Zima - ściana w pulsie, wyczerpanie


Łukasz Tkacz

Rekomendowane odpowiedzi

Łukasz Tkacz

Cześć,

w tym roku postanowiłem, że zamiast trenażera wolę jazdę na zewnątrz, tym bardziej że nie ma u mnie faktycznej zimy. Zderzam się jednak z czymś, co latem kompletnie mi nie doskwiera. Przykład z dzisiaj: temperatura jakieś 4-5 stopni, odczuwalna 2-3 stopnie, jazda 2h 15 minut, 57 km i 400 przewyższeń, sam asfalt. Pierwsza godzina ok, potem równia pochyła w dół - coraz mniejsze tętno, brak możliwości "dociśnięcia itd". Do domu to już doczłapanie się, w domu wyziębiony itd.. Nie mam pomysłu, z czego to może wynikać?

Ubranie chyba ok: bluzka-bielizna termo, na to bluza, na to kurtka jesienna. Do tego kominiarka. Dół zimowe spodenki rowerowe (są ok), ocieplacze na stopach (choć one nie marzną), na rękach jesienne rękawiczki (one po takim czasie już nieco zmarznięte). Jedzenia nie brałem, bo jadłem jakiś czas przed jazdą. Picia niewiele (500 ml w termicznym bidonie), bo jakoś zimą nigdy nie odczuwam specjalnej ochoty - może tu leży problem?

 

Te ściany są wkurzające i nie wiadomo co zrobić, aby w nie nie wpadać, nie mam pomysłu. Albo robić jazdy krótsze (np. godzina), ale za to intensywne, albo.. no właśnie co? Jestem zdecydowanie ciepłolubny, latem nie mam takich problemów, ale zarazem morsuję i tam jest ok. Do tego biegam, a powiedzmy ponad godzina biegu w temperaturze 2-3 stopni poniżej zera i takich problemów nie ma. Do tego puls przy biegu też żadnej ściany nie zalicza. 

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To picie to woda zwykła? Ja bym ponad 2h jazdy bez izotonika i czegoś do zjedzenia nie ogarnął, tym bardziej w niskich temperaturach gdzie na samo ogrzanie/regulacje temp. organizm zużywa dodatkową energie.

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Łukasz_P
13 minut temu, Łukasz Tkacz napisał:

Cześć,

w tym roku postanowiłem, że zamiast trenażera wolę jazdę na zewnątrz, tym bardziej że nie ma u mnie faktycznej zimy. Zderzam się jednak z czymś, co latem kompletnie mi nie doskwiera. Przykład z dzisiaj: temperatura jakieś 4-5 stopni, odczuwalna 2-3 stopnie, jazda 2h 15 minut, 57 km i 400 przewyższeń, sam asfalt. Pierwsza godzina ok, potem równia pochyła w dół - coraz mniejsze tętno, brak możliwości "dociśnięcia itd". Do domu to już doczłapanie się, w domu wyziębiony itd.. Nie mam pomysłu, z czego to może wynikać?

Ubranie chyba ok: bluzka-bielizna termo, na to bluza, na to kurtka jesienna. Do tego kominiarka. Dół zimowe spodenki rowerowe (są ok), ocieplacze na stopach (choć one nie marzną), na rękach jesienne rękawiczki (one po takim czasie już nieco zmarznięte). Jedzenia nie brałem, bo jadłem jakiś czas przed jazdą. Picia niewiele (500 ml w termicznym bidonie), bo jakoś zimą nigdy nie odczuwam specjalnej ochoty - może tu leży problem?

 

Te ściany są wkurzające i nie wiadomo co zrobić, aby w nie nie wpadać, nie mam pomysłu. Albo robić jazdy krótsze (np. godzina), ale za to intensywne, albo.. no właśnie co? Jestem zdecydowanie ciepłolubny, latem nie mam takich problemów, ale zarazem morsuję i tam jest ok. Do tego biegam, a powiedzmy ponad godzina biegu w temperaturze 2-3 stopni poniżej zera i takich problemów nie ma. Do tego puls przy biegu też żadnej ściany nie zalicza. 

W czasie takiego treningu wypijam przy takiej temperaturze litr iztonika (w lecie więcej) i zjadam powiedzmy 2 banany i batona musli (50 g węgli na godzinę treningu). Bez tego W MOIM PRZYPADKU nie da się zrobić treningu. Przed treningiem oczywiście 80-100 g węgli w posiłku. Nie ma glikogenu, nie ma jazdy. 

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Łukasz Tkacz

@Damios tak, zwykła woda. W zeszłym roku kompletnie odpuściłem kupne napoje na rzecz zwykłej wody, ew. izotonika własnej roboty, ale to już raczej tylko jakieś zawody jeśli się trafią. Wiem wtedy przynajmniej co piję i z perspektywy czasu uważam, że to był strzał w dziesiątkę. 

 

@Łukasz_P jak najbardziej rozumiem, tyle tylko że to i tak była raczej dosyć spokojna jazda. No i kurcze właśnie zima tak jakoś na mnie działa, że ani pić, ani jeść się nie chce. Jak jest cieplej to nie ma najmniejszego problemu aby to ogarnąć. Moje życiowe rekordy to 250 km / 2000m przewyższeń i 300 km / ~1300 m przewyższeń, oba w mniej niż 15 h i tam z regularnym jedzeniem problemu nie było.. ale to latem. Zimą to jak pchanie siebie na siłe. 

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
37 minut temu, Łukasz Tkacz napisał:

Cześć,

w tym roku postanowiłem, że zamiast trenażera wolę jazdę na zewnątrz, tym bardziej że nie ma u mnie faktycznej zimy. Zderzam się jednak z czymś, co latem kompletnie mi nie doskwiera. Przykład z dzisiaj: temperatura jakieś 4-5 stopni, odczuwalna 2-3 stopnie, jazda 2h 15 minut, 57 km i 400 przewyższeń, sam asfalt. Pierwsza godzina ok, potem równia pochyła w dół - coraz mniejsze tętno, brak możliwości "dociśnięcia itd". Do domu to już doczłapanie się, w domu wyziębiony itd.. Nie mam pomysłu, z czego to może wynikać?

Nie do końca rozumiem jakim masz problem. Jednak mamy zimę choć za oknem tego nie widać. Ja obecnie robię na szosie blisko 2 godz jazdy i z 600 do góry na dystansie ok 30km. Po tym czasie mam dość. Gdybym zwiększył dystans czyli bardziej płasko i szybciej to posądzam, że 1,5 godz to max. Oczywiście rozmawiamy o czymś takim jak trening. Gdy ubieram się cieplej czyli całkowicie zimowe buty, dużo cieplejsze spodnie, gruba czapka z resztą to już na jakimś wypadzie dalszym na spokojnie mogę wytrzymać sporo dłużej. Może kwestia ubioru choć z drugiej strony po co nakładać na siebie tyle ciuchów do takiej jazdy kiedy łatwo się przegrzać. Tego się nie robi. Kwestia picia specjalnie na takim dystansie między latem a zimą się nie różni więc tego nie zmieniasz. 

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Łukasz_P

Problem ma taki, że łapie bombę. Dla mnie to nie dziwne przy takim czasie bez jedzenia. No chyba, że to ja jestem jakiś dziwny hehe. 

@Łukasz Tkacz, trudno że nie chce Ci się jeść, bo to nie znaczy, że nie musisz. Ja to tylko czekam na moment kiedy coś zjem, bo po prostu lubię 🐷. Jeden je, żeby jeździć, a ja jeżdżę, żeby jeść 😀

  • Lubię to! 5
Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Problem jest taki, że w jakimś konkretnym czasie marznie. Mi marzną końcówki stóp i trochę palce rąk. Jak marznie mu całe ciało to coś jest nie tak z ubiorem. Trzeba się cieplej ubrać. Jedzenie i picie to kwestia indywidualna. Jeden to robi a drugi nie bo nie potrzebuje. 

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
26 minut temu, Łukasz_P napisał:

Problem ma taki, że łapie bombę. Dla mnie to nie dziwne przy takim czasie bez jedzenia. No chyba, że to ja jestem jakiś dziwny hehe. 

@Łukasz Tkacz, trudno że nie chce Ci się jeść, bo to nie znaczy, że nie musisz. Ja to tylko czekam na moment kiedy coś zjem, bo po prostu lubię 🐷. Jeden je, żeby jeździć, a ja jeżdżę, żeby jeść 😀

Raczej nie, chyba, że jest już nas dziwnych dwóch. Dla mnie taki objaw jaki autor opisuje to właśnie to co napisałeś, kończy się glikogen i lipa. Dla mnie to ewidentny objaw braku dostarczenia energii (węglowodanów) w trakcie. Ponad 2h na samej wodzie... Bez szans. Chyba, że ktoś jedzie cały czas w pierwszej strefie tętna i mocy to może... Oczywiście to do autora tematu skierowane, Ty wiesz o co kaman doskonale 😏

  • Lubię to! 1
Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jestem pewny, że jak ktoś już jeżdzi na dystansach 15 godz to doskonale zna swój organizm. Jak w lecie musi w trakcie 2 godz jazdy jeść i pić niezależnie czy dużo czy mało to jak nagle zimą tego nie robi to organizm się buntuje. 

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
de Villars

Bomba po 2h, na samej wodzie bez szans? Coś mi się nie wydaje. Dziś zrobiłem 70 km w nieco ponad 2h, bez żadnego jedzenia bo jakoś się zapomniało, w bidonie sama woda i nic mi nie było. Jak dla mnie problem @Łukasz Tkacz to jednak coś głębszego. A może po prostu zimowy dołek formy? Bywa, każdemu się zdarza. Nie da się utrzymywać formy cały rok.

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja w zimie mam to samo co Łukasz, odżywiam się tak samo, piję to samo, ale jak temperatura jest nie moja, to nic z tym nie zrobię. Dodam że najlepiej czuję się w temperaturach około +30. Ale mam kumpla który z kolei woli chłodniejsze warunki, jak sam mówi około +20, dyszka różnicy (dużo), także sama temperatura może robić różnicę .

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Kajgana

Ja mam podobnie. I wydaje mi się, że ma to związek z wychłodzeniem organizmu. Zimne mięśnie nie są tak wydajne jak rozgrzane. Więc poniżej 5 stopni wygrywa jednak trenażer.... 

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Łukasz Tkacz

No właśnie stąd ten temat - jasne, wiem jak jechać 15 godzin, ale latem. A zimą nie odczuwam pragnienia ani głodu, a jednak zmęczenie przychodzi i to tak "podstępnie" że nie czuje się tego dopóki nie chce się gdzieś nieco mocniej przycisnąć i okazuje się że... nie ma czym. Podobnie jak @bombka lubię wysokie temperatury i w nich mój organizm pracuje najlepiej. Chciałbym jednak uniknąć trenażera, bo nie przygotowuję się do jakiegoś sezonu najeżonego zawodami, raczej chodzi o utrzymanie formy, poza tym, coraz więcej biegam (a tam jak pisałem, ten problem w ogóle nie występuje). Oczywiście zgadzam się z tym, że niby powinno się jeść/pić... latem takie 2 godzinki to na pewno byłby banan lub dwa i wody gdzieś 2x 0,7l. 

Jeśli chodzi o uczucie chłodu to czuję tylko na dłoniach a i to nie od razu. Korpus, głowa itd, tu czuję się komfortowo w konfiguracji w jakiej jeżdżę - ani nie za gorąco, ani nie za zimno. Przy typowej zimowej kurtce kolarskiej pewnie byłoby mi już za ciepło. Ze stopami nie mam żadnych problemów, w te 2 godziny nie czułem na nich zimna. Nawet gdybym czuł, sposób na to jest super prosty: zatrzymać się, zrobić przebieżkę 100-150 metrów i jechać dalej. Na rowerze stopy za wiele nie pracują. 

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Łukasz_P

No to sam widzisz co zmieniasz przy treningu w zimie w stosunku do treningu latem. Przestajesz jeść. Dla mnie sprawa jest jasna. Trudno Ci jest coś w siebie wcisnąć, to pójdź w stronę żeli. Tak tak wiem, chemia 🙄. Samemu też możesz zrobić sobie żele i ładować je w opakowania po np. musie Kubusia czy coś w ten deseń. 

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Łabędź

Naprawdę można nie móc w siebie wcisnąć czegoś do jedzenia podczas dwóch godzin jazdy? 😉 

Jazda zimą moim zdaniem jest dużo kosztowniejsza dla organizmu energetycznie niż latem. Niższa temperatura zmusza ciało do walki o utrzymanie 36,6 z wykorzystaniem dużo większej puli zasobów niż w miesiącach cieplejszych. Do tego jadąc dodatkowo wychładza się organizm, więc "do pieca" trzeba dowalać jeszcze więcej. W praktyce - nawet jak stoisz i nic nie robisz, to i tak w zimie spalasz więcej niż latem. Bo ciepła odzież też nie grzeje Ci ciała innym ciepłem, niż to, które sam wyprodukujesz. To nie kaloryfer.

Zimą jedziesz w większej ilości ubrań. Jesteś więc cięższy. 😜 Ale przede wszystkim inna jest dystrybucja termiczna- nawet w najlepiej oddychających ciuchach zimowych organizm nie odprowadza tak, jak latem, nie oddycha tak, jak latem, nie ma tak swobodnych ruchów, jak latem. Dostępności tlenu w powietrzu nawet nie wspomnę, bo smog przeszkadza Ci tak samo na rowerze jak i w bieganiu. 

To, że nie chce Ci się pić, nie znaczy, że się nie odwadniasz, a to, że nie musisz czegoś zjeść, nie znaczy, że Twój organizm nie wywala na stół ostatnich zapasów, żeby dowieźć Cię w jednym kawałku.

 

  • Lubię to! 4
Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mi się jakoś w zimie też nie chce jeść i pić w czasie jazdy. Batonik i wodę mam zawsze ze sobą mimo wszystko. Wczoraj miałem jakieś 1,5h jazdy. Wypiłem może ze 100ml. Tylko dlatego, że zasyga mi w gardle i muszę je czasem lekko zwilżyć (niestety oddycham zawsze ustami). Jak jest zimno to się prawie nie pocę i nie czuję potrzeby picia w dużych ilościach. Swoją drogą w zimie mniej intenstwnie jeżdżę.

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Są produkty, które można wrzucić nawet wtedy gdy się jeść nie chce, bo są smaczne. Trzeba tylko taki dla siebie znaleźć. Dla mnie to GO ON Energy.
Inna sprawa, że z piciem to bym jednak nie rezygnował. Miej niż latem, ale nie tak, aby przywozić pełny bidon. I nie woda bez kalorii a izotonik. Niby nie ma dużo, ale jak się co te 20 minut łyka napije to energia zachowana jest. Do tego uważam, że jest wydajniejszy i wody mi zawsze więcej szło. Po testach różnych u mnie wygrywa Hydrafit.
W moim przypadku na treningi do dwóch godzin wystarcza. Owszem mam coś do żarcia w kieszonce, ale przeważnie wraca nieruszone do domu. Powyżej staram się już coś zjeść w trasie - najczęściej baton, ewentualnie jak planuję powyżej 3 godzin to 2 batony + banan. Ale też pozostaje jeszcze kwestia podbudowy energii przed treningiem. Rachunek jest prosty - chcesz wypalić to najpierw wrzuć, ewentualnie pociągnij z zapasu (tłuszczyku ;)), ale do tego ostatniego procesu paradoksalnie też kalorie wstepne są potrzebne.
 

 

 

Edytowane przez Zigfir
  • Lubię to! 2
Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja też jestem chyba jakiś dziwny, bo nawet latem do 50 km na szosie nie biorę nawet bidonu (nie mówiąc o jakimś jedzeniu). Nawet w upał jestem w stanie wytrzymać te 90-100 minut bez jakiegokolwiek picia. Ale to bardziej z lenistwa, bo pod koniec już sucho w ustach się robi. Na zawodach oczywiście ten bidon mam (jeżdżę w mtb dystanse 25-50 km) i z bufetów korzystam (ale w locie, kubeczek izo i pół banana - to wszystko).

Zima to co innego i tam wszelkie niedobory kalorii czuć dużo szybciej. Moje jazdy zimowe zwykle nie przekraczają 90 minut, ale staram się na krótko przed wyjściem zjeść coś kalorycznego i uzupełnić płyny. No i ubieram się pewnie grubej niż większość kolarzy. "Odcięcie prądu" z wychłodzenia znam i obecnie wolę zdecydowanie założyć na siebie jedną warstwę za dużo niż za mało. Przegrzać to się można, ale w lesie, przy małych prędkościach, po grząskim śniegu. Na szosie praktyczni mi się nie zdarzyło. Jak mi za gorąco, rozpinam na chwilę kamizelkę i już wyraźnie zaczynam się wychładzać. 

A jak się ubiorę za słabo to tylko myślę o tym, że mi zimno i nie chce mi się kręcić. Jak już się mocniej wychłodzę to zaczyna mi odcinać palce w dłoniach, potem w stopach i już nawet czucia nie ma by zmieniać biegi.

Wczoraj zrobiłem na szosie (ale rowerem miejsko-trekkingowym) 26 km w 1h5min przy temperaturze powietrza około 0 st.C i wietrze, po nocy. Nie zmarzłem, ale ciuchów to miałem na sobie pewnie parę kilo. Na szosę to już dla mnie taka graniczna temperatura, poniżej zera wolę już teren, las, a szosa tylko jak leży śnieg (boczne uliczki i drogi o małym ruchu). Poniżej -10 st.C już raczej nie jeżdżę.

Jak widzę tych kolarzy, którzy wczesną wiosną wylegają na drogi ubrani na krótko to aż mnie trzęsie.

Edytowane przez marvelo
  • Lubię to! 1
Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja się nauczyłem mieć przy sobie chociaż pół bidonu. Raz mi do gardła wpadł duży owad i nie mogłem się go pozbyć ani połknąć, to go popiłem :) . Więc nawet jak mi się nie będzie chciało pić to bidon musi być.

  • Lubię to! 1
  • Haha 1
Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Łukasz Tkacz

Dzisiaj zrobiłem inaczej - godzinka jazdy, 22 km takie powiedzmy miejsko-parkowe CX - w miarę intensywnie i... no i to samo ;)  Po jakichś 50 minutach czułem już dyskomfort i nie mogłem za bardzo przycisnąc. Sam nie wiem, ale odechciewa mi się jeździć, tym bardziej że ze względu na pracę mogę tylko wieczorami gdzie jest już ciemno i zimno nawet jak dzień niby cieplejszy. Trenażer to u mnie nieco jak walenie z haubicy do komara, ale może jednak do niego wrócę, wolę się pocić w domu.

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Korposzczur

Ja czasami taki efekt miałem w lecie już od pierwszych kilometrów i żadne batony/napoje nie pomagały odzyskać sił.

Jeszcze gorzej, gdy budziłem się na zawody z podwyższonym pulsem i nici z rywalizacji.

Przede wszystkim zadbaj o odpoczynek. Ile godzin śpisz i w jakich warunkach? Monitoruj jakość snu choćby aplikacjami na telefon (najtańsza opcja). Jeśli dużo pracujesz i zarywasz noce, to dajesz mięśniom za mało czasu na odbudowę. Nie ma magicznych sposobów na przyspieszenie tego procesu.

Kolejna kwestia to dieta. Wg J. Friela powinniśmy sięgać po produkty, które jedli nasi przodkowie zanim nauczyli się uprawiać zboża, czyli m.in. jaja, ryby, orzechy. W zimie należy nauczyć organizm korzystania z tłuszczów, czyli zwiększyć dobre tłuszcze, zmniejszyć węglowodany i unikać produktów o wysokim indeksie glikemicznym.

Próbujesz ciągnąć 2 sroki za ogon. Jeśli nie trenujesz do półmaratonu / triatlonu, to odpuść bieganie i skup się na rowerze. Polecam też basen.

Ogranicz w zimie objętość treningu. Jeśli jedziesz dłuższą trasę, to ogranicz moc i skup się na kadencji oraz technice pedałowania. W inne dni krótkie intensywne jazdy.

Edytowane przez Korposzczur
Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Łukasz Tkacz

@Korposzczur ze snem raczej nie ma problemów. Godziny bardzo podobne, długośc która mi odpowiada (6,5 - 7 godzin). Dieta jest raczej dużo zdrowsza niż kiedyś - musli własnej roboty, wyrzuciłem z niej masło/margaryny, żółte sery, słodycze, alkohol baaardzo rzadko. 

Z tymi dwoma srokami natomiast kompletnie nie rozumiem. Nie, nie szykuję się do traithlonu, ale półmaraton oficjalny może zrobię w tym roku (mam już za sobą 3x dystans 22-23 km, ale to biegając po okolicy). Pływać nie umiem i nie chcę wracać do nauki tego - próbowałem, nic z tego nie wychodziło i podziękowałem. Biegam natomiast od jakichś 3 lat, choć ze sporymi przerwami, bo wskutek złego podejścia męczyły mnie kontuzje (m.in. ITBS na oba kolana). Niemniej od lipca zeszłego roku gdy dużo więcej się rozciągam i odpowiednio roluję jest bezproblemowo - a zarówno dystanse jak i tempo mam takie jak nigdy.

Na pewno z tego nie rezygnuję, bo choć jesteśmy na forum rowerowym to powiem tak: ciśnięcie ludzi na waty, sprzęt, zawody itd. tak bardzo mnie wypaliło, że na zawody rowerowe się nie szykuję wcale. W biegowych biorę udział, do tego podoba mi się prostota tego sportu: jechałem na wakacje to wziąłem ze sobą buty, strój i gotowe. Roweru bym tak łatwo do samolotu nie zapakował ;) Obie aktywności dają mi radochę, obie na inny sposób i dlatego fajnie się je miesza, bez spinania się na cokolwiek - najpierw fun, potem jakiekolwiek "obowiązki treningowe". Sport (w sensie ciśnięcia organizmu): nie. Bycie fit i zdrowym: tak. I u mnie się to sprawdza.

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się