Skocz do zawartości

Overfly Zing - moje odczucia


Piotr Morawski

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Witam.

Chciałem się podzielić moimi odczuciami po zakupie 2 miesiącach i ponad 1000 km jazdy. Nie ukrywam, że kupiłem go po silnym wrażeniu jaki wywarł na mnie film Daniela szalejącego na tym składaku po Łodzi :). Długo myślałem o czymś na dojazdy do pracy – 12.5 km. Wiele lat jeździłem Kellysem Viper 1, a w końcu Marinem Bobcat. Teren mocno pagórkowaty, strome podjazdy i zjazdy, głównie asfalt. Czyli te „górale” raczej bez sensu. Wszyscy mnie wyprzedzali co nie było przyjemne. Rasowe elektryki mają dla mnie zaporowe ceny. Konwersja, któregoś z moich starych rowerów to też 4000 do 5000 zł. Nie byłem również przekonany, że to wszystko będzie dobrze działać.

Zing skusił mnie przede wszystkim możliwością składania i niską ceną. Przedstawiciel firmy długo i dokładnie wszystko mi wyjaśnił. Okazało się również, że korzystniej będzie rower kupić przez lokalny sklep, niż prosto ze strony.

Pierwsza przejażdżka to prawdziwy szok. Nie dowierzałem licznikowi, ze osiągam takie prędkości jadąc pod górę. Droga do pracy skróciła się z 50 min do 30 min. Samochodem jadę 20 minut, tyle, że inną trasą.

Jazda rowerem jest dosyć przyjemna, sylwetka wyprostowana. Nie przyjemne jest natomiast uczucie gdy się chcę pojechać szybciej niż prędkość wspomagania. Opór wydaje się być ogromny. Gdy całkiem się wyłączy wspomaganie, wrażenie nie jest aż tak mocne. Coś jakby jechać obładowanym Wagantem z lat 80-tych. Wspomaganie można regulować w szerokim zakresie. Teoretycznie ma działać do 40 km/h. U mnie jednak nie działa. Gdy jest ustawione na 25 km/h, silnik bardzo powoli zabiera się do pracy. Gdy rozpędzę się z góry do np. 40 km/h (co nie jest, żadnym problemem), przy kolejnym podjeździe muszę czekać aż rower zwolni do 20 km/h i wtedy dopiero silnik rusza. Przy ustawieniu na 40 km/h rusza od razu. Oprócz ustawienia prędkości mamy 5 stopni wspomagania, co wydaje mi się nie potrzebne. Przy dojeździe do skrzyżowania, muszę 5 razy kliknąć aby zeszło do „0”. Jeśli tego nie zrobię, rower lubi się wyrwać do przodu, gdy nieopacznie zakręcę korbą przy zmianie biegu. Przy małych prędkościach, spokojnie można jeździć bez prądu. Mnie wystarczyłby jeden guzik, pełna moc pod górę i zero w dół.

Osprzęt niestety jest niskiej klasy (dlatego pewnie rower jest taki tani). Z tyłu wolnobieg z 7 tarczami i przerzutka Tourney. Ciężko ją poprawnie ustawić, choć jeżdżąc na prądzie nie trzeba jej używać. Fajna jest natomiast obrotowa manetka, jeden ruch i przelatuje wszystkie biegi. Hamulce a zwłaszcza klocki są bardzo kiepskie. Miedzy nimi a Deorkami w Marinie jest ogromna przepaść. W przyszłości wymienię je na V-breaki Deore. Mam takie w Kellysie i fajnie działają. Tarczowych niestety nie da się zamontować. Silnik ma możliwość dokręcenia tarczy. Jednak na ramie ani widelcu nie ma możliwości przykręcenia hamulców.

Osobiście w ogóle nie przeszkadzają mi 20 calowe koła. Jedzie się jak na normalnym rowerze. Wjechałem nim na mały szczyt Dębowiec w Bielsku - Białej, przejechałem kilka razy ścieżką „Cyganka” (taka dla dzieci), no i z tego Dębowca po kamieniach dojechałem do Wapienicy. Też się da. Ogólnie pod górę bez problemu, gorzej w dół, głównie ze względu na hamulce.

Z długich wycieczek to dojechałem z Bielska do Węgierskiej Górki i z powrotem (ok. 80 km) oraz nad zalew Goczałkowicki (ok. 50 km). W obu tych wycieczkach wyłączałem wspomaganie na zjazdach na płaskim terenie. Nad zalew dojechałem właściwie bez prądu a wracałem rozkoszując się wygodą. Ani razu nie rozładowałem akumulatora całkowicie, choć obserwacja wskaźnika naładowania jest bardzo stresująca. On sam też nie do końca wszystko jasno pokazuje. Po przejechaniu np. 30 km, w trakcie stromego podjazdu pojemność baterii spada prawie do zera a na szczycie nagle mamy 3/4. Nie wyczułem tego jeszcze do końca.

Rower bardzo się przydaje do małych zakupów, zawiezienia i przywiezienia samochodu z warsztatu. Po złożeniu jest mniejszy ale nie całkiem mały. Mam Fiata lina, który ma wielki bagażnik i mały otwór. Niezbyt wygodnie się go wkłada i wyjmuje. No i ciężko coś jeszcze wtedy tam zmieścić. Na wakacje chyba raczej rozkręcę stary rower na 26, ułożę na płasko i zmieszczę jeszcze wiele bagażu. W samochodach typu kombi nie powinno być tych problemów.

Mimo wszystko uważam zakup Zinga za strzał w dziesiątkę. Benzynę ostatni raz brałem miesiąc temu. Czas dojazdu do pracy skrócił się drastycznie, nie stoję w korkach, nie martwię się o parking (chowam Zinga w pomieszczeniu na środki czystości), w zimie nie nawdycham się tyle smogu co zazwyczaj.

Co do awarii to były dwie. Przez pierwszy tydzień coś potwornie piszczało, a właściwie kwiczało jak świnka. Okazało się, że były to bardzo luźne szprychy w tylnym kole. Warto je sobie po zakupie dokręcić.

Druga była poważniejsza. Najechałem szybko na krawężnik tylnym kołem i z pozoru nic się nie stało. Nie zauważyłem, że uszkodziłem oponę. Po paru dniach nagle zaczęły pękać dętki. Wracając z pracy zabrakło mi 3 km na dojechanie do domu. Chciałem wezwać taxi a tu się okazało, że z rowerem mnie nikt nie weźmie. Nie dało się prowadzić roweru z przebitym tylnym kołem, ponieważ ciężar silnika powodował, że opona zaczęła spadać. Udało mi się zakleić oponę taśmą, włożyć ostatnią dętkę i doprowadzić rower pieszo. Trzeba dużo dętek wozić.

Jeżeli moje spostrzeżenia będą dla kogoś pomocne to się ucieszę.


 


 

 

  • Lubię to! 1
  • 1 miesiąc temu...
Opublikowano

Witamy  w  gronie   ''elektryków'' .

Taki wynalazek to raczej nie w góry . Na miasto super sprzęt .

  • 1 miesiąc temu...
Opublikowano

1590672663_Zdjcie2803.thumb.jpg.ca9f243015e8e0271fb98947b0e5aa38.jpg

🙂W góry to była tylko próba jego możliwości. Na co dzień jeżdżę nim tylko do pracy lub właśnie do miasta, Zaobserwowałem dziwne zjawisko. Powrót z pracy (12km) jest o wiele trudniejszy niż 60km niedzielna wycieczka. To chyba kwestia psychiki? Po górach i długie nizinne dystanse póki co robię na zwykłych rowerach. Dopóki starzy sił!!! Zwykłe rowery mają jeszcze tę przewagę, że nie muszę nerwowo patrzeć na wskaźnik poziomu baterii. Zing, niestety zbyt dużego zasięgu nie ma. Gdy doczekamy czasów, e-bike będą robić po 1000km na jednym ładowaniu weekendowa wycieczka nad morze będzie bardzo realna.

Zdjęcie2812.jpg Zdjęcie2817.jpg

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×
×
  • Dodaj nową pozycję...