biegła "Mararon 7 szczytów" czy jakoś tak. Na PK nr 4 została zdjęta z biegu z powodu przegrzania mimo to chciała biec dalej. Dopiero medyczni obecni na punkcie przetłumaczyli jej, że zbyt wiele ryzykuje. To, że organizatorzy niekiedy daja ciała nie znaczy, że powinniśmy przekraczać granice zdrowego rozsądku. Takie jest moje zdanie. Wspólczuje ogromnie rodzinie zmarłego ale powinna być to przestroga dla organizatorów jak i uczestników. Trzeba myśleć a nie liczyć, że ktoś zrobi to za nas. Wiesz, że będzie upał zabierz ze sobą plecak z bukłakiem nawet kosztem dodatkowych 2 kg.

Opublikowano
2 godziny temu, PrzeLuka napisał:

@Red oczywiście, że niektórzy organizatorzy ignoruja pewne rzeczy ale czy zwalnia to uczestnika z myślenia

Absolutnie nie. To jest sport wytrzymałościowy i jako zawodnicy musimy się w nim liczyć z pogodą tak samo jak organizatorzy. Ja na razie odpuściłem dystanse mega bo wiem że sobie nie poradzę w tym upale choćby dlatego że mam obecnie jeden bidon (drugi gdzieś w krzakach). 

Opublikowano

O to mi właśnie chodzi @Red. Organizator nie ogarnia i ty (w semsie nie że Ty konkretnie) czujesz, że nie ogarniasz zejdz z trasy nie ryzykuj. Świat się nie zawali jak nie ukończymy wyścigu. Inny przykład. W zeszłym roku kumpel startował w Nowogardzie. Pierwsze 100 metrów i gleba. Kostka boli i rośnie ale twardo walczy do końca. O co? O miejsce gdzieś w okolicy 100 i o 6 tygodni w ortezie bez roweru. Do przejscia podchodzilem już 3 razy i 3 razy nie udało się. Pierwszy raz się nie udało z braku doświadczenia. Drugi raz zemdlalem na trasie i pomimo zjedzenia tabliczki czekolady i chwili odpoczynku wycofałem się i nie ryzykowalem. Przy trzecim podejsciu siadły mi kostki uniemożliwiajac dalszy marsz i znów musiałem zrezygnować. W tym roku jeśli ortopeda i neurolog pozwola (nadal nie otrzymałem ostatecznego werdyktu ws. kregosłupa) to podejmę czwartą próbę ale jak nie pozwolą nie będę ryzykował urazu. Wiem, że podawane przeze mnie przykłady nie są tak dyrastyczne jak sytuacja którą omawiamy ale obrazują jedno. Nic ale to nic nie zastąpi zdrowego podejscia do amatorskiego sportu. Tragiczny zbieg okoliczności. Organizator coś zlekceważył zawodnik podszedł zbyt ambicjonalnie i nieszczęście gotowe. Organizator zapewne mógł zrobić wiecej ale nikt nie zmuszał zawodnika do kontynuowania jazdy pomimo złego samopoczucia. 

Opublikowano (edytowane)

Generalnie nikt nikogo nie zmusza do startu. Można się wycofać,  przenieść wpisowe na inny start lub po prostu zrezygnować.  Nie chce mi się wierzyć,  że organizator się uprze i nie zwróci kasy że względu na zagrożenie zdrowia lub życia,  jak jest taka pogoda....

Po drugie... miałem ostatnio sytuację,  że jadąc rowerem wyprzedziłem wolniej jadącego zawodnika który dosyć mocno dyszał i tak dojechałem do oznaczonego czaszką przez organizatora miejsca. Jechałem dosyć uważnie, bo miejsce było faktycznie niebezpiecznie. W pewnym momencie usłyszałem krzyk z tyłu,  żebym uciekał na bok,  bo "uważaj jadę, nie zajeżdżaj mi drogi bo będziesz miał 80kg na plecach". Okazało się że to był ten sam zawodnik,  którego wyprzedziłem chwilę wcześniej. Po pokonaniu trudności wróciłem do normalnego tempa i odjechałem ambitnemu downhilowcowi. Gość był słaby....I chciał nadrobić dystans w miejscu z czaszką, które było niebezpieczne. GRATULUJĘ.  brak rozsądku i przyzwoitości. 

Edytowane przez pawelb86
  • Lubię to! 1
Opublikowano
13 godzin temu, pawelb86 napisał:

Nie chce mi się wierzyć,  że organizator się uprze i nie zwróci kasy że względu na zagrożenie zdrowia lub życia,  jak jest taka pogoda....

A niechby i nie zwrócił. Ważniejsze być żywym niż te 50 zł...

  • Lubię to! 1
Opublikowano

Zasadniczo organziatorzy zabezpieczają sie na to. Co więcej, będąc ostatnio na szkoleniu BHP. Poruszony został temat sportów. Przez takie wypadki (przede wszystkim związane z organizmem), organizatorzy nawet wymagają zaświadczeń o dobrym stanie zdrowia. Teraz to jest dobrowolne i jeździe się na własna odpowiedzialność.

 

Przy okazji, kwestia zimnych napojów też jest średnia. Nie zaleca się ich pić, gdyz działaja odwrotnie niż powinny.

Opublikowano (edytowane)
W dniu 4.07.2019 o 21:01, pawelb86 napisał:

Okazało się że to był ten sam zawodnik,  którego wyprzedziłem chwilę wcześniej.

To się niestety bardzo często zdarza. Mnie chyba najbardziej to przeraża na wszystkich zawodach, na szosie jest podobnie. Gdy wyprzedzam na podjeździe tęgiego miśka, jadąc swoim tempem trzymając odpowiednią strefę tętna, widzę, że ów misiek sapie i dyszy jak przeciążony kocioł lokomotywy, chłop jest dawno i długo "na czerwonym", pewnie już ledwo widzi i jest na granicy omdlenia, ale zaraz za podjazdem jak się zaczyna zjazd, misiek pragnie odrobić stratę. I nie ważne, że zjeżdżam z prędkością około 70 km/h, że się składam i ścinam zakręty, żeby wziąć je możliwie jak najłagodniejszym łukiem - on drze japę, bo mam mu zjechać na prawo, gdyż on pragnie w tym miejscu wyprzedzić. Masakra. Bezmyślność w gospodarowaniu siłami na pojazdach - raz, bezmyślność w gospodarowaniu umiejętnościami na zjazdach - dwa. A gość na pewno łapie w bezmyślności czymś jeszcze hattricka.

22 godziny temu, de Villars napisał:

A niechby i nie zwrócił. Ważniejsze być żywym niż te 50 zł...

Nawet nie oczekiwałbym zwrotu. To nie organizatora wina, że pogoda jest fatalna, a on swoje koszty poniósł i tak. Poza tym, to ja muszę zdecydować, czy to dla mnie za trudne warunki, czy w granicach moich możliwości - i ewentualnie odpuścić. 

22 godziny temu, ponczi napisał:

Przy okazji, kwestia zimnych napojów też jest średnia. Nie zaleca się ich pić, gdyz działaja odwrotnie niż powinny.

Owszem, to też racja. Organizm musi podbić temperaturę ciała, żeby ogrzać zimny napój w żołądku do akceptowalne temperatury. Więc na parę minut zostajesz z gorączką. 🙃 A te parę minut na zawodach, może zrobić spustoszenie w organizmie. 

Edytowane przez Gość
Opublikowano
22 godziny temu, Łabędź napisał:

Owszem, to też racja. Organizm musi podbić temperaturę ciała, żeby ogrzać zimny napój w żołądku do akceptowalne temperatury. Więc na parę minut zostajesz z gorączką. 🙃 A te parę minut na zawodach, może zrobić spustoszenie w organizmie. 

Picie zimnych napojów małymi łyczkami nie doprowadzi do gorączki. Zimne napoje wpływają przede wszystkim na układ trawienny. Po wypiciu zimnej wody możemy odczuć ból brzucha w okolicy żołądka bo to on musi "podgrzać" napój do odpowiedniej temperatury. Nie ma to jednak nic wspólnego z gorączką. Poza tym należy pamiętać że zimna woda wydłuża trawienie bo zwiększa się gęstość pokarmu. W ekstremalnych warunkach narażamy się na niestrawność a w rezultacie zakwaszenie organizmu. U wrażliwych osób bólem głowy lub migrenę ale to muszą być naprawdę duże ilości zimnej wody wypitej na raz. Częste zjawisko po wysiłku fizycznym. Zimne napoje mogą powodować też zapalenie gardła (w wyniku szoku termicznego). 

Reasumując, zimne napoje pijemy małymi łyczkami i nie przepinamy nimi pokarmów (zwłaszcza w trakcie jazdy). Nie pijemy też dużej ilości ani szybko.

 

 

  • 3 tygodnie później...
Opublikowano

Wydaje mi się, że ostatnimi czasy sporo osób za wszelką cenę chce osiągnąć sukces, najlepiej teraz, bo później nie zdąrzą. O ile niektórzy mają przygotowanie to spora rzesza ludzi robi to na żywioł. Jeszcze bardziej smutne jest to, że wielu idzie na skróty. Szok przezyłem w zeszłym roku jak chłop w moim wieku czyli 40+, którego kilka razy w gymie widziałem zaczyna dyskusję o sterydach i ich zaletach i o tym jak mu wyniki poszły. Kilka lat temu takie zachowanie było nieakceptowalne, nawet koksiarze się tym głośno nie chwalili.   Potem są takie sytuacje, że facet leży ze sztangą na klacie i charczy albo spada z zbieżni czy ma omdlenia na podłogę. W pewnym wieku nie da się już kręcić takich wyników jak ma się lat dwadzieścia.

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

Wczoraj na trasie wyścigu Tour de Pologne zmarł młody, 22-letni kolarz drużyny Lotto Sudal. 

Jakiś czas temu, na Małopolskim Wyścigu Górskim, Karol Dobrowolski, jeżdżący w barwach Team Hurom, wpadł do rowu i zderzył się z betonowym przepustem, miażdżąc narządy wewnętrzne. Długa śpiączka farmakologiczna, ale cudem z tego wyszedł, teraz czeka go długa i kosztowna rehabilitacja. Biorg Lambrecht, 22-latek z Belgii, nie miał tyle "szczęścia". 

Oba te przypadki łączy element betonowych przepustów w rowach. Czy dziś te konstrukcje mają jeszcze rację bytu? Od dekad nikt o rowy nie dba, a to ustrojstwo jest. Czy te rowy w dzisiejszych czasach nadal są konieczne?

Opublikowano
2 godziny temu, Łabędź napisał:

Oba te przypadki łączy element betonowych przepustów w rowach. Czy dziś te konstrukcje mają jeszcze rację bytu? Od dekad nikt o rowy nie dba, a to ustrojstwo jest. Czy te rowy w dzisiejszych czasach nadal są konieczne?

Przykra sprawa, ale jednak rowy są potrzebne. Co do tego, że "nikt o rowy nie dba" to nie jest prawda - inaczej rowy te byłyby zarośnięte i niedrożne, a wtedy ludzie mieliby pozalewane podwórka. Wystarczy spojrzeć co się dzieje, gdy rów podczas intensywnej burzy lub długotrwałych opadów nie nadąża odprowadzać wody. A spróbuj teraz te rowy pozasypywać - taka sytuacja będzie co mocniejszy opad. Fizyki nie oszukasz.

Mąż kupił pod Sochaczewem chałupę. W okolicy są rowy, ale wielu "geniuszy" zasypało całkowicie kawałek rowu przy wjeździe na posesję. Co opady okolica stoi pod wodą, a same rowy zamieniają się w zbiorniki wodne między jedną a drugą chałupą. Gdyby zamiast zasypu zastosować przepust betonowy, rów byłby drożny i woda miałaby gdzie odpłynąć.

W miastach rolę rowów przejmują kanały burzowe. Spróbuj je zasypać i poczekaj do pierwszych opadów.

Przy drodze równie dobrze można uderzyć w słup elektryczny. Czy to oznacza, że mamy zrezygnować z prądu?

Szkoda człowieka strasznie, ale byłabym ostrożna w ferowaniu tego typu wyroków.

Opublikowano

bardzo przykra sprawa z tym wypadkiem ale będąc trochę nieczułym - albo poprostu zdroworozsądkowym - taki sport. O krawężnik można zahaczyć, na pasach/liniach/znakach poziomych można zaliczyć poślizg, zamiast w przepust mógł trafić w słup/znak pionowy etc. Najlepiej byłoby pozbyć się wszystkiego. Jeden już taki był, co mówił, że jak zostanie prezydentem to zlikwiduje wszystko i nie będzie niczego. Żyjemy w nieidealnym świecie i nigdy nie będzie idealny. Ryzyko podejmujemy za każdym razem gdy wsiadamy na rower

Opublikowano

Powiem Wam, ze jestem ta wiadomością dosłownie zdruzgotany. Jeszcze niedawno podchodziłem do takich wieści podobnie jak @trollu Chłodno i zdroworozsądkowo. Wszystko zmieniło się z wiekiem i w chwili kiedy na świat przyszli moi Synowie. Człowiek dopiero wtedy zaczyna rozumieć sens słów "masz dla kogo żyć". Tutaj kończy się egoizm i teksty "moje życie moja sprawa" bo tak naprawdę na barkach niesiesz jeszcze inne życia. Może cenniejsze od Twojego...
Przecież to był dzieciak... 22 lata. Młodszy niż mój pierwszy rower górski. Dzieciak który miał przed sobą życie, który poświęcał się pasji, realizował marzenie o zawodowym kolarstwie. Trafił do świata wspaniałych rowerów, do czołówki. Uprawiał stosunkowo bezpieczny sport. (na pewno nie ekstremalny). Wyjechał wziąć udział w wyścigu. Żegnał się z rodziną na chwilę na nie na zawsze... a jednak do domu nigdy już nie wróci. Bardzo mi trudno pogodzić się z takim biegiem wydarzeń. A przecież nawet go nie znałem. Nawet nie chcę wyobrażać sobie co muszą czuć jego najbliżsi... Przed oczami stają mi te wszystkie chwile kiedy sam jadę z prędkością 60-70 na godzinę. Z jednej strony to wspaniałe uczucie i ciągnie mnie do tego... z drugiej strony ja też kiedyś mogę nie wrócić do domu, mimo że wyszedłem tylko na chwilę. To przerażające i trudne do zaakceptowania... 

Opublikowano

Przy takiej predkości kontakt z czymś twardym niestety musi skutkować poważnymi obrażeniami. Wszak nic oprócz kasku kolarza nie chroni. Mam dopiero 33 lata a pochowałem już kilku przyjaciół i każda taka informacja powoduje migawki z przeszłości ale takie jest życie. Chodna ocena? Wręcz odwrotnie. Nie każdemu dane jest żyć długo. Niestety...

Tu się pojawia pytanie czy dało się zapobiec tej tragedii zabezpieczajac te przepusty. Pewnie tak ale czy da sie przewidzieć wszystko? Warunki na trasie były mokre i upadków było naprawde sporo. W mojej ocenie etap powinien zostać odwołany ale to moja ocena.

Opublikowano
54 minuty temu, trollu napisał:

taki sport.

Oczywiście to prawda. W jego wypadku to nawet coś więcej: taka praca. Można powiedzieć: ryzyko zawodowe. Zarabiał pieniądze nadstawiając karku. Niestety, miał chłopak za mało szczęścia. 

35 minut temu, zibi_j1 napisał:

Uprawiał stosunkowo bezpieczny sport. (na pewno nie ekstremalny)

Tu się nie zgodzę. Kolarstwo na poziomie World Tour, w ogóle na poziomie ścigania się, to JEST sport ekstremalny. Ekstremalne przeciążenia, jazda w nadzwyczaj wysokich rejestrach tętna, na granicy ludzkich możliwości.

Chłopak był zawodowcem, więc musiał się z tym liczyć. Twardo trzymając się chłodnej kalkulacji, nie sposób się nie zgodzić. 

Ale tu nie da się tak twardo kalkulować, bo tu się skończyło życie. Nie tylko tego kolarza. Karol Dobrowolski, oprócz tego, że jest zawodowym kolarzem, jest też ojcem, mężem. Na szczęście on swój wypadek przeżył. Jak o tym myślę, to czuję podobnie jak @zibi_j1:

41 minut temu, zibi_j1 napisał:

Wszystko zmieniło się z wiekiem i w chwili kiedy na świat przyszli moi Synowie. Człowiek dopiero wtedy zaczyna rozumieć sens słów "masz dla kogo żyć". Tutaj kończy się egoizm i teksty "moje życie moja sprawa" bo tak naprawdę na barkach niesiesz jeszcze inne życia. Może cenniejsze od Twojego...

Dokładnie tak uważam. Czuję, że mamy przede wszystkim obowiązek przeżyć i uniknąć uszczerbku na zdrowiu właśnie dla własnych rodzin. Bo jesteśmy im niezbędni! Nawet jeśli byłbym zawodowym sportowcem. A skoro jestem amatorem, i nie zarabiam na tej pasji, to już w ogóle nie ma o czym mówić. Nie mam prawa zrobić sobie krzywdy, jeśli mam na utrzymaniu dziecko...

43 minuty temu, zibi_j1 napisał:

Przed oczami stają mi te wszystkie chwile kiedy sam jadę z prędkością 60-70 na godzinę.

Dlatego właśnie przegrywam na zjazdach. Bo się boję. Nierównego asfaltu, piasku na poboczu, dziury, źle obliczonej przyczepności opony, niedoskonałego wejścia w zakręt, innych zawodników, którzy niczego się nie boją i o mnie zahaczą... Na ostatnich zawodach, Majka Days, widziałem po drodze trzy wypadki z udziałem karetek. Poturbowani kolarze leżeli i była udzielana im pomoc. Trzy. Na dystansie mini - 37 km. A na oko patrząc, były to dużo lepsze konie niż ja. Też amatorzy. Którzy sami płacą za swój sprzęt, którzy trenują po pracy, na których często też ktoś w domu czeka. Ktoś, kogo być może mają na utrzymaniu i są za tego kogoś odpowiedzialni. Na zawodach trasa przynajmniej jest zabezpieczona. Jako tako, wiadomo, że wszystkiego się nie owinie gąbką. Na treningach? Nigdy nie masz pewności, czy kierowca Cię zauważy w odpowiednim momencie, czy z posesji nie wybiegnie Ci pies, albo dziecko. 

A nawet trywialnie sprowadzając sprawę do chłodno sportowego poziomu - ten, kto pojedzie może i nieco wolniej, ale ukończy wyścig, i tak będzie miał lepszy czas na mecie niż ten, kto pojedzie szybciej ale wypadnie z trasy i nawet jak się nie zabije, to zaliczy DNF... 

Tylko jak poczuć granicę, która oddziela Ikara od Dedala...

Opublikowano (edytowane)

Tylko tutaj chłopak raczej nie cisnął 60-70km/h, to był dopiero 47km etapu. Peleton sobie jechał bardzo spokojnie, wręcz turystycznie (jak na ich możliwości). W transmisji było widać jak kolarze ze sobą rozmawiają, żartują, śmieją się. Nie było zjazdu, sprintu. Droga była równa, bez defektu. Miał niesamowitego pecha 2-3 metry dalej lub bliżej złapałby pobocze i pewnie nie skończyłoby się to tak tragicznie. Być może zasłabł. Ponoć wzywał swój wóz chwilę przed upadkiem podnosił rękę.

Szkoda, ale robił to co kochał.

Edytowane przez biniu
Opublikowano

Patrzę i patrzę na to miejsce (np w StreetView) i myślę, że to mogłoby spotkać każdego z nas - droga prosta, asfalt w miarę gładki, nie jechał szybko. Czyli wyjazd, jak większość z nas robi jeśli nie codziennie to może co weekend.

Opublikowano

Jeszcze kilka miesięcy temu myślałem, że mogę wszystko, bo mam sprawne ręce i nogi. Los postanowił spłatać mi figla i z powodu awarii kręgosłupa z aktywnego kolarza stałem się biernym obserwatorem. 

Niech ten (i każdy inny) nieszczęśliwy wypadek będzie dla wszystkich lekcja tego jak wiotką i nietrwałą istotą jest człowiek. Dziś jesteś jutro cię nie ma... 

Opublikowano

Kolarze jadą z predkosciami niejednokrotnie szybciej niz na danej trasie wolno rozwinąć samochodem czy motocyklem. Kontakt opony z asfaltem to mniej niż centymetr.

 

Czemu nie jeżdżą w jakiejś zbroi jak motocykliści czy żużlowcy? Oczywiście wiem, że to zmniejsza komfort...

Opublikowano
8 minut temu, biniu napisał:

Czemu nie jeżdżą w jakiejś zbroi jak motocykliści czy żużlowcy?

Dlatego, że kolarz podczas jazdy (pedałowania) generuje ogromne ilości ciepła, które muszą się jakoś z organizmu wydostać. Wyobraź sobie teraz szosowca w zbroi... (przerwa na wizualizacje)... Padali by jak muchy z przegrzania. Tak w DH noszą ale to nieporównywalnie niebezpieczniejsza odmiana kolarstwa to raz a dwa polega na jeździe w dół i pedałowania tam niewiele a przejazd trwa kilka minut a nie kilka godzin.

Opublikowano

I nie po to wszyscy się cieniują, żeby kilogramy w ciuchach i ochraniaczach dorzucać. 

Opublikowano

Tak samo mówiono o kaskach, że jest gorąco i łeb się poci.

Nie mówimy tu o zbroi płytowej ze stali. Współczesna technika pozwala produkować materiały lekkie, sztywne, które nie będą zatrzymywać ciepła. Oczywiście taka zbroja nie spowodowała by, że Bjorg otrzepalby kurz ze stroju, zmienil rower i dogonił peleton, ale bardzo prawdopodobne, ze nie doszłoby do tak rozległych obrażeń narządów wewnętrznych.

Rywalizacja w zawodowym sporcie osiąga coraz to wyższe poziomy. Jeszcze kilka takich wypadków i ten pomysł zostanie rozwazony jestem o tym przekonany.

 

Pozdrawiam.

Opublikowano
3 godziny temu, jhartman napisał:

Patrzę i patrzę na to miejsce

Gdzie to było dokładnie? 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×
×
  • Dodaj nową pozycję...