Skocz do zawartości

Najtańszy trenażer z pomiarem mocy


Kubcio

Rekomendowane odpowiedzi

Chyba Tacx Satori Smart się tutaj złapie jako najlepszy w konkurencji, albo odpowiadający mu Elite Qubo Smart +. 
Pamiętajcie tylko chłopaki, że wirtualny pomiar mocy, zawsze pozostanie wirtualnym pomiarem mocy i nigdy nie będzie w pełni wiarygodny :) 

Odnośnik do komentarza

Jest jeszcze tańsza opcja. Satori Smart kosztuje 1129 zł. Można kupić trenażer Elite Novo Force za 569 zł i dokupić Czujnik kadencji i prędkości Misuro B+ za 214,9 zł. Taki zestaw kosztuje razem 784 zł i daje nam funkcje pomiaru prędkości, kadencji i obliczenia mocy. Pozostaje ewentualny koszt maty i podstawki pod przednie koło, opony itp. Oczywiście w takiej opcji nie będzie sterowania oporem trenażera przez program.

 

 

Edytowane przez B K
Odnośnik do komentarza

Dla mnie kupowanie taniego sprzętu jest równoznaczne z akceptowaniem taniego efektu. Sorry ale trenażer, w którym obciążenie reguluje się za pomoca manetki, nie jest trenażerem tylko imitacją trenażera. Zamiast takiego "trenażera" wolałbym kupić w tej samej cenie przyzwoity używany spinner (nawet kosztem miejsca w chałupie) - więcej zaoferuje choćby ze względu na dużo cięższe koło zamachowe, o stabilności nie wspominając.

Zanim kupiłem swój trenażer, przymierzałem się m.in. do Tacx Bushido i Elite Turbo Muin Smart B+ jako opcji ekonomicznych. Pierwszy, mimo że oferował wszystko co trenażer powinien oferować, został odstrzelony już na starcie ze względu na hałas. Drugi, mimo że cichy, to kompletne nieporozumienie - co to za trenażer, na którym żeby zasymulować podjazd trzeba wrzucać twardsze przełożenia (bo sam trenażer większego oporu mi nie zafunduje)?

Moim zdaniem minimum przyzwoitości to Vortex Smart (lub każdy inny oferujący takie same ficzery). Oczywiście jeśli ktoś mieszka w domu albo ma w bloku uber tolerancyjnych sasiadów i jest w stanie ścierpieć na co dzień sesję treningową z hałasem porównywalnym do rozkręconej na full mocnej suszarki do włosów.

Kupowanie byle czego żeby tylko mieć to strata kasy - wiele nie zaoferuje i za chwilę będzie wkurzać ze względu na swoje ograniczenia. Lepiej spiąć poślady i uciułać brakującą kwotę na coś przyzwoitego albo wziąć na raty.

Szanujcie swoje pieniądze - jak ktoś nie śpi na forsie to powinien kupować jak najdroższe rzeczy, które długo i dobrze posłużą... bo nie stać go na wywalanie kasy na byle badziewie, które za chwilę się zepsuje albo przestanie spełniać oczekiwania.

Edytowane przez kavoo
Odnośnik do komentarza

Nie byłbym aż tak restrykcyjny w opiniach, ale trochę racji masz. Generalnie wydaje się, że trenażer to takie urządzenie, które warto kupić albo najtańsze jeśli akceptujemy jego ograniczenia, albo ten z najwyższej półki.

Natomiast, kiedy czytałem, że trenażer, na którym trzeba wrzucać twardsze przełożenia żeby zasymulować podjazd to imitacja trenażera, to przypomniała mi się złota myśl mojego Dziadka - "od tego dobrobytu to już się młodzieży w d* poprzewracało", bez urazy ;) To trochę tak, jakby powiedzieć, że telefon bez aparatu fotograficznego to imitacja telefonu - a jest przecież dokładnie na odwrót. Podobnie z kulturą brania na raty "bo jestem na to za biedny". Ja tam wychodzę z założenia, że kupuję to, na co mnie stać, a nie, że stać mnie na to, co kupuję. To, co proponujesz, tak na marginesie, to pierwszy krok do problemów z kasą. 

Odnośnik do komentarza
30 minut temu, MZoltowski napisał:

"od tego dobrobytu to już się młodzieży w d* poprzewracało", bez urazy ;)

Napisałbym coś na temat tego d z gwiazdką w kontekście odbytej dosłownie przed chwilą privowej pogawędki z adminem... ale nie będę się nad logiką pewnych forumowych rozwiązań pastwił ;)

Wracając do tematu. Dla mnie sprawa jest prosta. Jak jadę w realu i dojeżdżam do podjazdu, to robi się coraz ciężej więc zrzucam przełożenie na lżejsze żeby nie stanąć jak koń w śniegu. Rozwiązanie, w którym muszę wrzucić cięższe przełożenie po to, żeby udawać że podjeżdżam, uważam za nieco humorystyczne ;)

A co, jeśli w takim np. Zwifcie podjazd zaczyna się od 4%, po czym rośnie do 12% żeby tuż przed samym szczytem wyluzować do 7%? Mam zmieniać obciążenie trenażera manetką na zasadzie "najpierw na 3, potem dam na 10 a na koniec 5"? A jeśli nie mam manetki, bo trenażer jest fluidowy (jak np. turbo młynek od Elite) to na którą zębatkę z tyłu mam zrzucić? To są rozwiązania dobre do tego, zeby sobie popedałować dla zabawy w domu, nie potrenować :P

A jeśli przygotowuję się do wyścigu i chcę przećwiczyć dany podjazd w oparciu o plik GPX wygenerowany z Google Maps albo po prostu do jakiegoś segmentu Stravy, którym chcę się sprawdzić? Jak mam na takiej imitacji trenażera ustawiać obciążenie? Na oko? :D

Syrliesli - używanie określenia "trenażer" w przypadku takich urządzeń jest mocno mylące - nie mają one nic wspólnego z trenowaniem. Takie urządzenia moim zdaniem powinno się nazywać mianem "pedałerów"... bo nadają się tylko do pedałowania, nie trenowania ;)

Oczywiście to moje zdanie i nie każdy musi się z nim zgadzać - dokłądnie tak samo, jak ja nie muszę się zgadzać ze zdaniem odmiennym B|

PS.
Nie demonizowałbym rat czy kredytów. Wszystko jest dla ludzi*.

*) Rozumnych ludzi.

Edytowane przez kavoo
Odnośnik do komentarza
11 minut temu, kavoo napisał:

Dla mnie sprawa jest prosta. Jak jadę w realu i dojeżdżam do podjazdu, to robi się coraz ciężej więc zrzucam przełożenie na lżejsze żeby nie stanąć jak koń w śniegu. Rozwiązanie, w którym muszę wrzucić cięższe przełożenie po to, żeby udawać że podjeżdżam, uważam za nieco humorystyczne ;)

Nie widzę w tym w sumie niczego śmiesznego. Na trenażerze masz odbyć trening, wykonać zadaną pracę. Da się zrobić trening siłowy, tempowy, rozjazd, interwały, whatever, zarówno na trenażerze za 500 zł jak i takim za 5000 zł. IMO celem trenowania na trenażerze jest stanie się lepszym kolarzem, tylko tyle i aż tyle. Co więcej, uważam, że lepszym rozwiązaniem jest dobrze ułożony trening na zwykłym, najtańszym nawet trenażerze niż jeżdżenie "w pałę" na mega zaawansowanym "turbomłynku". 

W sumie możnaby też odwrócić kota ogonem - za nieco humorystyczne można też uznać podejście, wg którego wydajesz 10 razy więcej kasy po to, żeby zrzucać biegi a nie je podrzucać ;)

Ale co do Zwift to zgadzam się, że jeżdżenie tam (nie trenowanie, nie mylmy pojęć) na trenażerze który automatycznie nie zmienia oporu po prostu nie ma sensu. Masz 100% racji. 

11 minut temu, kavoo napisał:

A jeśli przygotowuję się do wyścigu i chcę przećwiczyć dany podjazd w oparciu o plik GPX wygenerowany z Google Maps albo po prostu do jakiegoś segmentu Stravy, którym chcę się sprawdzić? Jak mam na takiej imitacji trenażera ustawiać obciążenie? Na oko? :D

A jeśli w dniu zawodów będzie mocno wiało w twarz to co Ci da przećwiczenie tego podjazdu w oparciu o plik GPX z nawet precyzyjnie odwzorowanym nachyleniem? :) 

11 minut temu, kavoo napisał:

Napisałbym coś na temat tego d z gwiazdką w kontekście odbytej dosłownie przed chwilą privowej pogawędki z adminem... ale nie będę się nad logiką pewnych forumowych rozwiązań pastwił ;)

A tę figurę retoryczną uwielbiam - "ja Ci nie będę przypominał, że wisisz mi 100 zł" :D I to żaden przytyk, sam jej czasem używam, po prostu jest urocza ;)

 

EDIT - co do symulowania podjazdów.

Nie zapominajmy, że nadal jest to tylko ich symulowanie. Wjedziesz na prawdziwy podjazd i okazuje się, że mięśnie stabilizujące, łańcuchy mięśniowe na plecach, zwłaszcza na odcinku lędźwiowym, oraz mięśnie tyłka, działają inaczej, środek ciężkości układa się inaczej i jedziesz zupełnie inaczej, niż ma to miejsce na najlepszym nawet trenażerze :)

Edytowane przez MZoltowski
Odnośnik do komentarza
4 minuty temu, MZoltowski napisał:

Ale co do Zwift to zgadzam się, że jeżdżenie tam (nie trenowanie, nie mylmy pojęć) na trenażerze który automatycznie nie zmienia oporu po prostu nie ma sensu. Masz 100% racji.

Każdy wychodzi z własnego punktu widzenia. Ja trenuję w Zwifcie na planach treningowych automatycznie ustalających obciążenia na podstawie mojego FTP. Dolicz do Zwifta inne możliwości (już bardziej "for fun") jak RLV od Tacxa czy podobne historie np. w Kinomap albo FulGaz - braki tanich "pedałerów" są naprawdę ogromne.

 

A jeśli w dniu zawodów będzie mocno wiało w twarz to co Ci da przećwiczenie tego podjazdu w oparciu o plik GPX z nawet precyzyjnie odwzorowanym nachyleniem? :)

Jeśli będzie mi wiało w twarz, to po minieciu kolejnej agrafki będzie mi wiało w plecy i się wyrówna ;) A tak poważnie - wiadomo, że na wiatr czy deszcz sie nie poradzi. Ale tak samo się nie poradzi na "pedałerze" bez symulacji procentów podczas trenowania na ślepo jak dziecko we mgle ;)

14 minut temu, MZoltowski napisał:

A tę figurę retoryczną uwielbiam - "ja Ci nie będę przypominał, że wisisz mi 100 zł" :D I to żaden przytyk, sam jej czasem używam, po prostu jest urocza ;)

Aj tam, aj tam... taka niewinna aluzja ;)

  • Pomógł 1
Odnośnik do komentarza
Przed chwilą, kavoo napisał:

Każdy wychodzi z własnego punktu widzenia. Ja trenuję w Zwifcie na planach treningowych automatycznie ustalających obciążenia na podstawie mojego FTP. Dolicz do Zwifta inne możliwości (już bardziej "for fun") jak RLV od Tacxa czy podobne historie np. w Kinomap albo FulGaz - braki tanich "pedałerów" są naprawdę ogromne.

 

Jeśli będzie mi wiało w twarz, to po minieciu kolejnej agrafki będzie mi wiało w plecy i się wyrówna ;) A tak poważnie - wiadomo, że na wiatr czy deszcz sie nie poradzi. Ale tak samo się nie poradzi na "pedałerze" bez symulacji procentów podczas trenowania na ślepo jak dziecko we mgle ;)

Aj tam, aj tam... taka niewinna aluzja ;)

Zaczynamy drobić w kierunku konsensusu ;)

Dlatego właśnie ja, mając taki "pedałer" nie trenuję na Zwift a za pomocą Maximum Trainer. Nie potrzebuję widoków wygenerowanych grafiką komputerową i symulowanych podjazdów, najważniejsza jest moc + kadencja, bo to determinuje u mnie efekt w postaci postępu w treningu. Kiedy robię sesję siłową to podobnie - zmniejszam kadencję, zwiększam moc czy trzymam moc a zmniejszam kadencję. Tylko wyobraźnia twórcy treningu nas tu ogranicza. 

Jasna sprawa, że na "pedałerze" nie zasymulujesz podjazdu w takiej formie, w jakim podjeżdżasz go w rzeczywistości, ale z przyczyn, które podałem "w edicie" to poprzedniego posta uważam, że na hiper mega zaawansowanym trenażerze też tego nie zrobisz. Trochę, jakby krytykować Friela za to, że proponuje ćwiczenia na siłowni, a siłownia nie symuluje podjazdu ;)

Na trenażerze robimy przygotowanie ogólne, w tym również siłowe, jeśli natomiast chcesz się przygotować konkretnie do danych zawodów, to choćbyś nie wiem jakie urządzenie miał, to treningu dedykowanego do zadanej trasy nie zrobisz. Musisz znaleźć w okolicy podobnie ukształtowany teren i go katować, bo jazdy na zewnątrz nic nie zastąpi. Oczywiście, wiedząc, że na trasie mojego najbliższego wyścigu jest podjazd o długości 1 km o nachyleniu X% można się zabawić na trenażerze, i robić sesję np. 5 min na progu z kadencją 60 a potem dokręcasz jeszcze 5 minut na progu już "normalnie", jednak uważam, że tutaj znowu moc + kadencja są istotne, a nie sam opór jaki idzie z trenażera. I tak pewnego progu na podjeździe przekroczysz, niezależnie od tego, czy będzie to podjazd 2% czy 10%, różnica będzie tylko w prędkości. Nie potrzeba do tego drogich zabawek, zaręczam, bo sam na taniej zabawce tak zimę przepracowałem i efekty są takie, jak oczekiwałem. 

Odnośnik do komentarza
3 minuty temu, MZoltowski napisał:

Zaczynamy drobić w kierunku konsensusu ;)

If ju sej soł ;) Ja po prostu preferuję wygodę i prostotę rozwiązań. Wolę sprzęt, który zdejmuje ze mnie brzemię kombinowania jaki opór dobrać żeby coś podczas treningu zasymulować albo z jaką mocą i ile czasu muszę pedałować, żeby przerobić założone interwały. Ustawiam co chcę, odpalam trening i mam wszystko w d* (jak to zgrabnie i bez konsekwencji :P parę postów wyżej określiłeś ;)) Moge się skoncentrować wyłącznie na najistotniejszym - na pedałowaniu. Resztę robi za mnie trenażer.

Oczywiście wszystko (no, prawie) da się zrobić na tanim "pedałerze"... ale to trochę jak wykonywanie skomplikowanych obliczeń na kartce z ołówkiem w ręce. Ja wole sięgnąć po kalkulator - szybciej, wygodniej i precyzyjniej B|

A tak naprawdę i tak najważniejszym kryterium wyboru trenażera w moim przypadku był poziom hałasu przy zachowaniu określonych funkcji, bo mieszkam w gierkowskim bloku z dużej płyty. Co zresztą nie do końca się udało... bo jak koło zamachowe na zjazdach rozbuja się do 60 kmh czy wyżej, to telewizor zagłusza ;) Na szczęście sąsiedzi nic nie słyszą.

Odnośnik do komentarza

A ja za diabły nie wiedziałbym co z sobą zrobić, gdybym nie musiał kontrolować mocy i kadencji na trenażerze - i ot z tej różnicy podejść wynikła różnica zdań ;) Z czasem nawet solidny audiobook przestaje wystarczać.

No ja miałem o tyle dobrze, że poziom hałasu nie miał dla mnie znaczenia, bo i tak kręcę w oddzielnym budynku, zupełnie niezamieszkanym więc lotto. A i tak ustrzeliłem cichą sztukę jak się okazało ;)
Co do d*, to wygwiazdkowałem, choć nawet prof. Bralczyk stwierdził, że to nie wulgaryzm, a samo słowo jest "poczciwym określeniem tylnej części ciała służącej do siedzenia", jak wiadomo, przezorny zawsze ubezpieczony :ph34r:

Odnośnik do komentarza

Panowie nie zapominajcie też o tym, że trenażery tańsze z tzwm mocą nie mają miernika mocy. Moc jest estymowana ( jak to mądrze brzmi :) 

Tak więc stosując trenażer typu Satori z czujnikami kadencji i predkosci w programie np TrainerRoad mamy tak samo "wyliczoną" moc jak na np. Vortexie.

Jeździłem i na Satori, i na Vortexie... mam pomiar Stages... zawsze wyliczana moc różniła się od mocy podanej z miernika. Mało tego nie można ustawic stałego współczynnika błędu, bo wielkość błędu się zmienia.  Raz Vortex zawyża moc o 40W, czasem 15W a czasem zaniża o 20W.

Najrozsądniejsze rozwiązanie z tych dokładnych i tańszych to miernik mocy i trenażer manualny z manetką.

Odnośnik do komentarza

Ja polecam tacx vortex smart, moze nie do treningow jak koledzy mowia ale do ZWIFTA jest w sam raz.

U naszych zachodnich sasiadow do kupienia za okolo 300e.

jezeli szukasz czegos bardzo taniego ale z tacx'a to polecam Tacx Blue Motion LTD Yellow Jersey tez od niemocw

https://shop.zweirad-stadler.de/index.php?cl=details&anid=6f1044f9cd51d466d07ebe610bf6cc82&force_sid=p77hgl7597pngs94hc16ml10r0

pozdrawiam

Odnośnik do komentarza

Problem z Tacxem od Niemców jest taki, że w przypadku naprawy gwarancyjnej Velo (dystrybutor Tacx w Polsce) odeśle cię na sam czubek drzewa... tzn. do tych samych Niemców, u których kupiłeś. A problemy z trenażerami z rolką oporową czasami się zdarzają.

Odnośnik do komentarza

Warto też pamiętać, że niestety Tacx ma tą smutną przypadłość że bardzo często luzuje się metalowa obejma na rolce co powoduje straszny hałas. Oczywiście jeśli trenażer jest na gwarancji to zostaje to szybko naprawione przez producenta ale jak napisał przedmówca może być to problematyczne.

Inną trochę droższa opcja jest kupno w Decathlonie. Vortex w starszej wersji jest tam jeszcze dostępny a w przypadku jakiejkolwiek usterki oddają całość kasy za trenażer. 

Odnośnik do komentarza

Zacznijmy może od tego czy watowanie da jakieś wymierne korzyści amatorowi. Zwłaszcza jeśli mowa o watach wyliczanych na podstawie wagi i prędkości. Są to raczej wartości które podpowiedzą jaki mocny jesteś ale dla samego treningu nie ma to żadnego zastosowania.
Faktycznie, lepiej wydać kasę na dobry trenażer "analogowy", czujnik prędkości i kadecji oraz pulsometr i trenować z realnymi wartościami

 

Odnośnik do komentarza

Jeśli chcesz mieć w miarę realistyczne moce to minimum to Vortex Smart. Przy odpowiednim ustawieniu chłodzenia i kalibracji zaskakująco dokładnie estymuje moc.

 

Unikaj jak ognia czegokolwiek z Misuro B+ od Elite. Po pierwsze przystawka ta, wbrew temu co pisze się w ofertach sklepów, nie liczy mocy dla najtańszych trenażerów magnetycznych (np. Novo Force). Po drugie moc którą wylicza dla trenażerów, z którymi faktycznie współpracuje, jest zazwyczaj z kosmosu. Od Elite'a tylko Kura albo Drivo. Jest jeszcze Rampa ale z nią może być różnie.

Odnośnik do komentarza
Dnia 10.04.2017 o 08:34, MZoltowski napisał:

Pamiętajcie tylko chłopaki, że wirtualny pomiar mocy, zawsze pozostanie wirtualnym pomiarem mocy i nigdy nie będzie w pełni wiarygodny :)

Tacx Vortex, porównywane z pomiarem Stages. Różnica (Tacx zaniża) około 2-3%, czyli tak jak podaje producent. Trzeba przy tym pamiętać o właściwym ciśnieniu w oponie, czystej rolce, i kalibracji trenażera. 

Tak naprawdę to nie jest istotna nawet rzeczona rozbieżność. Jeśli realizujesz dany plan treningowy na trenażerze to i tak generowana moc jest bezwzględna. Raczej tutaj chodzi o monitorowanie postępów treningowych niźli dokładność samego pomiaru. 

Edytowane przez Wojtek_S
  • Pomógł 2
Odnośnik do komentarza
19 godzin temu, Wojtek_S napisał:

Tak naprawdę to nie jest istotna nawet rzeczona rozbieżność. Jeśli realizujesz dany plan treningowy na trenażerze to i tak generowana moc jest bezwzględna. Raczej tutaj chodzi o monitorowanie postępów treningowych niźli dokładność samego pomiaru. 

Dokładnie tak - przy zachowaniu powtarzalności warunków z każdym, nawet najtańszym, trenażerem można trenować jak z pomiarem mocy :) 

  • Pomógł 1
Odnośnik do komentarza
  • 1 rok później...

Hej,

przymierzam się do zakupu i trenażera i komputera rowerowego (GPS, czujnik kadencji, pulsometr + inne bajery). Czytając Wasze wypowiedzi wyżej zauważam, że jeśli się chce zaoszczędzić kasę, to można odpuścić sobie mądry trenażer i kupić "analogowy" i dla pomiarów korzystać z wypasionego komputera? I teraz pytanie: czy mądrze zauważam?

Zastanawiam się nad Elite Qubo Power Mag Smart B+, bo jest dość przystępnej cenie, ale nie podjęłam jeszcze decyzji.

Co do komputera pokładowego, i tego jestem pewna, będzie to Lezyne Micro C + kadencja + pulsometr. 

Będę mega wdzięczna za jakieś porady, gdzie zaoszczędzić pieniążka. O ile się da :) 

Odnośnik do komentarza

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×
×
  • Dodaj nową pozycję...