pizzaq

Bory Tucholskie (TPK) czyli wschód do Fojutowa

Rekomendowane odpowiedzi

pizzaq

Północna trasa już opisana, więc pora na wschodnią. Plan miałem żeby pojechać naprawdę długą trasę zahaczającą o 100 lub więcej kilometrów. Cel jaki wybrałem to Fojutowo, miejsce gdzie krzyżują się dwa cieki wodne: Czerska Struga i Wielki Kanał Brdy, jest tam akwedukt, miejsce w środku niczego, a interesujące. Interesujący jest już sama Wielki Kanał Brdy i jego historia, odsyłam więc do dostępnych w internecie źródeł. Trafiłem tam rok temu razem z całą rodziną, jednak teraz chciałem dotrzeć tam sam wybierając nieco okrężną drogę w zróżnicowanym terenie odwiedzając inne ciekawe miejsca. Trasa wyszła tak:

Charzykowy-Stary Młyn-Funka-Bachorze-Drzewicz-Czernica-Męcikał-Duża Klonia-Zapora (Mylof)-Konigort-Modrzejewo-Rytel-Uboga-Koślinko-Końskie Błota-Fojutowo-Uboga-Rytel Zarzecze-Mała Klonia, dalej miałem jechać do Turowca-Męcikału i czarnym szlakiem do Charzyków. Jednak brak możliwości przejazdu zmusiły mnie do korekty, pojechałem więc dalej: Wędowo-Klosnowo-Funka-Stary Młyn-Charzykowy. Ogólnie trasa wyniosła 100 km wg Endomondo, 103 wg Stravy. Zakładam więc ze przejechałem 100 km. Opuściłem więc Zaborski Park Krajobrazowy i odwedziłem Tucholski.

https://www.strava.com/activities/1686048883

https://www.relive.cc/view/1686048883

Początek trasy do Drzewicza prawie identyczny jak pierwsza wyprawa, ze zmianą że za tzw. Piłą koło dębu Bartuś skręciłem w prawo w stronę Pętli Lipnickiego wzdłuż jeziora Płęsno, po dotarciu do czarnego szlaku skręciłem do Drzewicza wzdłuż jeziora Nierybno. W Drzewiczu przekroczyłem Brdę i skręciłem w stronę Męcikału wzdłuż jeziora Dybrzk. Mijając porządnie przygotowane obozy harcerskie dotarłem do Czernicy, stamtąd do Męcikału. Za Czernicą znalazłem pierwsze ślady ubiegłorocznego kataklizmu połamane drzewa i słupy telegraficzne, wydawało mi się że już dużo widziałem i wiele mnie nie zaskoczy. Ale się myliłem... Za Męcikałem planowałem pojechać brzegiem rzeki jadąc niebieskim szlakiem Brdy. Niestety szlak był bardzo zawalony drzewami i gałęziami, czyli powrót na drogę którędy biegnie szlak rowerowy. I tutaj był ciąg dalszy odkryć. Duuuuże połacie wyciętego lasu. Nie, nie wyciętego, połamanego w ubiegłorocznej nawałnicy  i obecnie uprzątanego. Droga częściowo piaskowa, w niektórych miejscach wzmocniona tłuczniem. Ciężko się jechało, ale dałem radę, dotarłem do Zapory czyli Mylofa. Podobno jest to jedna z najstarszych zapór w Polsce, ma tam początek Wielki Kanał Brdy (WKB). Po sesji zdjęciowej ruszyłem przez Konigort do Rytla. Coraz więcej śladów nawałnicy, zarówno na brzegach kanału, jak i po drugiej stronie Brdy. Rytel przejechany, przekraczam drogę krajową 22 i ruszam asfaltem w stronę Zapędowa i Ubogiej. Połamanych drzew wiele, piękna droga wzdłuż kanału, z pięknymi widokami. Po czym oczywiście się gubię, skręcam z drogi w stronę Fojutowa (tak myślałem), po czym okazało się że jadę w przeciwną stronę do Woziwody. Gdy się zorientowałem że pokręciłem ryszyłem na azymut w stronę Końskich Błot po koszmarnych piachach. Gdy myślałem że trudy się skończyły, trafiłem na jeszcze bardziej męczące piachy, konieczność przejazdu przez jakiś rów trasą quadów. Za przeszkodą wodną która była całkiem fajna moim oczom ukazał się stromy podjazd po piasku. Podjechać nie podjechałem, wtargałem tam rower, po czym walcząc z krzakami dotarłem do jakiejś przecinki i po zapasie klątw dotarłem do Fojutowa... A obok akweduktu puściutko, nikogo, cisza, pięknie. Godzina 8:50... Sukces w połowie: 60 km za mną, ale powrotu przez te piekielne piachy chciałem uniknąć. Czyli kombinacja którędy wracać. I świadomość że łatwo nie będzie. Wybór padł na zielony szlak do Rytla wzdłuż WKB. Do czasu bardzo przyjemnie. Po czym docieram w rejon pełen powalonych drzew, droga zryta przez ciężki sprzęt usuwający powalone pnie. Po przepychaniu się między pniami i gałęziami w pięknej scenerii gdzie drzewa stały normalnie koło Ubogiej docieram do szosy. Tutaj szybciej mogę jechać, docieram do Rytla, wybór trasy prze Rytel-Dworzec i Rytel-Nadleśnictwo. I tutaj dopiero zauważam ogrom zniszczeń. Ogromna przestrzeń bez drzew, tylko z nielicznymi ostańcami na których widać ślady wichury. Pojedyncze pnie mające 4-6 m i brak korony.... Przejeżdżam przez tory i szok. Jeszcze rok temu ten teren wyglądał tak: https://goo.gl/maps/By5rW2ce7Mk

W zdjęciach jest jedno z niemal tego samego punktu. Jadę dalej. Endomondo informuje mnie o kolejnych przejechanych kilometrach. A pustkowie się nie kończy... Widzę taratak, który na street view jest niemal niewidoczny zza drzew. Po bokach sterty pociętego, gotowego do wywózki drzewa. I kilometry wskakują... Dojeżdżam do końca asfaltu, twardo jadą do Małej Kloni. Są pojedyncze domy, które kiedyś były w środku lasu... Sytuacja się utrudnia: drogi gruntowe są w strasznym stanie, piach, porozjeżdżany na miałki pył, w końcu trafiam na fragment drogi w trakcie oczyszczania, więc zmieniam trasę i jadę na azymut. Mapa, nawigacja nic nie pomagają. Są drogi które były wcześniej w lesie. Ale potrafią się nagle kończyć. Są nowe drogi, nawet nie utwardzone, zakopuję się w piasku, słyszę samochody jadące szosą do Męcikału. Tylko dojechać do niej nie mogę.... Bo drogi się plączą, nie prowadzą tam gdzie potrzebuję. Zaczynam być coraz bardziej zmęczony, 80 km za mną, teren coraz cięższy, nawigacja na czuja.... W końcu docieram do szosy, przekraczam ją i przez las ruszam w stronę Klosnowa. okazuje się że niepotrzebnie, powinienem wybrać inną drogę, nieco w prawo i trafiłbym na ciekawe jeziora (Ostrowite, Zielone, Jeleń) które chciałem zobaczyć. Trudno, z Klosnowa jadę w stronę Drzewicza żeby ominąć następne piachy które na poprzedniej wyprawie strasznie mnie wymęczyły przed Starym Młynem. Przyjemną szutrówką jadę w stronę Funki, końcówka jednak po piasku i korzeniach. Sił coraz mniej, zniechęcenie mnie już bierze... Docieram przed Funką do Kaszubskiej Marszruty i stwierdzam że chrzanię: jadę do domu. Mijając tablicę Charzykowy z Endomondo wiem że przejechałem 95 km. Z jednej strony chcę już wracać, z drugiej do upragnionej setki brakuje tak mało. Szybka decyzja: cisnę przez Charzy szosą do ronda, potem w stronę jeziora żeby dojechać do Wolności (prawie) i wrócić promenadą. Plan dobry, ale dystans ciut za mały, będąc prawie pod domem słyszę: "przejechałeś 99 kilometrów w...." i mam ochotę kopnąć wszystko w diabły....Ale kręcę jeszcze trochę, w końcu słyszę upragnione "przejechałeś 100 kilometrów w 6 godzin i ileś minut". Dochodzę do wniosku że jadę do domu, na ulicy przed domem wita mnie młody z babcią i zastanawiają się gdzie mnie wyniosło, bo dziadek sprawdzał na udostępnionej lokalizacji gdzie jestem i mimo że byłem pod domem zniknąłem im (bo trzeba dobić do 100 ;) ).

Trasę przetrwałem, tyłek nie bolał i nie boli. Rower cały, tylko zakurzony. Kadencja przeciętnie 83. Jestem zadowolony. Jedyny problem to w trudnym terenie gdzie mocno wyszargało mnie i rower odpinała mi się torba, ale chyba jej mocowanie nie było liczone na ostrą jazdę po wertepach... Jakoś mam chętkę na kolejne 100 km w jednym kawałku. Tylko trzeba wybrać jakąś trasę ;)

drogowskaz1.jpg Drzewicz pokot.jpg Fojutowo dotarłem.jpg Fojutowo.jpg Męcikał pokot 2.jpg Męcikał pokot 3.jpg Mylof1.jpg pęd.jpg pod drogowskazem.jpg pokot1.jpg poranek w Funce.jpg przed Męcikałem.jpg Rytel pokot 2.jpg Rytel pokot1.jpg Uboga most 3.jpg Uboga most.jpg za Rytlem.jpg 36927789_1720602001327490_4650402949577572352_n.jpg 36927783_1720601411327549_2977924804566319104_n.jpg

Edytowane przez pizzaq

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się