Skocz do zawartości

Na poważnie czy jako luźne hobby?


Silver Spider

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć,

Co waszym zdaniem jest lepsze? Jazda w wyścigach, ostre trenowanie, przynależenie do klubu ( po prostu profesjonalne kolarstwo ), czy traktowanie kolarstwa jako hobby, pojechanie na długie wycieczki (na luzie bądź na własny rekord), bycie niezależnym od kogoś innego (klubu, treningu przygotowawczego do wyścigu)?

Jestem ciekaw waszego zdania ;) Co na ten temat myślicie?

Odnośnik do komentarza

Wydaje mi się, że złe zadałeś pytanie. Nie pytaj co jest lepsze, bo na to się odpowiedzieć nie da. Raczej zapytaj "co wolimy i dlaczego". :-)

Ja traktuje to jako hobby. Czasowo nie mógłbym pozwolić sobie na regularne treningi. Nie mniej nie wykluczam w przyszłym sezonie jakiegoś startu w MTB na dystansie hobby. :-)

Wysłane z mojego Redmi Note 4X przy użyciu Tapatalka

Odnośnik do komentarza

Wszystko zależy co kto potrzebuje i na czym chce się skupić. Ja pierwsze dwa lata chciałem trenować sam do upadłego no może będę startował w zawodach. Potem przeszło i do teraz luźne treningi bez spiny, które mają dać więcej frajdy niż umierania po przez kilka dni.
Co do samego ścigania się, to obiecuję sobie od roku, że się w końcu zbiorę w sobie i się przejadę dla zabawy ale zawsze jest coś innego w tym czasie.

Wysłane z mojego D6503 przy użyciu Tapatalka

Odnośnik do komentarza

Tak jak koledzy pisali. Wszystko zależy od Ciebie. Od tego czego chcesz. Napisał bym, że czas trzeba mieć ale to już szukanie wymówek. Jak się bardzo chce to czas się znajdzie. 

Ja osobiście nie czuję potrzeby przynależenia do klubu. Jeżdżę bo lubie. Dla mnie to chwila uspokojenia po pracy, zamiast kłaść się spać po nocce to ide odpocząć w plenerze, a ostatnio coraz częściej zabieram żonę.

Odnośnik do komentarza

Ja jestem na takim etapie życia, że jednak bardziej cenię niezależność, więc wolę jeździć sama i wtedy, gdy chcę i mam na to czas. Przy pracy zawodowej na pełen etat, pogodzenie jeszcze klubu i regularnych treningów może być trudne do zrealizowania. Z pewnością byłaby to jakaś dodatkowa motywacja, ale na dłuższą metę albo by to nie wyszło albo odbywało się kosztem czegoś innego.

Odnośnik do komentarza

Ja wolę być samoukiem. Uczyć się na swoich błędach. Dojść do czegoś samemu i starać się być lepszym od tych z klubu. No bo nie sztuką jest wyprzedzić jednego peletonem, sztuką jest samemu wyprzedzić peleton :) Dla mnie klub w pewnym sensie to ograniczanie samego siebie. Byłem w klubie bokserskim przez jakiś czas, trochę tam posiedziałem i działało to na zasadzie 'jak nie będziesz startować w zawodach będziesz sam za wszystko płacił' klub na tobie zarabia a ty dostajesz jakieś ochłapy :)

Odnośnik do komentarza

Ja ponad 20 lat robiłem wszystko pod sport ( inna dyscyplina ) - łącznie z jedzeniem, wagą, treningami a i pracą również - to było całe moje życie. 
Teraz już na luzie jak Sziva - i preferuję jazdę solo ( szosówka, mtb ) - również zimą, mam wolną głowę - wszystko zależy tylko ode mnie  :)

Od czasu do czasu coś tam powalczę na zawodach na zacnym miejscu ( w środku stawki max :P )

Pozdr 

Odnośnik do komentarza

Zawodowo podlegam szczególnej dyscyplinie organizacyjnej, wiec w życiu prywatnym trzymam się od niej z daleka. Całkowita niezależność i tym jest dla mnie właśnie rower. Mnie rywalizacja nie kręci. Jazda sama w sobie i przełamywanie własnych barier jest wyzwaniem. Za trzy tygodnie mam maraton w okolicy i chyba pojadę ale dla samego startu nie dla wyniku.

Jest u mnie w okolicy kilka klubów działających całkiem prężnie ale jakoś nie czuje parcia by się gdzieś "zapisać".

Edytowane przez Gość
Odnośnik do komentarza

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×
×
  • Dodaj nową pozycję...