Grzegrzy

Skolioza

Rekomendowane odpowiedzi

Grzegrzy

A co jeśli Wasz kręgosłup przypomina single tracka?

Mój przypadek to skolioza w odcinku piersiowym, prawostronna w okolicach 95 stopni. Pogłębiona kifoza piersiowa, pogłębiona lordoza lędźwiowa i szyjna. Kręgi piersiowe oczywiście zrotowane, zniekształcone i częściowo zrośnięte. Ale, jak to mawia mój fizjo, ruszać się muszę, bo od krzywego kręgosłupa nikt jeszcze nie umarł, za to na niewydolność układów krążeniowego czy oddechowego to i owszem 😉

Macie jakieś doświadczenia w temacie? Ktoś jeździ z podobnym problemem?

Moje (w skrócie) są takie:

1.       Lekarze/ortopedzi w większości przypadków oczywiście odradzają sport i zalecają leżeć na plecach… tyle, że tak się żyć nie da + mój fizjo by mnie wykończył zanim by to zrobiło serce 😉

2.       Pochylona pozycja z podparciem na rękach + amortyzacja sprawiają, że obciążenie kręgosłupa w płaszczyźnie pionowej jest znaczne mniejsze niż w bieganiu czy choćby marszu. Mój kręgosłup woli 2h na rowerze niż 2 godzinny spacer czy 2h w samochodzie.

3.       Oddech, oddech, oddech, czyli moja główna bolączka przy każdej aktywności i obszar, który chciałbym najbardziej polepszyć na rowerze. Generalnie, na rowerze oddycha mi się łatwiej (porównując np. do biegu), jakby sama pozycja temu sprzyjała. Nie wiem, czy to znowu kwestia budowy mojego ciała, czy wszyscy tak mają ale polepszenie sprawności moich płuc to mój największy cel zdrowotny związany z rowerem.

Dotychczas jeździłem rekreacyjnie (do pracy + okazjonalne wycieczki za miasto) ale chcę zacząć regularne treningi rowerowe. Jeśli macie jakie doświadczenia treningowe z takimi schorzeniami, na co uważać, na co zwrócić uwagę, co Wam się udało osiągnąć a czego nie, podzielcie się!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
egzo23

Mój przypomina . Efekt krótszej nogi .

Rehabilitacja . Rozciąganie . Nic na własną rękę .

Teraz jestem wstanie na szosie zrobić 100km

 

Wysłane z mojego SM-A520F przy użyciu Tapatalka

 

 

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
mmzaj

Rehabilitacja ma duże znaczenie.  Dobrze jest znaleźć dobrego fizjoterapeutę. Niestety ale kolejki na fundusz coraz bardziej się wydłużają tak wiec najłatwiej znaleźć fizjoterapeutę prywatnie ( przy wiekszej ilości zabiegów można przynajmniej negocjować ceny)

W ekstremalnych sutuacjach polecana jest po prostu operacja oraz wiele osób jej nie uniknie. Szczególnie jeśli nasilają sie dolegliwości bólowe. 

Moge polecic ten gabinet w Krakowie https://fizjoter.pro/

Edytowane przez mmzaj

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Grzegrzy
W dniu 14.11.2019 o 08:52, mmzaj napisał:

Rehabilitacja ma duże znaczenie.  Dobrze jest znaleźć dobrego fizjoterapeutę. Niestety ale kolejki na fundusz coraz bardziej się wydłużają tak wiec najłatwiej znaleźć fizjoterapeutę prywatnie ( przy wiekszej ilości zabiegów można przynajmniej negocjować ceny)

W ekstremalnych sutuacjach polecana jest po prostu operacja oraz wiele osób jej nie uniknie. Szczególnie jeśli nasilają sie dolegliwości bólowe. 

Moge polecic ten gabinet w Krakowie https://fizjoter.pro/

Ta. Operacja. Po tym to w ogóle zapomnij o aktywności fizycznej... o ile w ogóle przeżyjesz i nie wylądujesz na wózku. Statystyki takich zabiegów są raczej kiepskie, a do tego w PL to robią je technikami, jakby to ująć, rzeźnickimi. Ja tam dziękuję Bogu, że moich rodziców nie było stać na łapówkę dla lekarzy na operację jak byłem mały. Wolę się "rehabilitować" na rowerku :) Żałuję tylko straconych lat, gdy słuchałem tych wszystkich ekspertów od kopertówek i rujnowałem sobie zdrowie :D

A dobry fizjo to skarb, więc dzięki za linka. Jak będę w pobliżu to może skorzystam :)

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Demian
W dniu 4.01.2020 o 00:01, Grzegrzy napisał:

Ta. Operacja. Po tym to w ogóle zapomnij o aktywności fizycznej... o ile w ogóle przeżyjesz i nie wylądujesz na wózku. Statystyki takich zabiegów są raczej kiepskie, a do tego w PL to robią je technikami, jakby to ująć, rzeźnickimi. Ja tam dziękuję Bogu, że moich rodziców nie było stać na łapówkę dla lekarzy na operację jak byłem mały. Wolę się "rehabilitować" na rowerku :) Żałuję tylko straconych lat, gdy słuchałem tych wszystkich ekspertów od kopertówek i rujnowałem sobie zdrowie :D

A dobry fizjo to skarb, więc dzięki za linka. Jak będę w pobliżu to może skorzystam :)

Dokładnie. Operacja to zbyt duże ryzyko. Też mnie namawiano na operację ale odmówiłem i nie żałuję. Pozdrawiam wszystkich 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Grzegrzy

Widzę, że jest zainteresowanie, więc wrzucę kilka własnych spostrzeżeń z ostatnich… 4 już lat jazd i treningów różnorakich (rower, bieg, ćwiczenia ogólno-rozwojowe). I w sumie 4 rowerów, które w tym czasie przerobiłem

Jeśli spytać lekarzy o rower przy skoliozie to większość powie że „broń Boże”. Ale w moim przypadku żaden nie potrafił tego rozwinąć czy uzasadnić. Jeden uczciwie przyznał, że „tak jest w podręczniku medycyny i tyle mogę Panu powiedzieć”. Faktycznie, pewne podręczniki taką informację zawierają. Osobiście dotarłem do jednego, takiego z lat 70tych, który dalej funkcjonuje na naszych uczelniach. Tyle,  że śmiem twierdzić, że przez te 50 lat wiele się zmieniło. Od konstrukcji roweru, wiedzy o bike-fittingu po wiedzę o samej skoliozie.

Dla jasności: nie namawiam tu do ignorowania lekarzy i ich zaleceń. Namawiam do dyskusji, zadawania pytań i weryfikacji otrzymanych informacji z własnym doświadczeniem. U mnie akurat to ostatnie bardzo często się rozjeżdża z tym co słyszę.

Ale do rzeczy. Zdołałem wygrzebać 2 problemy:

1)      Wstrząsy. Już coś o tym pisałem. I jako szczęśliwy właściciel trailowego fulla stwierdzam, że ten typ zawieszenia + sportowa pozycja praktycznie eliminują ten problem.  Więcej wstrząsów powoduje u mnie chodzenie po betonowym chodniku niż jazda tym cudem techniki. Zalety są dwie: amortyzacja (zawieszenie+koła 29” na niskim ciśnieniu), która zmniejsza poziom wstrząsów ogólnie, zmienia ich dynamikę oraz pozycja, która zmienia rozkład sił: nie działają one w płaszczyźnie pionowej – w której jest skrzywienie, tylko bardziej poziomo. No i jakby nie patrzeć, na rowerze mam 5 punktów podparcia, przy chodzeniu tylko dwa.

Problem jest też znacznie mniejszy na rowerze szosowym (zakładając, że jedziesz po równym asfalcie). Tu mamy więcej drgań niż wstrząsów.

2)      Asymetryczne rozłożenie napięć, wynikających z trzymania kierownicy. Podobno szczególnie problematyczne w przypadku kolarstwa górskiego. Faktycznie, gdy mam źle dobrany rozmiar roweru lub pozycję na rowerze, to problem jest. I faktycznie, mniejszy jest na rowerze szosowym niż na góralu. A na trenażerze praktycznie nie występuje. Mówię tu o różnego rodzaju bólach pleców i napięciach, które pojawiają się w czasie jazdy. Ale i na to znalazłem sposoby

Klucz to właściwy bike-fitting. Tu trzeba wiedzieć, że duża skolioza powoduje rotację kręgów. A to powoduje, że linia ramion nie jest równoległa do linii bioder. W praktyce znaczy to, że siedząc na siodełku w naturalny sposób (linia bioder prostopadła do rury górnej), jedno ramię mam przesunięte trochę do przodu  a drugie cofnięte. A to znaczy, że jak wyciągnę swobodnie ręce, to lewa i prawa ręka mają inny zasięg. I tu tkwi cały problem: dobierając sobie rozmiar ramy roweru czy długość/wysokość mostka trzeba brać pod uwagę efektywny zasięg tej „krótszej” ręki. To ona ma operować swobodnie kierownicą, bez jakiegoś wyciągania się czy innych wygibasów. Ta „dłuższa” ręka się dostosuje.

W moim przypadku różnica wynosi jakieś 6cm (czyli jedna ręka +3cm, durga -3cm od tego co być powinno i co wychodzi przy "normalnym"  bike-fittingu). Sporo, bo i skolioza spora. Co ważne, tej różnicy nie widać, jeśli zmierzyć samą długość ramienia, co robią pro-bike-fitterzy lub co lepsze kalkulatory na necie.

Mając te dwie rzeczy na uwadze zmodyfikowałem swój rower szosowy. Mam aktualnie zaliczone >1k km w tym jeden wypad na 200km za jednym ciągiem, bez większych problemów z plecami. Choć jakieś tam napięcia wciąż czuć.

Za to mój nowy góral to jest czysta poezja. Dobrawszy odpowiednio rozmiar i geometrię ramy (w skrócie: rower krótki ale wysoki), mam zaliczone na nim jakieś 300km, w tym kilka wypadów w góry. Jak dotąd 0 jakiegokolwiek dyskomfortu w plecach. Śmiem twierdzić, że dzięki jeździe górskiej jest nawet lepiej, bo co chwilę „coś się zmienia” w pozycji: a to podjazd, a to zjazd, a to balansowanie ciałem na zakrętach… ciało cały czas pracuje, nie zastyga w jednej pozycji jak na szosie,  gdzie trafiają się „długie proste” bez zmiany pozycji – stąd dyskomfort (ale dzięki skróconemu mostkowi i odpowiedniej pozycji – nie ból).

I to właśnie miałem na myśli pisząc o różnicy między teorią o praktyką. Teoria mówi: „tylko nie góral”, praktyka: „przede wszystkim góral”. I jak tu żyć… :P

I jeszcze coś o wynikach

U mnie największy problem ze skoliozą to to, że upośledza ona układ oddechowy. Skrócona klatka piersiowa to zmniejszona pojemność płuc. Cierpi też wentylacja, czyli ilość powietrza mierzona w litrach na sekundę, które wdychamy i wydychamy. Moje wyniki są takie jak u przeciętnego astmatyka bez leków.

Co znaczy, że ćwiczenia są szczególnie ważnie z pkt widzenia zachowania dobrego zdrowia i kondycji. Bez nich skolioza okazuje się gorszą opcją niż palenia

W moim przypadku kilka lat treningów (również rower, bieganie, ćwiczenia ogólno-rozwojowe) spowodowały zwiększenie życiowej pojemności płuc z ~2.8l do prawie 3.4l Tym samym jestem prawie, PRAWIE w normie zdrowego człowiek w moim wieku. Do tego VO2max zwiększyło się do 45.5ml/kg/min  – to jest więcej niż przeciętna w populacji w moim wieku, choć mniej niż by osiągnął zdrowy, ćwiczący człowiek. Ale i tak jestem mega-zadowolony

I słuchajcie: nie wrzucam wyników aby się przechwalać (obiektywnie: nie ma czym, przeciętny kolarz na tym forum mnie deklasuje na starcie) czy się porównywać. Piszę to wszystko, abyście wiedzieli, że można. Że to ma sens. Że te ćwiczenia dają konkretne wyniki i polepszają kondycje i zdrowie nawet przy tak poważnym upośledzeniu jakim jest skolioza. A rower jest dla mnie najlepszym sposobem ćwiczenia i rozwijania układu krążeniowo-oddechowego.

I jak to skwitował mój fizjo: na krzywy kręgosłup nikt jeszcze nie umarł. Za to na niewydolność krążeniową czy oddechową już tak.  

W końcu mam ciekawostkę z pulsem. W teorii , mój HRMax powinien być w okolicach 180. Tymczasem przy największym wysiłku ja osiągam 164. Osobiście zwalam to na ograniczenia w oddechu – serce nie przyśpiesza, bo najzwyczajniej płuca nie dostarczają więcej tlenu – bo nie mogą przez skoliozę. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.