Skocz do zawartości

[FELIETON] Słów kilka o wsparciu technicznym Garmina


Gość

Rekomendowane odpowiedzi

Na początku trzeba upaść, potem jest z górki

Choć może nie wydaje się to takie oczywiste na początku. I będzie bolało. Ale chyba, koniec końców, warto. Tak czy siak, stało się - w wyniku spektakularnej gleby kreślący te słowa bezpardonowo zniszczył swojego Garmina, model smartwatch Vivoactive (a także odniósł całą serię innych obrażeń, tak na ciele jak i - co tu kryć - umyśle, ale przede wszystkim na dumie). No popękała szybka urządzenia w malowniczą pajęczynkę i już, a że głównie przez ekran dotykowy przebiega interfejs tego urządzenia, to skorzystanie z jego opcji stało się niemożliwe z powodu braku dostępu. Przysłowiowa "no i dupa": uszkodzenie mechaniczne, a więc nie podlega to gwarancji, a w żadnym punkcie serwisu telefonów ani RTV nie chcieli się tym zająć, "bo nie ma części", "bo to się panu nie opłaci, lepiej kup se pan nowego", itp, itd. Wartość tego urządzenia na stronie Garmina to 249 euro. Ja kupiłem go na dzikiej promocji w jednym z eletromarketów w cenie 499 PLN. Promocja wynikająca z faktu, że wycofują już ten model, robiąc miejsce dla modelu wyższego, z wbudowanym pomiarem tętna. Niby dużo taniej. Ale i tak nie chciałem kupować nowego. Myślałem nawet, żeby może jak już kupować, to model nowszy, wyższy - Vivoactive HR (dużo rzeczy i funkcjonalności ma zmienionych, ale przede wszystkim ma dodany pomiar pulsu z nadgarstka). Ale Vivoactive HR na stronie Garmina stoi po 269,99 euro, a mi najtaniej udało się go znaleźć za 949 PLN. Chciałbym. Ale szkoda mi kasy na kolejny gadżet. 

Jak trwoga to do support center Poland

Postanowiłem więc płaszczyć się i błagać w samym Garminie, aby zechcieli mi jakoś wymienić tę szybkę na nową - reszta funkcji zdawała się funkcjonować poprawnie, mogłem go normalnie ładować i zgrywać aktywności przez kabel USB, wszystko było ok. Poza szybką. Nie musiałem błagać ani tym bardziej się płaszczyć. Osoby po drugiej stronie infolinii - za każdym razem miłe, cierpliwe i aktywnie szukające najlepszego rozwiązania. Kilka rozmów z nimi odbyłem (wcześniej jak miałem problem ze skonfigurowaniem aplikacji Garmin Express na moim komputerze, potem w sprawie zgłoszenia tej wyżej opisanej szkody, następnie gdy upierdliwie dopytywałem się jak tam postępy w mojej sprawie, mimo, że do upłynięcia terminu na rozpatrzenie Garmin miał jeszcze trochę czasu), za każdym razem z innym pracownikiem, ale za każdym razem trafiłem na miłego, sympatycznego i rzetelnie podchodzącego do tematu człowieka. Jak czegoś nie wiedzieli - sprawdzali. Dopytywali innych. Szukali rozwiązania tak, żeby było dobrze wszystkim. Mi było.

Urządzenia nie naprawili. Ale.

Nie udało się naprawić urządzenia. Jako że zniszczenie wynikło z mojej winy, nie mogłem dostać nowego od producenta. Pan z Garmina zaproponował mi jednak inne rozwiązanie - dopłacam 378 PLN w ramach usługi serwisowej i w ten sposób wyślą mi nowe urządzenie, z nową gwarancją na dwa lata. Niby fajnie. Ale 378, plus uprzednie 499, to już razem 877 to już prawie cena Garmina Vivoactive HR, tego model wyżej, z pomiarem tętna, wystarczy dorzucić stówkę. Cholera. No ale jakbym tak się zdecydował kupić Vivoactive HR, to płacę dziewięć stów, a tamtych pięciu nikt mi przecież nie odda. No więc ok, biorę co mi dają. Przystaję na tę propozycję, odsyłam porozbijane urządzenie i robię przelew. I czekam, bo Garmin zastrzega, że od otrzymania zepsutego smartwatcha mają dziesięć dni na wykonanie operacji.

Dziesięć to dziesięć. Ale dzwonię po siedmiu

Kolejna miła osoba w słuchawce sprawdza co tam z moim urządzeniem, okazuje się, że Garmin wymienił mi zegarek na całkiem nowy bez zastrzeżeń, kasę przyjęli i zafakturowali, a przesyłka czeka, aż kurier ją odbierze. Pan sprawdził jeszcze numer przesyłki na stronie firmy kurierskiej, a potem podał mi ten numer, żebym sobie mógł śledzić sam w każdej chwili. Ani przez chwilę nie wykazał się pan nawet cieniem zniecierpliwienia, mimo, że mieli jeszcze czas na dokonanie operacji. 

W końcu dotarła paczka. Ale w środku nie było nowego Garmina Vivoactive

Był za to nowiuteńki Garmin Vivoactive HR. Z pomiarem tętna, ładniutki, świeżutki, elegancki, fantastyczny. Model wyższy. Za niecałe cztery stówy dopłaty plus zniszczony Garmin Vivoactive. Miła niespodzianka. Cała sprawa przebiegła szybko i fachowo, na żadnym etapie nie miałem poczucia, że zostałem z problemem sam. Czułem za to, że naprawdę chcą mi pomóc, a Garmin support naprawdę oznacza wsparcie. Nie mam w tym żadnego interesu, ale szczerze polecam wam tę markę. Ja się nie zawiodłem, wręcz przeciwnie.

 

Edytowane przez Gość
Odnośnik do komentarza

Pogratulować tylko szczęścia. Pewnie dla nich to niewielka różnica w koszcie produkcji, a klient zadowolony :) pozostaje też opcja, że zwyczajnie nie mieli starszego modelu na stanie :D 

Odnośnik do komentarza

Dobrze wiedzieć. Mi ostatnio licznik Garmina przyładował w przystanek tak, że odleciał z kierownicy (rower stał, a potem się przewrócił). Na szczęście nic się nie stało, ale w razie czego, będę od razu uderzać do serwisu Garmina. Zaczął mi też ostatnio pulsometr Garmina szwankować - spróbuję przeczyścić styki, a jeśli to nie pomoże, to się zgłoszę do tych miłych ludzi.

Odnośnik do komentarza

Serwis i pomoc Garmina należą już do legendarnych. A na pewno w moich oczach. Jesteś już kolejną osobą, która opowiada podobną historię. Znajomy i jego znajomi wysyłali w ten sposób zniszczone liczniki i po dopłacie dostawali wyższe modele. Obsługa na absolutnie najwyższym poziomie. Produkty absolutnie premium. Co więcej, mi także się to zdarzyło. Kupiłem mocowanie kamery Virb Ultra 30 na kierownicę i ... złapałem jak ciapciak podczas montażu. Zadzwoniłem, powiedziałem, że złamałem przy pierwszym montażu i podejrzewam słaby materiał w produkcji. Wysłałem, odesłali drugi komplet, nawet nie musiałem wszystkich części pakować do pudełka, przez co mam kilka zapasowych śrubek. Serwis w Szwajcarii :)

Odnośnik do komentarza

Trochę stary temat, ale co mi tam. Też miałem przygodę z Garminem. Był to Etrex 30, głupiał w nim kompas. Kazali przysłać do serwisu, to posłałem i następnego dnia po wysyłce dostałem nowego. Sam fakt przysłania mi nowego urządzenia ucieszył, ale nie zdziwił, natomiast nie mogłem wyjść z podziwu co do tempa, bo przesyłkę do mnie musiał odebrać ten sam kurier, który zawiózł im mojego Etrexa. Ot, dobrze działająca firma! :)

  • Pomógł 1
Odnośnik do komentarza
3 godziny temu, Pietern napisał:

Trochę stary temat, ale co mi tam. Też miałem przygodę z Garminem. Był to Etrex 30, głupiał w nim kompas. Kazali przysłać do serwisu, to posłałem i następnego dnia po wysyłce dostałem nowego. Sam fakt przysłania mi nowego urządzenia ucieszył, ale nie zdziwił, natomiast nie mogłem wyjść z podziwu co do tempa, bo przesyłkę do mnie musiał odebrać ten sam kurier, który zawiózł im mojego Etrexa. Ot, dobrze działająca firma! :)

I w dodatku jak rozumuję sprawę rozwiązał lokalny serwis, a nie centrala. Imponujące!

Odnośnik do komentarza

Dokładnie tak. Oni nawet wysłanego egzemplarza nie oglądali, nie mieli kiedy. Ja na początku myślałem, że to wróciła moja przesyłka, z jakichś tam powodów. I nawet chyba coś brzydkiego sobie pomyślałem. A tu taka siupryza. Była wtedy jakaś większa afera z tymi kompasami i być może byli przygotowani na wysyłkę zwrotną, reklamowanych urządzeń. Sprawa do odnalezienia na forum Garniak.

Odnośnik do komentarza

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×
×
  • Dodaj nową pozycję...